Tajny agent Jaime Bunda. Pepetela.
Ta parodia Jamesa Bonda nigdy nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie wyszła spod pióra znanego angolskiego pisarza (bojownika MPLA, wykładowcy socjologii na Uniwersytecie Angoli) na którego książki polowałem od kilku miesięcy. Pepetela, a właściwie Artus Carlos Maurício Pestana dos Santos, urodzony w Bengueli, opisał przygody tajnego agenta Jaime Bundy (po portugalsku „bunda” znaczy „dupa”) mającego odszukać zabójcę nastoletniej dziewczyny pochodzącej ze stołecznych musseques czyli dzielnic biedoty. Z reguły nie przepadam za czytaniem fikcji literackiej, ale ta książka to cenne źródło informacji na temat współczesnej Angoli. Akcja toczy się głównie na Ilha de Luanda (Ilha do Cabo), miejscu dobrze znanym wszystkim, którzy odwiedzili Luandę. W fabule przewijają się także Roque Santeiro, ogromy targ w Luandzie, gdzie Bunda załatwia swoje interesy i wpada coś przekąsić oraz Półwysep Mussulo. Obraz dzisiejszej Angoli nie jawi się w jasnych barwach; wszechobecny nepotyzm we władzach, korupcja, bieda, przestępczość to stale towarzyszące nam realia. Na szczęście śmieszna postać grubego agenta Bundy rozświetla cały przekaz i doprowadza do wniosku, że życie w Angoli niewiele się różni od innych afrykańskich państw, a przez położenie tego kraju nad Atlantykiem, bywa czasami ciekawsze.
Cytaty:
„Przecież tylko facet może mieć dwie kobiety, nigdy odwrotnie, bo wtedy to cudzołóstwo”.
„Angola to duży, słabo zaludniony kraj, dlatego robienie dzieci jest objawem patriotyzmu. Ojczyznę trzeba zaludniać”
„… jego religia zabrania mu podróżowania nad wodą, wszystko jedno, czy samolotem, łodzią, czy pieszo. To dlatego nigdy nie opuszcza rodzinnego miasta… Bunda przyznał w duchu, że to dziwna religia. Z drugiej strony na świecie jest tyle różnych rzeczy, jak mawiał brat Bartolomeu de las Casas, nawracając Filipińczyków na chrześcijaństwo”.
