Biblioteka

20160615_201759Moja Biblioteka

Zamierzenie było i jest takie, aby tutaj podawać tytuły książek z mojej małej biblioteczki, które mniej lub bardziej polecam do czytania. Czasami nie jest łatwo odszukać w internecie konkretnej pozycji dotyczącej kraju, który nas interesuje albo do którego się wybieramy. Dorzucę tutaj swoją cegiełkę i może ktoś z Was z tego skorzysta. Nie chcę podawać wszystkich książek, które wpadły mi w ręce, a jedynie te które dotyczą najbardziej bliskich mi kontynentów czyli, w tym momencie, Afryki. Czytam w języku polskim, hiszpańskim i angielskim, więc w tych językach mogą pojawiać się tytuły. Będę uzupełniał tą podstronę w miarę wolnego czasu, więc proszę Was o wyrozumiałość i cierpliwość:-)

Afryka

Afryka – ogólnie (lub książki o kilku krajach)

Biel – Marcin Kyrdyński

Trochę to, faktycznie jak sam autor przyznaje, autobiografia a trochę książka o afrykańskim kontynencie. Trzeba przyznać, że fotografie są imponujące. Czyta się łatwo i przyjemnie. Czasami patetycznie, a czasami trochę bałwochwalczo. Można tą książkę potraktować jako niezłe źródło ogólnej wiedzy o niektórych afrykańskich krajach. Dużo miejsca poświęcone jest Somalii i Somalisom. A to ciekawy region świata. Tylko po co powtarzać o tej farmie nad Liwcem? Ja nie rozumiem. Lepiej byłoby bez tego.

Rondo de Gaullle`a – Olga Stanisławska

(Mauretania, Mali, Niger, Czad, Gwinea Równikowa, DRC)

Zbiór opowiadań z kilku afrykańskich krajów. Opowiadań nie byle jakich. Olga Stanisławska, moim zdaniem, pisze ponadprzeciętnie dobrze i wiedzę o Czadzie czy Nigrze przedstawia w sposób, który pobudza wyobraźnie i zachęca do poszukania biletu lotniczego w te strony. Szkoda tylko, że sytuacja bezpieczeństwa zmieniła się dzisiaj w większości tych saharyjskich krajów i skutecznie odstrasza potencjalnych podróżników.

Cytaty:

„Saint-Exupery opowiadał nomadom, że odległość, jaką oni przemierzają przez dwa miesiące, on może samolotem pokonać w dwie godziny. Patrzyli na niego ze zdziwieniem. – A co robisz z pozostałym czasem?

„Istnieją trzy prawdy – moja prawda, twoja prawda i ta Prawda, która znajduje się pośrodku. Żeby ją odnaleźć, trzeba na chwilę zapomnieć o sobie i o własnej wiedzy. Pełna tykwa nie może przyjąć świeżej wody…”

„Młodzieniec, który widział sto wiosek, wie tyle co starzec, który przeżył sto lat – czy nie tak mówił Tidiane Koita, gwinejski konsul w Rabacie, Malinke? Słodka obietnica, myślę. Tylko co to naprawdę znaczy `widzieć`?”

„Atrament mędrca jest wart więcej niż krew męczennika”

„Dyktatorzy muszą wygrywać wybory – oświadczył niedawno francuskiemu dziennikarzowi zniecierpliwiony prezydent Francji Jacques Chirac. – Inaczej przestaliby je organizować.”

Nad Nilem Błękitnym i Białym – Alan Moorhead

(Egipt, Sudan, Etiopia i Uganda)

Moim zdaniem jest to książka rewelacyjna, jedna z najlepszych pozycji dotyczących Afryki. Poza stosem informacji o tytułowym Nilu dowiadujemy się ciekawych szczegółów na temat życia i śmierci najsławniejszych podróżników odkrywających w XVIII i XIX wieku wschodnią część afrykańskiego kontynentu. To także kopalnia wiedzy na temat historii Egiptu, Sudanu, Etiopii i Ugandy. Cytaty:

„Najbardziej zadziwiającą cechą afrykańskich podróży eksploracyjnych w XIX wieku jest ich przypadkowość. Grono przyjaciół zbiera się na dla omówienia wycieczki zagranicznej. Czy udać się do Wiednia, Neapolu czy na Wyspy Kanaryjskie? A może do Afryki? Ależ oczywiście, do Afryki! O Afryce nie mają pojęcia, linie okrętowe nie istnieją, nikt nie może im udzielić żadnej ścisłej informacji o klimacie, lekarstwach niezbędnych w czasie takiej podróży, miejscowych językach, jedzeniu, pieniądzach, czy mieszkańcach tego kontynentu; o mapach nie ma co marzyć. Przypuszczalnie jednak, dowodzą, po drodze wszystko się wyjaśni.”

„(Rumanika) Miał on jednak swoje dziwactwa. Jednym z nich był osobliwy harem, składający się z żon tak utuczonych, że nie mogły utrzymać się w postawie wyprostowanej, lecz jak foki czołgały się po podłodze w swoich chatach. Pojono je bez przerwy mlekiem, które ssały z bukłaka przez słomkę, a jeżeli jakiejś dziewczynie zbrzydła taka dieta, karmiono ją siłą, jak kaczki sztrasburskie przeznaczone do wyrobu pate de foie gras (pasztetu z wątróbek): przez cały czas bowiem stał nad nią dworak z batem w pogotowiu.”

„…pisał Livingstone… – Na targu widziałem trzystu niewolników wystawionych na sprzedaż… Wszyscy dorośli zdają się zawstydzeni, że zachwala się ich jak zwyczajny towar. Niewolnikom sprawdza się zęby, podnosi suknie w celu zlustrowania dolnych kończyn, rzuca patyk każąć przynieść go do ręki, aby zobaczyć, jaki mają chód. Niektórzy handlarze ciągną swój towar za rękę przez ciżbę ludzi wykrzykując bez ustanku cenę. Większość nabywców to Arabowie z północy i Persowie.”

Maska Afryki – V.S. Naipaul

(Uganda, Nigeria, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej, Gabon, RPA)

To następna po Zakręcie Rzeki świetna książka Naipaula o Afryce. Tym razem skoncentrował się na wierzeniach i religijności kilku krajów – Ugandy, Nigerii, Ghany, Wybrzeża Kości Słoniowej, Gabonu i RPA.

Ghana (Aszanti):

„Gdy idąc drogą, czubkiem stopy dotkniemy kamienia, ma to znaczenie. Kiedy kichamy, ma to znaczenie. Kichnięcie na prawo jest dobre, kichnięcie na lewo złe. Natura sama w sobie została zaprogramowana – my musimy nauczyć się odczytywać.”

„Brzmi to dziwnie. Co robili Duńczycy tak daleko od domu? Ale to jest tylko dzisiejszy przesąd. Duńczycy, choć byli małym narodem, odegrali swego czasu ważną rolę w handlu złotem i niewolnikami i dali się poznać wodzom Ghany. W latach sześćdziesiątych XVII wieku zbudowali duży fort w pobliżu Akry.”

„-Kolonialiści przybywali tutaj w interesach – powiedział. – Handel niewolnikami był biznesem. Może złym, ale to był tylko biznes. Chociaż wywozili stąd, co się dało, w zamian dali nam Kościół. To dla tradycyjnej religii stanowiło podzwonne.”

„- (Kościół chrześcijański) Był nowy. Krzewił asymilację; Francuzi na Wybrzeżu Kości Słoniowej też to robili, a ale Anglicy dokonali tego metodą pośrednią. Głosili wiarę, wprowadzając jednocześnie oświatę. To osłabiło tradycyjną religię; tę samą rolę odegrał islam.”

Gabon:

„- Nowe religie, islam i chrześcijaństwo, są tylko na powierzchni. W naszym wnętrzu jest las.”

Karawana Kryzysu – Linda Polman

(Somalia, Sudan, DRC, Rwanda)

W to co opisuje holenderska autorka trudno czasami uwierzyć, ale to niestety smutna prawda dotycząca pomocy humanitarnej dla Afryki i innych części świata. Trzeba się głęboko zastanowić w jaki sposób to zrobić jeżeli chcemy komuś pomagać. Choć pani Polman przytacza czasami za dużo cyfr, które utrudniają lekturę, a ostatnia część skonstruowana na podobieństwo słownika nie specjalnie przypadła mi do gustu, to polecam tą książkę. Cytaty:

„Dziennikarz Christopher Hitchens ujawnił w swojej książce The Missionary Position. Mother Teresa in Theory and Practice (1995), że mateczka umieściła część przekazanych jej milionów na zagranicznych kontach. Na samym tylko koncie w Nowym Jorku znajdowało się pięćdziesiąt milionów dolarów. Jednak kiedy zmarła w 1997 roku, jej szpital był równie słabo wyposażony i zacofany pod względem medycznym, jak w czasach zanim stała się bogata i sławna. Sama mateczka, gdy coś jej dolegało, również chętniej udawała się do nowoczesnych szpitali w Kalifornii.”

