Rubikon czarnych dziewcząt. Bogdan Szczygieł.
Można byłoby stwierdzić, że czytanie wypracowań o wszelkich możliwych przypadkach chorób tropikalnych i dolegliwości spotykających mieszkańców Nigru lat 60-tych i 70-tych jest nieco nudne. Jednak nie tym razem. Bogdan Szczygieł, doktor nauk medycznych, który w Afryce spędził co najmniej kilkanaście lat, a w samym Nigrze ponad dziesięć, opisuje swoje doświadczenia i przypadki zawodowe w sposób nad wyraz ciekawy. Niby to przekazuje nam fachową wiedzę medyczną, używając często skomplikowanego nazewnictwa, ale w rzeczywistości serwuje nam niezłą, często w bardzo humorystyczny sposób podaną, afrykańską przygodę. To razem z nim przeżywamy codzienne zmagania się Nigerczyków z chorobami i dowiadujemy się w jaki sposób atakują ich bakterie oraz inne choroby. W Nigrze tamtych lat brakuje lekarzy, ale za to nie brakuje chorób, które doktor Szczygieł opisuje jakby był z nimi za pan brat. Często nie da się ich zwalczyć i nie da się wyleczyć. Ale to życie… Oprócz niewdzięcznych chorób prześledzimy także wiele zwyczajów Zachodniej Afryki jak obrzezanie i inne inicjacyjne praktyki. To dobra książka pomimo, że napisana blisko czterdzieści lat temu. Cytaty:
“(obrzezanie – przypis autora) Nie jest ani zabiegiem rytualno-higienicznym, ani symbolem zawarcia paktu z bóstwem. Chodzi o coś innego. Otóż wierzy się, że człowiek przychodzi na świat z cechami obojga płci, jest w większym lub miniejszym stopniu hermafrodytą. Dogonowie, Bambarowie i wiele innych ludów uważa, że chłopiec jest kobiecy dzięki napletkowi, a dziewczynka ma cechy męskie w łechtaczce. Chłopak poczuje się naprawdę mężczyzną dopiero wówczas, gdy przez obrzezanie pozbawi go się cech płci żeńskiej. To samo stanie się z dziewczynką, gdy usuwając jej łechtaczkę usunie się elementy męskości zakłócające jej przyszły prawidłowy rozwój zarówno psychiczny, jak i fizyczny jako kobiety”.
“W Afryce frankofońskiej co pięćdziesiąty obywatel jest trędowaty”.
“Jest truizmem twierdzenie, że uroda kobiety jest w jej życiu elementem nie do pogardzenia. Pani Biba znalazła wkrótce pocieszycieli. Opowiedziała mi to bez odrobiny zakłopotania, gdyż w Afryce te sprawy do tabu nie należą. Kobieta , wiadomo, jak bluszcz, by żyć, musi około kogoś się owinąć. Ktoś ją musi utrzymać. Chociaż ona pracując nie musiała się martwić o masło do chleba, to jednak jak to mówią u nas – lepiej za najmizerniejszym krzeczkiem niż w szczerym polu”.
