Kroniki Abisyńskie. Moses Isegawa.
Przez pierwsze sto czy dwieście stron myślałem, że trochę tracę czas przewracając kolejne kartki. Potem jednak dotarło do mnie, że czytam książkę nie byle jaką. Ta obszerna, ponad pięćsetstronicowa autobiografia, ukazuje realia życia Ugandy lat 60., 70. i 80. To czasy, w których głównemu bohaterowi Mugeziemu, przyszło żyć. Trudne czasy dyktatorów Obote i Amina, czasy wojen domowych, zamieszek, mordów, ucieczek, gwałtów i głodu. Czytając ten barwny opis ugandyjskiego życia, nie odnosi się wrażenia, że to piekło na ziemi. Autor, często z humorem, przedstawia swoją drogę praktycznie od narodzin w małej wiosce, przez edukację w seminarium i dorosłe życie w Kampali i ostatecznie w chłodnej, europejskiej Holandii. Dowiemy się jak wyglądają relacje rodzinne w przeciętnej ugandyjskiej rodzinie i z jakimi przeciwnościami losu mieszkańcy musieli się zmierzyć, aby dorosnąć i samemu brnąć przez życie. Dobra lektura. Cytaty:
„W nocy 25 stycznia 1971 roku generał Idi Amin, wspierany przez brytyjskich i izraelskich przyjaciół, sięgnął po władzę podczas wojskowego puczu. Doprowadził tym do upadku swojego byłego obrońcę, premiera Miltona Obote, który uczynił kraj niezależnym, a potem zniósł konsytucję. Generał Amin przedstawił osiemnaście powodów tego zamachu,…”
„Jak zarobić dosyć pieniędzy, żeby dać swoim dzieciom najlepsze wykształcenie i zachować jeszcze coś dla siebie?”
„Zamki budowane z piasku nigdy nie przetrwają sztormu.”
„Szacowano, że w Trójkącie zginęło od dwustu do czterystu tysięcy ludzi. Wolałem, żeby ci zmarli sami siebie pochowali.
„… z kurzego gówna nie można zrobić rosołu.”
„Możnowładcy, którzy podzielili między siebie kontynent afrykański na konfeencji berlińskiej w 1884 roku, uczynili to, nawet nie postawiwszy na nim stopy.”