„Technical Assistants, czyli konsultanci. … Konsultanci bywają nazywani również ludźmi od tysiąca dolarów, zgodnie z ich średnim dziennym wynagrodzeniem. Do tego dochodzą koszty ich ochrony, zakwaterowania, transportu, wyżywienia, itp. Jeden z konsultantów opowiadał: `Kiedy starałem się o pracę, wyobrażałem sobie siebie jako swego rodzaju eleganckiego tajnego agenta, który odbywa misję w egzotycznych krajach, odpoczywa obok hotelowych basenów z martini w dłoni, otoczony pięknymi kobietami w bikini. No i okazało się, że tak jest w rzeczywistości!`”.

Long Way Down. Ewan McGregor and Charley Boorman

Pięknie wydana książka w twardej obwolucie z połyskującą okładką i kolorowymi zdjęciami. I to tyle. Dlaczego w ogóle ją kupiłem? Miałem moment fascynacji motorami i nawet planowałem taką wyprawę przez czarny kontynent. Książka jest generalnie słaba, informacje są powierzchowne, a fotografie przedstawiają głównie dwóch autorów „zmagających się” z afrykańskim żywiołem.

Rowerem i pieszo przez czarny ląd. Kazimierz Nowak.

W zupełności zgadzam się z Ryszardem Kapuścińskim, który napisał, że „To zupełnie niezwykła książka” Nie znam drugiej podobnej. Są to zapiski z podróży autora w latach 1931 – 1936 przez Afrykę z Trypolisu przez Przylądek Igielny do Algieru. Szkoda tylko, że autor musiał zapłacić najwyższą cenę za taki wyczyn. Niemniej jednak niesamowite przygody pana Nowaka napisane dość ciekawym i wnikliwym językiem zachęcają do lektury. Wydaje mi się, że to swoista „must-read” dla każdego, kto myśli o wycieczkach rowerowych po kontynencie afrykańskim.

Między Wariatami. Marcin Meller.

Nie za bardzo wiedziałem co myśleć o tej książce zanim zacząłem lekturę. Byłem trochę niepotrzebnie uprzedzony do autora. Nie jest to pozycja tylko o Afryce, ale zbiór opowiadań, wycinków z pełnego przygód życiorysu Marcina Mellera. Najbardziej interesowały mnie fragmenty o Afryce, których mało nie jest. Szczególnie te dotyczące Ugandy. Cytaty:

„Duchy kontaktowały się z Konym codziennie o dziesiątej rano i czwartej po południu, radząc mu jak doprowadzić do tego, by Uganda była rządzona według Dziesięciorga Przykazań, co stanowiło oficjalny cel LRA.”

„Trzech białych dostaje w afrykańskiej knajpie kawę z muchą. Pierwszy woła kelnera i żąda nowej kawy, widać, że jest za krótko w Afryce. Drugi wyjmuje muchę, wyrzuca ją i wypija kawę – spędził wystarczająco dużo czasu w Afryce. Trzeci wylewa kawę i zjada muchę – zdecydowanie siedzi tu za długo.

Odkrycie Afryki – Tadeusz Szafar

Początkowo trudno czytało mi się tą książkę, a ogrom nazwisk i dat nie ułatwiał lektury. Jednak po pierwszych kilkudziesięciu stronach stwierdziłem, że to bardzo cenna pozycja dotycząca odkrywania „Czarnego” czyli nieznanego lądu. Autor chronologicznie opisuje etapy poznawania kontynentu afrykańskiego przez europejskich podróżników, ale nie jest to nudny opis, lecz przepełniony ciekawostkami i (przynajmniej dla mnie) niesłychanymi przygodami odważnych śmiałków zapuszczających się na najmniej znany kontynent na południe od Europy. Cytaty:

„W średniowieczu traktowanie podróży jako rozrywki było wyłącznie domeną ludzi kręgu kultury muzułmańskiej.”

Sahara. Michael Palin.

(Maroko, Sahara Zachodnia, Maurtania, Senegal, Mali, Niger, Algeria i Tunezja)

Jak to brytyjska gazeta Spectator opisuje, autor wybiera się tym razem w podróż po „niezmierzonej i bezlitosnej” Saharze. Książka ta nie jest może encyklopedią wiedzy o największej pustyni świata, ale raczej zapiskami z podróży poprzeplatanymi ogólnikami z historii odwiedzanych krajów. Machael Palin, jak na Brytyjczyka przystało, wyrusza w swoją afrykańską odeyseję z Gibraltaru,  by po przejechaniu Maroka, Sahary Zachodniej, Maurtanii, Senegalu, Mali, Nigru, Algerii i Tunezji ponownie wrócić przez Ceutę do brytyjskiego skrawka lądu na południu Hiszpanii. Zaopatrzoną w ładne, kolorowe zdjęcia książkę tą, jak większość pozycji Palina, czyta się lekko i przyjemnie.

Sahara. Cizia Zykë.

(Algieria, Czad, Ghana, Kamerun, Kongo, Mali, Niger, Republika Środkowoafrykańska)

Czytając tą książkę odnosi się wrażenie jakby to była powieść na kształt Jamesa Bonda; może przeniesiona do Afryki. A tutaj niemałe zaskoczenie – tak wyglądało życie Jeana-Charlesa Zykë, francuskiego podróżnika i pisarza. Akcja toczy się we Francji, Algierii i Nigrze, dokąd autor w konwojach wozi rozpadające się ciężarówki na handel, aby zbić fortunę. Nie odbywa się to jednak bez przygód i to przygód nietuzinkowych. Kilkanaście razy ląduje w więzieniu, skąd za łapówki lub za pomocą koneksji wychodzi mając do czynienia z bandytami, skorumpowanymi celnikami, przemytnikami i… ślicznymi kobietami afrykańskimi. Ciężko uwierzyć, że ktoś może mieć takie życie.

Moja Afryka. Kinga Choszcz.

(Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Senegal, Gambia, Mali, Burkina Faso, Niger, Gwinea Bissau, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghana)

Kinga opisuje swoją wyprawę do Afryki Zachodniej, która niestety skończyła się fatalnie dla niej samej. Trasa prowadziła przez Maroko, Saharę Zachodnią, Mauretanię, Senegal, Gambię, Mali, Burkinę Faso, Niger, Gwineę Bissau, Gwineę, Sierra Leone, Liberię, Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghanę. Przygody na szlaku zilustrowane są barwnymi fotografiami i ciekawymi opisami. Jednym z ostatnich epizodów było wykupienie małej dziewczynki z przymusowej pracy w barze i odwiezienie jej z powrotem do domu. Autorka miała pewnie plan, aby kontynuować trasę, ale malaria mózgowa na którą zachorowała w Ghanie przerwała ją na zawsze.

Heban. Ryszard Kapuściński.

(Etiopia, Nigeria, Tanzania, Ghana)

Recenzja Hebanu chyba jest zbędna. Każdy, kto podróżuje do Afryki miał pewnie przyjemność czytać tą książkę lub przynajmniej o niej słyszeć. Połączenie reportażu z powieścią traktujące o afrykańskich krajach takich jak Nigeria, Tanzania czy Ghana w których rewolucje i przewroty mają miejsce pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku szóstego dziesięciolecia XX wieku. Jest to, moim zdanieniem, książka fenomenalna.

Wojna futbolowa. Ryszard Kapuściński. 

(Algieria, Angola, Demokratyczna Republika Kongo, Ghana, Nigeria, Republika Południowej Afryki, Tanzania)

Sam tytuł nie sugeruje, że będzie to reportaż o Afryce, gdyż „wojną futbolową” określa się w literaturze konflikt zbrojny pomięszy Salwadorem a Hondurasem,  ale wbrew pozorom możemy znaleźć tutaj wiele na temat Czarnego Lądu. Autor przytacza mnóstwo faktów i wydarzeń z Konga, Nigerii, Algierii, Etiopii czy Kenii. Wspaniałe źródło wiedzy na temat historii, i to tej współczesnej, dużej części Afryki.

Reporter wojenny. Patrick Chauvel.

(Erytrea, Angola, Mozambik)

Jeżeli ktoś lubi czytać o zabijaniu, śmierci, wybuchach, bombach, ostrzale artyleryjskim, napalmie, minach, oderwanych kończynach, egzekucjach, mordach i gwałtach i jeszcze raz o śmierci to będzie to dobra książka dla niego lub niej. Dodać do tego jeszcze trzeba by bohaterską postawę samego autora i mamy portret „typowego” i odważnego reportera wojennego. Nie mogłem dokończyć tej książki. Z trudem pochłaniałem kolejne strony. Ciężko i „topornie” czyta się tą lekturę, której zaledwie trzy krótkie rozdziały traktują o Afryce. Przeczytamy tutaj o konfliktach w Erytrei, Angoli i Mozambiku.

Przez Afrykę Środkową. Wiesław Olszewski.

(Angola, Czad, Republika Środkowoafrykańska)

Z pewnością warto sięgnąć po tą książkę przed podróżą do Angoli, Czadu czy Republiki Środkowoafrykańskiej, bo o tych właśnie krajach traktuje ta praca. Autor, znany z telewizyjnego programu „Podróże z żartem” opisuje swoje przygody podczas wyprawy do Afryki Środkowej okraszając je odrobiną historii i wiedzy (niestety odrobiną) na temat kultury materialnej trzech wymienionych państw Czarnego Lądu. Dowiemy się także co nieco na temat Jeziora Czad oraz Pigmejów oraz nie łatwo dostępnego dziś Parku Narodowego Dzanga-Sangha. Czyta się łatwo i przyjemnie.

