Z wody i ducha. Malidoma Patrice Some.
Kolejne świadectwo, tym razem nieco nietypowe i oryginalne, na hipokrytyczną misję cywilizacyjną Europejczyków w Afryce. Potwierdzenie obłudy, arogancji i chęci dominacji. I to wszystko na żywym, autentycznym przykładzie zwykłego człowieka z małej wioski w Burkina Faso z plemienia Dagarów. Malidoma jako mały chłopiec został porwany z domu rodziców przez francuskiego jezuitę i oddany do szkoły misyjnej. Tam poznał europejski sposób myślenia i historię napisaną przez Europejczyków. Piętnastoletni pobyt w tej szkole (i rozłąka z rodziną) zakończył się dość dramatycznie – po bójce z księdzem Malidoma uciekł i pokonując kilkaset kilometrów na nogach przez busz dotarł do rodzinnej wioski. Tam jednak nie wszystkie dni były wesołe. Starszyzna wywarła na nim presję i przystąpił do surowej inicjacji plemiennej, którą z trudem przeżył. Miała ona na celu przyjęcie go i wprowadzenie na nowo w społeczność wioski po długiej nieobecności. Pierwsza część książki, rzekłbym, jest bardzo dobra i ciekawa. Druga zaś, opisująca wnikliwie rytuały inicjacyjne plemienia Dagarów znużyła mnie trochę. Ale to może dlatego, że ich do końca nie znam… Cytaty:
“W czym wiara w istnienie aniołów jest lepsza od wiary w istnienie duchów przodków?”.
“W plemieniu Dagara o bogactwie nie decyduje to, jak wiele ktoś posiada, lecz to, ilu ludzi go otacza”.
“… czyjś trud ma sens tylko wtedy, gdy komuś służy”.
“Ludzie nigdy nie doznają uczucia, że mają czegoś pod dostatkiem”.
“Jak głosi przysłowie: ‘Sata sa gnata’, czyli ‘Różnorodność jest lepsza niż podobieństwo'”.
