Naszaafryka.com. Maciej Malicki.
Nieco zdziwiłem się, gdy książka dotarła do mnie. Niestandardowy format, niestandardowy układ tekstu poprzeplatanego zdjęciami i niestandardowy styl pisania. Na dodatek, gdy przeczytałem pierwszych kilka stron zacząłem dochodzić do wniosku, że to była strata pieniędzy, ale jednak coś przeważyło i zachęciło mnie do przebrnięcia do końca. I było warto. Może autor, werbista mieszkający od lat w Bulawayo w Zimbabwe, nie ma stylu równego Fidlerowi czy Kapuścińskiemu, ale nie o to chyba tutaj chodzi. Dostajemy garść informacji z pierwszej ręki; i to ręki mieszkającej „u źródła”. Na temat Zimbabwe nie znajdziemy wielu pozycji w języku polskim na naszym rynku, więc jeżeli ktoś wybiera się tam i ten język mu odpowiada, to może warto sięgnąć po tą książkę-album. Ksiądz Maciej Malicki rysuje obraz zrujnowanego kraju sprzed około 10 lat (książka była wydana w 2008 roku), gdzie inflacja zaczyna szaleć, a bieda dotyka większość populacji. Choroby i śmierć są na porządku dziennym. Ale śmiech i radość także. Dowiemy się jak wyglądają procedury administracyjne i codzienne życie w kraju starzejącego się już (na szczęście) Roberta Mugabe. Oprócz osobistego portretu samego Zimbabwe autor zabiera nas na krótkie wycieczki do okolicznych krajów takich jak Kenia czy Tanzania. Cytaty:
„Jedna znajoma postanowiła się bronić. Kupiła pistolet. Rejestracja, instrukcja obsługi. Potraktowała sprawę poważnie. Oczywiście, najpierw wizyta na komisariacie. Pouczenie policjanta: `Jak strzelasz, to zabij. Ranny wyzdrowiej i się zemści. Nie wolno strzelać, kiedy napastnik jest w ogrodzie. Poczekaj, aż wejdzie do domu, i wtedy strzelaj z bliska. A jak ci się zdarzy zabić kogoś w ogródku, to zaciągnij ciało do domu, zanim zadzwonisz po policję. To wszystko. A teraz muszę iść podziękować pewnej kobiecie, która zabiła złodzieja. Długo go szukaliśmy.`”
„Rozmawiamy sobie po Mszy w niedzielę. Pytam jedną parafiankę: – Jak mąż się miewa? – A nie wiem. W środę pojechał do kolejki po benzynę. Wczoraj dzwonił, mówił, że może jutro przywiozą.”
„Ktoś opowiedział mi niezły numer z lekarstwami: tabletki, zanim do aptek, to do mielenia sie oddaje. Do tego tabletkowego proszku dosypuje się jakiejś mąki i lepi tabletki jeszcze raz. I po tym prostym zabiegu do aptek trafia dwa razy więcej tabletek.”