Tajemnice Voodoo. Adrian Devine.

Planując wyjazd do Beninu na Święto Voodoo czy Vodun odbywające się zawsze 10 stycznia sięgnąłem po tą książkę. Religia ta to wielce skomplikowany zbiór bóstw, zależności między nimi i rytuałów, ciężki do zrozumienia i ogarnięcia przez umysł Europejczyka. Książka wiele wyjaśnia, strukturyzuje (jeżeli tą religię da się włożyć w jakiekolwiek ramy) i tłumaczy. Jednak w sposób mało ciekawy; raczej w formie akademickiego skryptu, gdzie wiele rzeczy mamy wymienione w punktach czy od myślników. Znajdziemy tutaj trochę informacji o historii Voodoo, fetyszach, rytuałach w których są wykorzystywane, a nawet zamieszczony został horoskop.

Do ciepłych krajów. Paweł Wróbel Wróblewski.

Wyjątkowa to dla mnie książka. Może nie dlatego, że jest napisana jakimś genialnym językiem czy przez sławnego autora. Z tego co wiem to raczej debiut pana Pawła. Wyjątkowość ta przejawia się w fakcie, że traktuje ona o podróży rowerowej, dość mi bliskiej, i to przez Czarny Ląd. Samemu, bez obstawy i wsparcia innych. Trzeba być odważnym, a jednocześnie rozsądnym poszukiwaczem przygód, aby wyruszyć w taką espakadę. Autor przemierza 13 krajów wyruszając z Fezu w Maroku, przejeżdżając ponad 11 tysięcy kilometrów. Kończy wyprawę w Kinszasie. Po drodze opisuje swoje, czasami niewiarygodne, przygody. Chociażby to, że poznał na szlaku swoją przyszłą żonę. Mnie najbardziej jednak zapadły w pamięci fragmenty opisu przeprawy przez Nigerię.

The Scramble for Africa. Thomas Pakenham.

Biblia dla podróżników zafascynowanych afrykańskim kontynentem. Osobiście uważam, że to jedna z lepszych książek o Afryce i jej historii jakie kiedykolwiek czytałem. Pomimo długości tekstu (prawie 700 stron), dzieło Thomasa Pakenhama czyta się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Autor opisuje jak przez niecałe trzydzieści lat po roku 1880, kiedy to afrykański kontynent był praktycznie nieznaną „czarną” plamą na mapie świata, przynajmniej dla nas, Europejczycy zawłaszczyli i uzależnili od siebie wszystkie kraje z wyjątkiem Liberii i Etiopii. Historia kolonizacji czasami bywa tutaj tłem do życiorysów najbardziej znanych podróżników i osób, które decydowały o dzisiejszym kształcie granic Afryki. Livingstone czy Stanley, Brazza i Rhodes, Kitchener i Gordon czy ekscentryczny Król Leopold II to tylko niektóre z postaci opisane tutaj. W książce jest kilka cennych zdjęć przedstawiających Afrykę XIX wieku oraz map przedstawiających „rozdrapywanie” kontynentu przez białych, europejskich najeźdźców.

Żar. Oddech Afryki. Dariusz Rosiak.

(Senegal, Zimbabwe, Mali, Ghana, Etiopia, Rwanda, Demokratyczna Republika Konga, Uganda, Angola, Kenia, Sudan Południowy, Tanzania, Republika Południowej Afryki)

Książkę składającą się z trzynastu rozdziałów (każdy o innym afrykańskim kraju) czyta się łatwo i przyjemnie. Niestety jest to dość „powierzchownie opracowany” kolaż tekstów o tematyce raczej potwierdzającej stereotyp afrykańskiego kontynentu pozbawionego perspektyw, biednego, skorumpowanego i rozpadającego się świata. Dariusz Rosiak to dziennikarz radiowej Trójki, który po kilkutygodniowym pobycie w Afryce, pracując przy projekcie „Trójka przekracza granice” zdecydował się wydać tą książkę. Zamiarem autora było chyba obalenie mitów dotyczących Afryki i samych Afrykańczyków, ale prawdopodobnie kilka tygodni badań czy obserwacji to za krótki okres, żeby sprawnie udowodnić, że ten kontynent ma także mniej czarne oblicze, a w wielu miejscach funkcjonuje nawet lepiej niż mogłoby się nam wydawać.

Gdyby cała Afryka… Ryszard Kapuściński. 

Jest to przygotowane przez Agorę wznowienie reportaży Ryszarda Kapuścińskiego z lat 1962-1966. Książka zawiera 15 tekstów napisanych przez Kapuścińskiego podczas jego pracy w Afryce, gdy mieszkał tam przez blisko sześć lat dokumentując burzliwe zmiany – przejście od epoki kolonializmu do niepodległości. Niektórzy uważają tą pracę jako jedną z najważniejszych książek w światowej literaturze dotyczącej początków niepodległej Afryki. Czyta się to jednym tchem, a fakt, że autor sam był świadkiem opisywanych przewrotów, buntów i zamachów stanu czyni cały tekst jeszcze ciekawszym. Wydanie jest zaopatrzone w fotografie Kapuścińskiego i polityczną mapę Afryki, aktualną w lipcu 2011 roku.

Podróże we wnętrzu Afryki. Mungo Park. 

(Senegal, Gambia, Mali)

Doskonała to książka, opowiadająca o losach Brytyjczyka oddanego i pochłoniętego w pełni eksploracją Afryki Zachodniej i największej jej rzeki – Nigrowi. Pan Park był w Afryce dwa razy. Pierwszym razem wyruszył w poszukiwaniu źródeł i kierunku płynięcia Dżoliby, jak Afrykanie nazywają Niger. Była to wyprawa trudna, okupiona wieloma cierpieniami, ryzykiem i wielkimi stratami. Sam autor niemal nie stracił życia, uciekając Maurom z niewoli. Druga wyprawa Mungo Parka to już poważniejsza ekspedycja w skład której weszło wielu białych żołnierzy i czarnoskórych pomocników, jak cieśle, tragarze, przewodnicy i tłumacze; łącznie kilkadziesiąt osób. O ile o pierwszej wyprawie można wiedzieć, że zakończyła się sukcesem (mimo, że Park wrócił do domu kilka miesięcy później niż planował płynąc przez Karaiby do Wielkiej Brytanii) to druga ekspedycja zakończyła się tragicznie i to nie tylko dla autora, ale dla większości uczestników. Mungo Park utopił się w Nigrze na terenach dzisiejszej Nigerii, a pozostali albo podzielili jego los albo zmarli w drodze na dezynterię, febrę ewentualnie tracąc życie z rąk niegościnnych plemion atakujących karawanę podróżników. Pomijając te dramatyczne okoliczności, książka jest nieocenionym źródłem wiedzy na temat Afryki Zachodniej sprzed dwustu laty, jakże aktualnym dzisiaj.

Cytaty dotyczące podejścia Maurów do kobiet:

„(Kobiety) Uważa się je, jak mi się wydaje za niższy gatunek zwierząt i nie ma z nich innego pożytku niż dostarczanie przyjemności zmysłowych rządzącym nimi panom. Zmysłowość uważana jest więc za najważniejszą umiejętność, a niewolnicze podporządkowanie za najważniejszy obowiązek.”

” Maurowie mają osobliwy pogląd na ideał kobiecości…. otyłość i piękno są dla nich niemal synonimami. Kobieta o nawet przeciętnych aspiracjach musi nie być w stanie chodzić bez niewolników podtrzymujących ją pod obydwoma ramionami, a doskonała piękność – to cały ładunek na wielbłąda.”

Chwila przed zmierzchem. Marcin Kydryński.

(Egipt, Sudan, Erytrea, Etiopia, Kenia, Tanzania, Rwanda, DRC, Uganda, Zambia, Zimbabwe, RPA)

Czasami wydaje się, że każdy kto był w Afryce musi zaraz o niej napisać książkę. Tym bardziej każdy, kto spędził tam więcej czasu niż dwutygodniowy urlop. Tak też było i tym razem. Olga Stanisławska, Marcin Meller, Marcin Kydryński oraz dwoje innych znajomych  Mrozio i Zuzia wyruszyli na pół roku na Czarny Ląd z zamiarem pokonania trasy z Kairu na Przylądek Igielny w RPA. Każdy z pierwszej trójki napisał po powrocie relację w postaci książki. Uważam, że w odróżnieniu do wielu tego typu elaboratów, to dobre książki. „Chwila przed zmierzchem” jest jedną z nich. Jest mi dość bliska, gdyż przywołuje w pamięci moje kilkumiesięczne eskapady do afrykańskich krajów. Panu Kydryńskiemu, jak sam o sobie mówi – jeszcze wtedy (1993-1994) nie bardzo doświadczonemu globtroterowi, któremu czasami brakuje wiedzy o tym konktynencie, można zarzucić przesadny pesymizm dotyczący przyszłości Afryki. Według niego większość mieszkańców tego ludnego skrawka ziemi wymrze niedługo z powodu AIDS, malarii albo wewnętrznych konfliktów plemiennych zabijając się nawzajem maczetami. Te mroczne przepowiednie na szczęście nie sprawdziły się. Wyprawa zakończyła się sukcesem, aczkolwiek nie wszyscy razem dotarli do celu. Szczegółów jednak nie zdradzę, a zapraszam do lektury.

