Żółte i czarne. Tidiane N’Diaye.
Każdy chyba wie, że w Afryce są Chińczycy. Skąd się jednak tu wzięli, ilu ich jest i jak funkcjonują? To już nie jest takie oczywiste. Francusko-senegalski antropolog próbuje nam to wyjaśnić nakreślając zarys historyczny stosunków Chin z Afryką, pierwszych kontaktów i planów współpracy. Opisuje zasady osiedlania się, działalności wielkich przedsiębiorstw, często wspieranych przez chiński rząd, funkcjonowanie chińskiej diaspory, drobnych handlarzy i wiele innych form działalności chińskiej na Czarnym Lądzie nie wyłączając nawet seksbiznesu.
Jaki obraz wyłania się po lekturze? Ciężko ostatecznie ocenić. Na pewno autor jest negatywnie nastawiony do chińskiej kolonizacji Afryki i widzi prawie same wady, ale na szczęście zauważa też, że są ludzie, którzy na tej inwazji towarów i usług korzystają. I może przy tym zostańmy…
“Od uzyskania niepodległości Afryka pracuje na swoją rekolonizację. A przynajmniej postępowałaby identycznie, gdyby to było jej celem”.
“Wybierz starannie dzień, gdy włożysz swoje nowe chińskie buty, bo będzie to pierwszy i ostatni raz! Senegalski żart”
