Słońce na ambach. Wacław Korabiewicz.
Książkę dostałem na 39 urodziny od mojej żony. Jak spojrzałem na okładkę to bez namysłu stwierdziłem, że to kolejna kolorowa pozycja z księgarni z cyklu „Byłem dwa razy w Etiopii i juz mogę napisać książkę; dołączę kilka zdjęć i będzie bestseller”. Krótko mówiąc, chciałem ją odłożyć na półkę bez zbędnej lektury. To był jednak błąd. Pan Korabiewicz, właściwie Pan Doktor Korabiewicz, wyszukanym i ciekawym językiem opisuje swoje przygody podczas dwóch wyjazdów do Etiopii; pierwszy był w charakterze lekarza na kontrakcie rządu etipskiego w mieście Gore na zachodzie kraju, drugi wyjazd, opisany niestety za krótko pan doktor odbył jako kolekcjoner etiopskich krzyży. Historia Etiopii przeplata się z przygodami lekarza w biednym afrykańskim kraju, po którym ciężko sie podróżuje i do którego ciężko dotrzeć. Mimo, że opisywana rzeczywistość to lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku to wiele rzeczy wygląda i funkcjonuje dzisiaj podobnie. Chociażby autobusowy transport w górach.
Cytaty:
„- Więc te dzieci to towar na sprzedaż do haremów dla szejków?
– Oczywiście. Grube pieniądze za to się płaci. To właśnie kapitał na pokrycie kosztów pielgrzymki, to są dewizy tych ludzi.”