Cytaty:

„Nikt jednak w naszej kulturze nie mógł przewidzieć, że pomysł zasiłków dla chorych na AIDS okaże się tak zgubny dla Afryki. Helen opowiadała o setkach przypadków naumyślnych samozakażeń. Wyobraźnia Ugandyjczyków, jak wszystkich mieszkańców Afryki centralnej, nie sięga poza pojęcie „dziś wieczorem”. Skoro więc dziś wieczorem są pieniądze na utrzymanie rodziny, to jaką wagę ma choroba, jeśli przyjdzie jutro, albo za kilka lat?”

Rwący nurt historii. Ryszard Kapuścińki

(DRC, Etiopia, Uganda, Rwanda, Somalia)

To książka nie napisana przez Kapuścińskiego, ale przez niego prawie w całości zaakceptowana jeszcze przed śmiercią. Jest to zbiór wypowiedzi i różnego rodzaju zapisków na temat Europy, Ameryki Łacińskiej i Afryki. Czarnemu Lądowi poświęcony jest zaledwie jeden niespełna czeterdziestostronicowy rozdział. Jednak jest to rozdział niezmiernie ciekawy, traktujacy między innymi o Demokratycznej Republice Konga, Ugandzie, Somalii, Etiopii, i kilku jeszcze innych krajach, o których autor ma wiele do powiedzenia. Cytaty:

„Afryka to pięćdziesiąt dwa państwa i pięćdziesiąt dwie sytuacje, w tym zupełnie beznadziejne, jak Somalia czy Liberia.”

Blue Dahlia, Black Gold. Daniel Metcalfe.

(Angola, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca)

Ta książka to opis podróży z Europy przez Wyspę Świętego Tomasza i Książęcą do Angoli. Gdybym miał polecić jedną książkę o Angoli to byłaby to właśnie ta. Jest po prostu dobra i, co najważniejsze, nie traktuje tylko o mrocznej wojennej przeszłości tego kraju, ale pokazuje kawałek pozytywnego obrazu. Zaledwie dwa pierwsze, krótkie rozdziały opowiadają o podróży autora przez mały, luzofoński skrawek afrykańskiego kontynentu jakim są Wyspy Świętego Tomasz i Książęca. To jednak wartościowy materiał, zważając na fakt praktycznie totalnego braku literatury na temat Sao Tome e Principe.

Cytat:

„He turned to me.`Amigo, if you work on a plantation from four in the morning until night, you don`t have time to keep up oral traditions. Workers didn`t even know the name of their employer. If they asked, they`d be beaten and told to be quiet. That`s what my grandmother told me. Sometimes I want I want to ask her more about our past, but I hold back because I know she will cry. She walks with a terrible stoop. She carried sacks all her life.”

„It is important to remember that the Portuguese did not invent slavery. It was already here in Angola by the time they came, but the colonial Portuguese government…how shall I put it…ordered it, turned it into a big system…”

„When Savimbi was asked by the journalists why he, the crusader for national justice, had taken aid from the devil in the form of apartheid South Africa, he simply replied: `If you are a drowning man in a crocodile-infested river and you`ve just gone under for the third time, you don`t question who is pulling you to the bank until you`re safely on it`”

Walka o Morze Czerwone 1527-1868. Andrzej Bartnicki.

(Etiopia, Erytrea, Sudan, Dżibuti)

Ponad czterystu stronicowe opracowanie dotyczące historii Morza Czerwonego jest godne polecenia. Najwięcej informacji poświęcone jest Etiopii, która wraz z dzisiejszym obszarem Erytrei posiadała bardzo długą linię brzegową ze swoimi portami na wyspie Massaua i archipelagu Dahlak. Sudan także znalazł tutaj swoje miejsce, gdzie mało znaczące dzisiaj miasto Suakin, odgrywało rolę jednego z ważniejszych ośrodków handlowych i transportowych na Morzu Czerwonym. O Dżibuti, które po zakupie osady Obock przez Francuzów, stało się francuską kolonią jest tutaj również garstka ciekawostek. Książkę czyta się dobrze, ponieważ napisana jest językiem nieco odmiennym od akademickich opracowań historycznych dotyczących Afryki. Cytaty:

„Rezultaty gospodarcze kontaktów handlowych z Holandią okazały się dla Jemenu zupełnie fatalne. Około roku 1712 Holendrzy przemycili nasiona kawy z Jemenu na Jawę. Wkrótce rozwinęły się tu plantacje kawy. Teraz już szybko uprawa kawy zaczęła się rozpowszechniać nie tylko w Azji, ale również w Ameryce Południowej. Monopol Jemenu na tę uprawę został złamany.”

Rowerem przez Saharę i jeszcze dalej. Jacek Herman-Iżycki.

(Algieria, Niger, Nigeria, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska, Sudan, Sudan Południowy, Uganda, Egipt)

Nie wiedziałbym o istnieniu tej książki i jej autora, gdyby moja żona nie wygrała jej w konkursie na spotkaniu podróżniczym OSOTT. Mam sentyment do takich książek i dosłownie nie mogę się od nich oderwać. To dość zrozumiałe, że sam planując rowerową wyprawę gdzieś na Czarnym Lądzie (pewnie na Madakaskarze) szukam każdej pozycji traktującej o cyklistach w Afryce.  W szczególności cyklistach polskich. Pan Jacek Herman-Iżycki podróżował po Afryce w roku 1980, a przygotowania do tej ekspedycji wyglądały zgoła inaczej niż zrobilibyśmy to dzisiaj. Polska była dosłownie odcięta od świata i samo załatwienie paszportu czy części zamiennych do roweru było nie lada wyzwaniem. Autorowi udało się szczęśliwie wylądować w Algierze, skąd wyruszył w samotną podróż na południe przez całą Saharę i dalej przez Nigerię do Kamerunu. Następnie skierował się do Republiki Środkowoafrykańskiej, aby dotrzeć do znanego mu już i ulubionego Sudanu. Zanim rozpoczął trasę powrotną znalazł się w Ugandzie próbując uzyskać wizę do Kenii. Po fiasku (odmowie kenijskiej ambasady) wrócił do Sudanu skąd przez Egipt dotarł w końcu, po niemalże całym roku podróżowania, do Europy. Książka jest napisana w formie dziennika podróży, co czasami sprawia, że czyta się to opornie, gdyż autor podaje tylko logistyczne fakty na temat ilości przejechanych kilometrów i składu dziennej diety. Zagłębiając się jednak dalej docieramy do dłuższych opisów napotkanych plemion, krajobrazów i przygód autora, który posiadając bardzo ograniczone środki finansowe musiał radzić sobie w często nieprzyjaznych i drogich afrykańskich realiach. W książce znajdziecie także mnóstwo kolorowych i monochromatycznych bardzo dobrych zdjęć. Polecam. Cytaty (Republika Środkowoafrykańska):

„Kres handlu niewolnikami na tych terenach przyniósł dopiero kolonializm francuski w początku XX wieku. Jakieś trzy pokolenia temu. Brzmi to szokująco, że mogą żyć jeszcze ludzie, którzy jako dzieci widzieli arabskich handlarzy żywym towarem”.

Pustynna Miłość. Michael Asher.

(Mauretania, Mali, Niger, Czad, Sudan, Egipt)

Wartościowa to książka dotycząca Sahary. Autor, Brytyjczyk, Michael Asher opisuje podroż jaką odbył ze swoją włoską żoną Mariantonettą Peru przez największą pustynię świata. Zajęło im to niecały rok i dodać warto, że przemieszczali się wyłącznie na wielbłądach (lub pieszo). Nie wnikając w szczegóły czy było to rozsądne i bezpieczne posunięcie i czy czasem autor nie uzurpuje sobie prawa do mianowania takiego stylu przemieszczania się po Saharze jako jedynego godnego rozważenia i tym samym najlepszego, to trzeba przyznać, że to nie lada wyczyn. Godne podziwu jest także przygotowanie ekspedycji – wiedza na temat samej pustyni, wielbłądów i w końcu to co mniej bardzo intetesuje – znajomość arabskiego i jego odmiany hassaniya używanej w zachodniej części Sahary. Nie da się tego zrobić w tydzień czy miesiąc. Książka ta to także dobre źródło wiedzy na temat saharyjskich plemion od Maurów, przez Tuaregów, Arabów, Tubu i chociażby ludu Goran. Osobiście mogę polecić tą pozycję i przyznać, że mnie wciągnęła bardzo. Cytaty:

„Grube niewiasty uchodziły za piękne i żadna szanująca się tamtejsza dama nie pokazałaby się publicznie bez przyzwoitej warstwy tłuszczu”

„One nie robiły nic i były z tego dumne. Jedna z nich się chwaliła, że nigdy w życiu nie schańbiła się przygotowaniem szklanki herbaty”.

„- Tylko Arabowie są dobrymi ludźmi – brzmiała jego opinia. – Tuaregowie to banda nicponi. Jeżeli chodzi o seks są zupełnie jak zwierzęta. Uganiają się za każdą kobietą, którą zobaczą. Ich kobiety rozmawiają bezwstydnie z mężczyznami. Oburzające!”

Alchemik. Paulo Coelho.

(Maroko, Egipt)

Jest to książka bardziej o życiu i przeznaczeniu niż o Afryce. Mówi, że każdy ma swoją osobistą czy Własną Legendę czyli jakąś życiową misję, którą powinien zrealizować, choćby za cenę największego poświęcenia. Można jednak znaleźć w Alchemiku kilka obrazów ukazujących marokański Tanger, gdzie główny bohater Santiago znajduje pracę w sklepiku z kryształami czy egipskie piramidy i koptyjskie monastyry. Coelho napisał Alchemika w bardzo krótkim czasie (podobno w dwa tygodnie), a książka stała się światowym hitem sprzedanym w kilkudziesięciu milionach egzemplarzy. Cytaty:

„When you really want something to happen, the whole universe will conspire so that your wish comes true.”

The New Mercenaries. Anthony Mockler.

(Demokratyczna Republika Konga, Nigeria, Angola, Benin, Komory, Seszele)

Anthony Mockler napisał jedną z ciekawszych książek o Afryce jaką czytałem. Mimo, że dotyczy tematów wojenno-militarnych za którymi nie przepadam, to jednak przedstawiona tutaj historia współczesna niektórych krajów afrykańskich zasługuje na więcej uwagi. Autor rozpoczyna całe dzieło wyjaśniając czym w ogóle jest pojęcie „najemnika” i skąd się wzięło, a dalej przechodzi do roli jaką biali wynajmowani żółnierze odegrali w różnych konfliktach na Czarnym Lądzie. Od Katangi, która chciała uwolnić się od Demokratycznej Republiki Konga po uzyskaniu niepodległości, przez biafrańską wojnę w Nigerii przechodzimy do Angoli, gdzie najemnicy walczyli głównie po stronie UNITA i FNLA. Chcociaż czy tysięcy kubańskich żołnierzy walczących po rządowej stronie MPLA i rosyjskich doradców wspomagających ich nie można także nazwać płatnymi najemnikami? W kolejnym rodziale znajdziemy opis dwóch, a właściwie trzech, zamachów stanu na Oceanie Indyjskim i w Beninie, którymi dowodzili Bob Denard (Komory i Benin) i Mike Hoare „Mad Mike” (Seszele). Jeden z przewrotów był udany, ten na Komorach, a następne dwa w Beninie i na Seszelach skończyły się fiaskiem i długoletnim więzieniem dla najemników (Hoare na Seszelach).  Książka ta, poza tym że ukazuje wpływ jaki armie płatnych żółnierzy wywierają na układ sił i życie polityczne w Afryce, przedstawia także wiele ciekawych szczegółów z życia prywatnego „sławnych” najemników, którzy wiele razy zmienili bieg historii. Gorąco polecam. Cytaty:

„He could have lived in peace (wrote Athenian) without incurring any reproaches but he chose to make war. He could have lived a life of ease but he preferred a hard life with warfare. He could have had money and security but he chose to make the money he had less by engaging in war. Indeed he liked spending money on war just as one might spend it on love affairs or any other pleasure. All this shows how devoted he was to war.”

„Certainly belief in it (dawa – rodzaj fetyszu), combined with chanvre, the drug with which all Congolese – Simbas, ANC, Katangese gendarmes, primed themselves for battle, gave the Simbas extraordinary, powers and the ability to go on living and fighting for minutes even when riddled with machine-gun bullets and technically dead.”

„He left Lagos, however, with a contract to hire British, Rhodesian and South African pilots at 1.000 pounds a month, paid directly into a Swiss bank account – all living expenses, including drinks and women, to be covered by the Federal government.”

„Biafra had begun the war with a lone B26 bomber piloted by a Pole known as Kamikaze Brown and six alouette helicopters under the command of a young Biafran named Augustus Opke.”

„I was Felix Houphouet-Boigny, know as `Le Vieux`, the black president of the Ivory Coast, who first formally recognised Biafra as an independent and sovereign state on 4 May; but it was the youngest and newest president in French-speaking West Africa who actually provided assistance Biafra so desparately needed. This was Omar Bongo, at the age of thirty-two the youngest head of state indeed in the whole world. The country which he ruled, Gabon, just north of the Congo, was about the size of Biafra but populated by only half a million backward and diseased inhabitants.”

(about Swedish pilot Von Rosen)

„From Sao Tome he broke the Nigerian blockade with a wave-hopping , hedge-hopping, flight in a DC7. `But I soon realised` he said, `that every priest, every doctor, every black and white man in Biafra was praying for arms and ammunition before food, because the idea of feeding children only to have them massacred later by cannon fire from Saladinns and Migs doesn`t make sense.”

„He (Von Rosen) had spent ten years after the war back in Ethiopia, helping Haile Selassie built up both the Royal Ethiopian Air Force and Imperial Ethiopian Airlines – for which he was rewarded (one of the few foreigners ever to be allowed to own land in Ethiopia) with a coffee plantation.”

„You were a foreigner. You came to a country that was not your own from a land far away, you came voluntarily, you came with guns. What are guns for? For killing. You were paid for killing. You are a hired killer, a paid assassin, guilty of aggression and invasion, guilty of crimes against peace, guilty of the crime of mercenarism.” Manuel Rui Monteiro, Procurador Popular, Luanda

„What has been astounding in Denard`s career has been his ability to recover from so many fiascos that would have discredited lesser or less confident men and still come bouncing back.”

Kolejny polski akcent:

„With Angola behind him, Denard was (…) engaged by President Bongo for yet another assassination attempt: this time of a Haitian who had seduced Madame La Presidente, Bongo`s wife. The Haitian fled to Miami; Denard hired first Jean Kay and then, when Kay, something of an idealist, cried off, another of his `mercenaries` Thadeus Surma, a fifty-two-year-old ex-Legionary of Polish origins, for the job.”

„General de Gaulle had, wisely, given the two vast French colonies of French West Africa and French Equatorial Africa their independence without fuss or delay when, in the sixties the `wind of change` blew through black Africa; and even more wisely has split these territories into a number of comparatively small independent states. Has the British done the same with their colonial giants, Nigeria and the Sudan, or the Belgians the same with the even vaster Congo, there would in all logic have been no bloodthirsty and unforgettable separatist civil wars in this wretched trio of countries.”

„When he was a comparatively young man, before he had ever dreamt of becoming a mercenary, Mike Hoare had fallen in love with the Seychelles. `Let me begin (he later wrote) by telling you something about the Seychelles and why I went there in the first place. There are ninety-three islands in the archipelago and they are formed by the tips of under-water mountains protruding through the sea. Coconut and bread fruit trees grow everywhere and the islands are lush with foliage which grows profusely in a climate drenched twice yearly by the monsoons. Hot and humid it can certainly be, after all Mahe, the principal island, is practically on the equator – four degrees south if my memory serves me right. Dense mangrove and takamaku trees on the edge of lovely white beaches, with cloves and vanilla high up in the hills and surrounding it all crystal clear water. Sounds enchanting, doesn`t it? Well it is – a regular paradise.”

„Mahe International Airport, as it was griandosely called, actually opened on 4 July 1971, though it was not officially opened till March the following year when the Queen paid her first and last visit to what was still, just, a part of her Empire.”

„The grand blancs had seen with regret their old style of life fading away: though the plantation owner like Henri Michaux, a grand blanc, could still boast – or rather state without boasting – that he had had over sixty children of his own on his plantation and that his grandchildren could be counted in their hundreds.”

„They had chosen June in order to watch the Independence Day parade of 29 June and to gain a first-hand impression of the Seychelles army, its numbers, weapons, equipment and general appearance. After the parade Hoare, satisfied, flew back to South Africa.”

W piekle eboli. Tadeusz Biedzki.

(Senegal, Gambia, Gwinea Bissau, Gwinea, Sierra Leone, Liberia)

Autor wraz z żoną wybiera się na wycieczkę do ogarniętych epidemią eboli krajów Afryki Zachodniej. Podróżując często bez wiz, drogą morską, docierając ostatecznie do wioski na pograniczu Liberii, Sierra Leone, gdzie wirus rozpoczął swoje śmiercionośne żniwo. Właściwie początkowo chciałem nie pozostawić suchej nitki na tej książce. Moim zdaniem, jest trochę (a właściwie bardzo) tendencyjna pokazując fragment Afryki, w którym autor znalazł się, jako obraz nędzy i rozpaczy, jako obszar świata dotknięty wszelkimi możliwymi chorobami, z ludźmi żyjącymi w brudzie i biedzie, bez ambicji i w lenistwie. Czy na pewno tam tak jest? Nie jest. Na pewno. Nie zgodzę się także z Elżbietą Dzikowską, która porównuje autora wraz z małżonką do korespondentów wojennych którzy są „pełni szacunku dla swoich bohaterów”. Owszem, szacunek za odwagę należy się za sam wyjazd w tamte regiony, bo wycieczka do Gwinei czy Liberii w trakcie epidemii eboli nie jest wyjazdem do egipskiego hotelu i obarczona jest dużym ryzykiem, ale czy o wartości książki stanowi odwaga (czy może według niektórych nieroztropność) autora? Nie tylko krytyka należy się jednak, gdyż zagłębiając się w lekturze dowiemy się kilku ciekawych faktów zarówno o samym wirusie ebola, jak i krajach przez które wiedzie trasa autora. Cytaty:

„Na najlepszej plaży Senegalu, w Cap Skiring, turystów nie ma, są za to krowy.”

O Bijagos: „Spośród osiemdziesięcu ośmiu wysp, z których tylko dwadzieścia trzy są zamieszkałe, najbliżej lądu leży Bolama.”

„Przez pewien czas miasto Bolama było stolicą całej Gwinei Portugalskiej. Pełniło tę funkcję od 1879 roku, czyli od zdobycia wyspy przez Portugalczyków, aż do 1941 roku, gdy zabrakło tu wody i stolicę przeniesiono do Bissau.”

„- Mój krewny stracił pracę, nie wiodło mu się. W nocy nawiedziły go duchy i kazały złożyć ofiarę. Więc zabił najbrzydszą córkę. Teraz ma pracę, nieźle zarabia i powodzi mu się dobrze.”

„Muzułmańskie obrzędy pogrzebowe, ghusl-al-mayet, też robią swoje. Nie wiecie, o co chodzi? Obrzęd polega na wycinaniu jelit zmarłemu, a następnie obmywaniu ciała w tym samym naczyniu przez trzy kolejne dni przez krewnych. W uroczystości uczestniczą całe rodziny, sąsiedzi, przyjaciele. Muzułmanie wierzą, że bez takiego oczyszczenia ciało zmarłego nie trafi do raju.”

„W połowie 2014 roku prezydent państwa Ellen Johnson-Sirleaf w dramatycznym przemówieniu wołała: – Ciała zmarłych leżą wszędzie! Jesteśmy przerażeni. Grozi nam totalna katastrofa.”

Mój przyjaciel najemnik. James Brabazon.

(Liberia, Gwinea Równikowa)

James Brabazon wynajął znanego najemnika Nicka du Toit, aby ten ochraniał go w trakcie kręcenia materiału filmowego podczas wojny domowej w Liberii w pierwszych latach XXI wieku. Tam, wędrując z partyzantami walczącymi z rządową armią prezydenta Charlesa Taylora, byli świadkami niewyobrażalnych tragedii ludzkich i okrucieństw jakich dopuszczały się obie strony konfliktu. Tam też panowie zaprzyjaźnili się ratując sobie nawzajem życie. Druga część książki poświęcona jest nieudanemu zmachowi stanu w Gwinei Równikowej planowanemu przez białych najemników takich jak wspomniany Nick du Toit czy Simon Mann przy wsparciu „tajemniczych sponsorów” i między innymi Marka Thachera, syna  Margaret Thacher. Przewrót zakończył się totalnym fiaskiem, a wszyscy najemnicy wylądowali w więzieniu (Nick w Playa Negra na wyspie Bioko), otrzymując drakońskie wyroki kilkudziesięciu lat. Autorowi książki, który także miał lecieć z najemnikami do Malabo i filmować całe przedsięwzięcie, cudem udało się uniknąć kary. Nie poleciał do Gwinei Równikowej, gdyż towarzyszył swojemu choremu dziadkowi w Anglii. Książka jest naprawdę dobra i wciągająca. Dostarcza także multum ciekawych informacji o funkcjonowaniu całego systemu dostarczania broni na świecie i przebiegu konfliktów afrykańskich. Ukazuje także życie płatnych żołnierzy do wynajęcia i rozpatruje moralne aspekty takiego działania. Cytaty:

„Konakry okazało się zbiorowiskiem niskich ruder rozrzuconych na czubku półwyspu wbijającego się w Zatokę Beninu. Republika Gwinei to biedny kraj, a wygląd stolicy dobitnie o tym świadczy. Choć na terytorium tego państwa znajduje się około połowy światowych złóż boksytu, mnóstwo złota, diamentów i zasobów leśnych, ludność Gwinei zalicza się do najuboższych w Afryce.”

„Mówił z silnym liberyjskim akcentem, który wtedy usłyszałem po raz pierwszy. Ten język od razu mnie zafascynował. Brzmiał jak głos z innej epoki, język angielski przywieziony do Liberii w dziewiętnastym stuleciu przez wyzwolonych niewolników z południowych stanów Ameryki.”

„W latach 1899 – 1902 zbieranina afrykanerskich farmerów (czyli po holendersku Boers) będących doskonałymi strzelcami oraz miejscowych czarnoskórych Afrykanów zadarła z potężną armią brytyjskiego imperium i z początku odniosła spektakularne zwycięstwo. Bez wątpienia była to pierwsza nowoczesna wojna na świecie – wojna totalna, podczas której wykrystalizowały się dwa zupełnie nowe zjawiska. Po pierwsze, Brytyjczycy w ramach represji stworzyli obozy koncentracyjne dla afrykanerskiej ludności cywilnej; z niedożywienia oraz z powodu chorób zmarły w nich dzisiątki tysięcy ofiar… Hitler i jego generałowie uważnie studiowali brytyjską taktykę w Afryce Południowej, aby pokolenie później zastosować ją z jeszcze bardziej morderczym entuzjazmem”

„Ta krwawa jatka przypomniała mi o czymś, co we Freetown powiedział mi Cobus, kiedy rozmawialiśmy o RUF: `Na pewnym etapie istota ludzka przestaje być człowiekiem, przeistacza się w bestię, a wówczas należy ją jak najprędzej wytropić i zlikwidować, żeby pozwolić innym ludziom na normalne życie. Takie bestie należy całkowicie wyeliminować.”

„Jak stwierdził Taylor w wywiadzie udzielonym BBC, `Sierra Leone pozna gorycz wojny`. Zdesperowany Valentine Strasser, wówczas piastujący stanowisko prezydenta Sierra Leone, w marcu 1995 zawarł umowę z Executive Outcomes. Wobec całkowitej bezczynności wspólnoty międzynarodowej najemnicy Nicka (du Toit) pozostawali jedynymi ludźmi gotowymi nieść pomoc – choć nie za darmo.”

„Obiang czyli Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, żeby wymienić jego imiona i nazwiska w pełnym brzmieniu, czyli prezydent Gwinei Równikowej, także mógłby rzec to i owo na temat przejmowania władzy w drodze przewrotu. W 1979 roku podczas krwawego powstania pozbawił władzy własnego wuja, po czym sam ustanowił się dyktatorem, a wkrótce zyskał sławę jednego z najokrutniejszych władców Afryki.”

„Sześćdziesięciojednoletni prezydent (Teodoro Obiang Nguema Mbasogo) zaprzeczył w końcu, jakoby jadał ludzi, podkreślając zarazem, iż czuje się `katolikiem i humanitarystą`. Przy okazji obajwił, iż jest żyjącym bogiem. Państwowe radio jego kraju powtarzało twierdzenie Obianga, że pozostaje on `w stałym kontakcie z Wszechmogącym` oraz `może podjąć decyzję, żeby zabić, i nie musi przed nikim za to odpowiadać oraz nie pójdzie do piekła`. Mimo samoubóstwienia prezydenta papież Jan Paweł II wziął za dobrą monetę jego deklarację wiary rzymskokatolickiej, czego dał dowód, odprawiając mszę świętą. w której Obiang uczestniczył; miało to miejsce podczas wizyty papieża w Gwinei Równikowej w 1982 roku.”

Tam, gdzie nie ma coca-coli. Marcin Mińkowski.

(Republika Środkowoafrykańska, Republika Konga, Angola, Demokratyczna Republika Konga, Zambia)

Autor opisuje swoją wyprawę po Afryce Środkowej podróżując z Republiki Środkowoafrkańskiej do Angoli przez Kongo i DRC nocując, bardzo często, na misjach. Nadal nie wiem do końca co o tej ksiące myśleć i jaką ocenę jej wystawić. Patrząc na trochę tandentną, wydrukowaną w krzykliwych kolorach okładkę i czytając pierwsze strony miałem zamiar odłożyć ją na półkę nie poświęcając więcej czasu na filozoficzne wywody autora na temat afrykańskiej biedy i średnio udane opisy odwiedzanych miejsc. Nie przypadły mi także do gustu częste uogólnienia dotyczące całego kontynentu, tak jakby trzy czy cztery odwiedzone przez pana Marcina afrykańskie państwa były podobne albo identyczne jak reszta krajów kontynentu. Nie dość, że tak nie jest, to zbyt odważne wydaje się, moim zdaniem, wyciąganie wniosków na temat innych obszarów Czarnego Lądu. Owszem, Afryka Środkowa jest specyficzna i w jakiś sposób podobna do innych miejsc na naszym globie, ale żeby miała takie same cechy i problemy jak np. erytrejski Archipelag Dhalak czy bogate burskie rejony RPA albo seszelska ludność na wyspie Mahe to nie można łatwo stwierdzić. Jednak nie porzuciłem tej książki, gdzyż jest na swój sposób cenna. Nie dość, że odkrywa kawałek świata ciężko dzisiaj dostępnego jak chociażby RŚA czy części Republiki Konga to ma fragmenty, które się naprawdę dobrze czyta. Cytaty:

„Stanley otworzył Kongo na świat. Ale, oprócz spuścizny kartograficznej, zostawił w Afryce jeszcze jedną rzecz, bezcenną dla późniejszej europejskiej inwazji – strach (przed białymi).”

„W samym Kongu wyróżnia się ponad 150 języków. Zresztą skupiska te nie mają wielkiej potrzeby otwierania się na innych. Oprócz obogactwa językowego wszystko w nich jest takie same. Wymiana czy jakiekolwiek kontakty niczego nowego by nie wniosły, zatem te mikroświaty egzystują w odosobnieniu, odgrodzone od pobratymców barierą lasów, bagien czy gór.”

„Do Brazzaville, stolicy Konga, prowadzą dwie drogi – jedna od  południa, druga od północy.”

„Z kraju, który w 1975 r. liczył około 15 milionów mieszkańców, 5 milionów znalazło schronienie w tym mieście (Luandzie), a wielu w innych miejscach wybrzeża. Dziś Angola ma największy wskaźnik urbanizacji na świecie właśnie z tego powodu. (wojny)”

Ekwatoria. Patrick Deville.

(Gabon, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, Angola, Republika Konga, Demokratyczna Republika Konga, Algieria, Tanzania)

Tematem przewodnim książki pana Deville`a jest przeniesienie zwłok Pierre`a Savorgnana de Brazza z Algieru do Brazzaville. To dość kontrowersyjne wydarzenie stanowi tło dla ukazania wielu miejsc Afryki Środkowej do których trafia autor podążając śladami wielkiego odkrywcy i podróżnika – Brazzy. Przy okazji tej podróży dowiemy się kim był Stanley, Tippu Tip, Emin Pasza, Schweitzer, Joseph Conrad czy Agostinho Neto. Przeczytamy także o mniej znanych wydarzeniach jak zamach stanu na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej czy przewrocie ugandyjskiego marszałka polnego Johna Okello na Zanzibarze. Cytaty:

„A kiedy w 1904 roku w wielkim londyńskim domu wybije dla Stanleya ostatnia godzina, ten spędzi ją na wózku inwalidzkim z rattanu, z pledem na kolanach, spoglądając na miedziany przedmiot stojący na półce w bibliotece – sekstant Livingstone`a odnaleziony w jego manatkach po śmierci.”

„Libreville: odpowiednik angielskiego Freetown, miasto ludzi wolnych, miasto, gdzie niewolnictwo jest zakazane. Nazwę, którą dziś nosi stolica Gabonu, nadano po raz pierwszy `osadzie gościnnej` lub `osadzie wolności`, tu bowiem sprowadzono czterdziestu sześciu Kongijczyków i Kongijek uwolnionych z przewożącego niewolników statku `Elizia` przez załogę fregaty `Penelope` w roku 1849.”

„Niebawem odbywa się zorganizowana przez Bismarcka konferencja w Berlinie, w której jako eksperci uczestniczą Balley i Stanley: nad kompletną wreszcie mapą Afryki pochylają Niemcy i Prusy, Austro-Węgry, Belgia, Dania, Hiszpania, Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Holandia, Portugalia, Rosja, Szwecja, Norwegia i Turcja. W akcie końcowym podpisanym 26 lutego 85 roku mocarstwa kolonialne dzielą między sobą poćwiartowany kontynent.”

„I kiedy mówiłem im, że Biali pochodzą z kraju, w którym niczego nie brakuje, nie umieli pojąć, dlaczego wyjechaliśmy.” (Savorgnan de Brazza)

„Kto z czterdziestką na karku nie jest mizantropem, ten nigdy nie kochał ludzi.” (Chamfort)

„Niemcy nigdy nie zdołają połączyć terytorium Kamerunu nad Atlantykiem z Tanganiką nad Oceanem Indyjskim: na drodze stoi Francja, która kontroluje rzekę Ubangi. Portugalczykom nie uda się połączyć terytorium Mozambiku nad Oceanem Indyjskim z Angolą nad Atlantykiem: na drodze stoi Anglia, która kontroluje Zambezi.”

„W roku 1990 w Kinszasie, odpowiadając na apel związku niepełnosprawnych, około tysiąca kalek otoczyło koszary, w których rezydował wtedy marszałek-prezydent Mobutu. Obiecano im zniżkę na przeprawę statkiem pomiędzy obiema stolicami, a także zmniejszenie opłat celnych. Najście intruzów musiało być dla marszałka-prezydenta szokiem, gdyż natychmiast przeprowadził się na jedną z wysp na Kongu.”

„The weak have problems; the strong have solutions.”

„Jest jakaś mądrość w uprawianiu swojego ogrodu. I porządkowaniu swojej biblioteki.”

„25 kwietnia 1964 roku Tanganika i Zanzibar postanawiają się połączyć. Ze zbitki dwóch nazw powstaje neologizm i nowe państwo – Tanzania.”

Skorpion w namiocie biurowym. Kazimierz Dziewanowski.

(Sudan, Sudan Południowy)

Książka ta wydana w 1964 roku mogłaby wydawać się zupełnie bezużyteczna i nikomu niepotrzebna dzisiaj. Jest jednak dobra i bardzo ciekawa dzięki autorowi, który tak opisuje Sudan, aby były to informacje aktualne i dziś. Widać, że świat arabski jest dla pana Dziewanowskiego tematem bardzo interesującym. Oprócz przedstawienia znanych z historii Sudanu postaci takich jak Gordon, Kitchener, Emin Pasza czy w końcu sam Mahdi, autor maluje obraz zwykłych Sudańczyków zarówno z Północy jak i z Południa, z którymi spotyka się podczas swoich wizyt. Pamiętajmy, że w tym czasie Sudan był jeszcze największym krajem afrykańskim i nie było mowy o secesji Południa – przynajmniej oficjalnie. Zwiedzimy Chartum, Port Sudan i Dżubę oraz zanurzymy się w świecie arabskim i chrześcijańsko-animistycznym. Dobra książka. Cytaty:

„Egipt rządził Sudanem w latach 1819 – 1883.”

„Potem przyszedł człowiek o imieniu Mohamed, zwany Mahdim. Jego powstanie nie było bynajmniej kierowane przeciw niewolnictwu. Przeciwnie, sam Mahdi stał się w błykawicznym tempie właścicielem tysięcy niewolników, przy czym szczególnie łaskawym okiem patrzał na młode niewolnice.”

„Zmarły prorok (Mahdi) nigdzie nie ma swojego grobu. Kiedyś leżał w tym właśnie miejscu i pod taką kopułą. Ale budynek zniszczyła artyleria angielska, zwłoki zaś proroka kazał Kitchener wrzucić do Nilu, skąd nikt ich nie wyłowił.”

„Być podróżnikiem to obecnie zawód; zawód, który polega nie na odkrywaniu po latach studiów – jak można by sądzić – faktów dotychczas nie znanych, lecz na przebywaniu wielkiej ilości kilometrów i gromadzeniu zdjęć fotograficznych lub filmowych, i to najchętniej kolorowych.” Claude Levi -Strauss

„Sudan otrzymał statut anglo-egipskiego kondominium. Egipska była w tylko nazwa.”

„Jest też arabskie powiedzenie: `Pan Bóg jak tworzył Sudan, to się śmiał`”

„Polecam Dżubę nerwowym. Tutaj jest spokój. Taki spokój, że po dwóch dniach pobytu człowiek czuje, iż krew zaczyna mu wolniej krążyć. Pachną kwiaty, spacerują garbate krowy, z rzadka tylko przejedzie samochód. Morderstwa, napady – to się tutaj nie zdarza. ”

Sudan. Konrad Piskała.

(Sudan, Sudan Południowy)

Ta książka to duże, pozytywne zaskoczenie. Biorąc do ręki pracę mniej znanego autora, przynajmniej dla mnie, zawsze spodziewam się czegoś odrobinę słabszego niż dzieła znanych światowych autorytetów z dziedziny Afryki. W tym przypadku muszę przyznać, że „Sudan” to dobra książka napisana jeszcze przed rozpadem największego państwa kontynentu. Pan Piskała podróżuje przez cały kraj od Wadi Halfy przez Chartum, Malakal, Dżubę aż do Nimule na granicy z Ugandą. Sytuacja przed uzyskaniem niepodległości przez Sudan Południowy w 2011 pozwoliła na to – książka została wydana w roku 2010 – i było na tyle bezpiecznie, przynajmniej na południu, żeby autor mógł bez większych przeszkód odbyć taką podróż. Sudan to wdzięczny temat na książkę dzięki totalnej polaryzacji, kontrastowi i ogromnych różnic między północą i południem z czego autor korzysta ciekawie opisując realia muzułmańskiego świata skupionego wokół Nilu i udręczonego wojnami, czarnego południa ze stolicą w Dżubie. Cytaty:

„Nie masz pieniędzy, nie masz miłości”

„Jego zdaniem (Hassana Abdullaha al-Turabiego – przypis autora) hidżab wynika z błędnej interpretacji określonych wersetów Koranu i nie może się odnosić do współczesnych pokoleń. Chusty zostały stworzone dla żon proroka Mahometa, a nie dla wszystkich”.

„Jeśli komuś tego było mało, al-Turabi przyznał, że według niego islam nie zabrania spożywania alkoholu. Zakaz dotyczy tylko tych sytuacji, kiedy picie alkoholu może prowadzić do agresji”.

„Afryka pociągała Emmę z tego samego powodu co wszystkich Europejczyków pochodzących z klasy średniej – była przygodą. Dawała poczucie wolności, ludzkiej solidarności i emocje, jakich nigdzie indziej nie można doświadczyć. Ale pobyt na tym kontynencie, szczególnie w strefie wojny, nikogo nie pozostawia obojętnym. Niektórzy uważają, że praca w Afryce przypomina samookaleczanie”.

„Mówię mu, że ametyst chroni przed pijaństwem i kłótniami”.

„Sprzedawca z Dżuby, który całymi dniami siedział na krzesełku przy ogromnej białej zamrażarce mówił mi, że oni (plemię Ambororo – przypis autora) idą, aby nie umrzeć. – Widziałeś kiedyś, żeby ktoś umarł, idąc?”.

„Ale główną przyczyną wojny były według Bakera różnice rasowe. Sudan Południowy w momencie uzyskania niepodległości – tłumaczy autor – zamieszkiwały cztery miliony czarnych i jedenaście milionów Arabów o jasnej skórze. Różniła ich kultura, wygląd i styl życia. Konflikt został wywołany przez `arabski rasizm i pogardę dla czarnych`. To dlatego wojna była tak okrutna i tak długo trwała. Istotną rolę odegrała arogancja północnych urzędników, którzy uznawali ludność Południa za niewolników, a na pewno za obywateli drugiej kategorii”.

„Co Europa przyniosła Afryce? Kulturę egoizmu”.

Ostatni pociąg do Zona Verde. Paul Theroux.

(RPA, Namibia, Angola)

Jest to kolejna, moim zdaniem dobra, książka sławnego miłośnika kolei i podróży. Można powiedzieć, że lektura podzielona jest na trzy części – pierwsza traktuje o RPA, druga dotyczy Namibii, a ostatnia opowiada o przygodach autora w tym mało znanym kraju afrykańskim jakim jest Angola. Cytat:

„W swoim czasie Benguela była jednym z najposępniejszych miejsc handlu niewolnikami na świecie….Niewolników schwytanych w głębi kraju trzymano potem w zagrodach w Bengueli i Luandzie, gdzie tuczono ich przed przeprawą przez Atlantyk.”

Angola

 Angola: Promises and Lies. Karl Maier.

Większość książek o Angoli opowiada o strasznej, wieloletniej wojnie domowej, jakiej ten kraj doświadczył. Książka ta także jest o angolańskim konflikcie zbrojnym. Można by szybko stwierdzić, że nie wyróżnia się niczym od pozostałej wojennej literatury, ale jednak będzie to pochopne podsumowanie. Jest tu wiele ciekawych fragmentów, gdzie autor oprócz działań wojennych opisuje interesujące fakty z historii kraju oraz ukazuje skomplikowane stosunki społeczne w Angoli. Cytat:

„`I was standing on the ridge over in Miramar one day after the confrontations in Luanda. There was this well dressed woman asking a policeman why the police had not burned down the shacks there on Boa Vista where mainly Umbundu people from the centre of the country live. The policeman said he could not do that because these were people`s homes. The woman said, „They are not people, they are only Bailundos (Ovimbundu).` Pepetela”

Bay of Tigers. Pedro Rosa Mendes.

To kolejna książka o wojnie w Angoli tylko napisana z innej perspektywy. Autor postanowił przejechać przez Afrykę z ogarniętej wojną angolskiej Luandy do Quelimane w Mozambiku. Nie powiem, że jednym tchem przeczytałem tę pozycję. Nie zgadzam się także z Kapuścińskim, który na okładce książki napisał, że to fascynujący kawałek literatury. Są tutaj jednak wciągające fragmenty. Cytat:

„The other tourist spot is Calandula, a minature Victoria Falls. Getting there is more complicated; the road is mined, and the falls are in UNITA territory. (…) The helicopter descends into the falls, it`s impressive.”

Jeszcze Dzień Życia. Ryszard Kapuściński.

W pamięci zostają obrazy, które można by z łatwością namalować – uciekający z Luandy Portugalczycy z ogromnymi drewnianymi skrzyniami na nabrzeżu, do których spakowali całe swoje życie. Wyjeżdżają na zawsze zostawiając w popłochu i pośpiechu swój po trosze, jakby nie patrzeć, kraj. Rozdział „Zamykamy miasto” opisuje wyludnienie Luandy, a cała książka dotyczy Angoli i straszliwej wojny domowej, która zakończyła się w 2002 roku. Kapuściński w sposób doskonały opisuje swoje doświadczenia i refleksje z roku 1974 i 1975 kiedy mieszkał w Luandzie w hotelu Tivoli. Zanim wsiądę do samolotu linii TAAG na pewno jeszcze raz sięgnę po tą książkę. Warto.

Luuanda. Historie z Angoli. Jose Luandino Vieira.

Nie znając tła i historii powstania tej książki oraz biografii autora można by podsumować tą pozycję jako przeciętną i nie wnoszącą wiele informacji o Angoli. To tylko pozory jednak. Napisana w angolskim więzieniu, przed zesłaniem Luandina do kabowerdeńskiego Tarrafal na wyspie Santiago, książka była wynoszona w częściach, schowana na kartkach ukrytych w pieluszce małego synka autora z którym jego żona odwiedzała więzienie. Książka składa się z trzech opowiadań których akcja toczy się w musseques czyli slamsach Luandy. Ukazuje realia i relacje intepersonalne jakie rządzą biednymi przedmieściami największego miasta Angoli, gdzie panuje okrutna bieda, a ludzie skaczą sobie do gardeł. Rasizm i dyskryminacja dzielą ludzi na lepszych i gorszych, na społeczeństwo „zasymilowane” i „niezasymilowane”. Luuanda to jasny przekaz polityczny, krytyka portugalskiego kolonializmu i imperializmu, ukazująca fatalny obraz portugalskiej Angoli. Wydana po raz pierwszy w 1964 roku, książka wywołała duże zamieszanie w Angoli i Portugalii z upadającym reżimem Salazara.

Tajny agent Jaime Bunda. Pepetela.

Ta parodia Jamesa Bonda nigdy nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie wyszła spod pióra znanego angolskiego pisarza (bojownika MPLA, wykładowcy socjologii na Uniwersytecie Angoli) na którego książki polowałem od kilku miesięcy. Pepetela, a właściwie Artus Carlos Maurício Pestana dos Santos, urodzony w Bengueli, opisał przygody tajnego agenta Jaime Bundy (po portugalsku „bunda” znaczy „dupa”) mającego odszukać zabójcę nastoletniej dziewczyny pochodzącej ze stołecznych musseques czyli dzielnic biedoty. Z reguły nie przepadam za czytaniem fikcji literackiej, ale ta książka to cenne źródło informacji na temat współczesnej Angoli. Akcja toczy się głównie na Ilha de Luanda (Ilha do Cabo), miejscu dobrze znanym wszystkim, którzy odwiedzili Luandę. W fabule przewijają się także Roque Santeiro, ogromy targ w Luandzie, gdzie Bunda załatwia swoje interesy i wpada coś przekąsić oraz Półwysep Mussulo. Obraz dzisiejszej Angoli nie jawi się w jasnych barwach; wszechobecny nepotyzm we władzach, korupcja, bieda, przestępczość to stale towarzyszące nam realia. Na szczęście śmieszna postać grubego agenta Bundy rozświetla cały przekaz i doprowadza do wniosku, że życie w Angoli niewiele się różni od innych afrykańskich państw, a przez położenie tego kraju nad Atlantykiem, bywa czasami ciekawsze.

Cytaty:

„Przecież tylko facet może mieć dwie kobiety, nigdy odwrotnie, bo wtedy to cudzołóstwo”.

„Angola to duży, słabo zaludniony kraj, dlatego robienie dzieci jest objawem patriotyzmu. Ojczyznę trzeba zaludniać”

„… jego religia zabrania mu podróżowania nad wodą, wszystko jedno, czy samolotem, łodzią, czy pieszo. To dlatego nigdy nie opuszcza rodzinnego miasta… Bunda przyznał w duchu, że to dziwna religia. Z drugiej strony na świecie jest tyle różnych rzeczy, jak mawiał brat Bartolomeu de las Casas, nawracając Filipińczyków na chrześcijaństwo”.

Wyspa Świętego Tomasza i Książęca

Equator. Miguel Sousa Tavares.

Wciągające przygody lizbońskiego biznesmena na początku dwudziestego wieku, któremu przytrafiła się niesamowita historia. Sam król Portugalii zaproponował mu objęcie funkcji gubernatora afrkańskiej kolonii Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Bardzo barwne opisy przyrody i życia na tych małych wyspach przeplatane miłosnymi i politycznymi perypetiami głównego bohatera czynią tę książkę dość atrakcyjną i lekką. Cytat:

„Malaria is like a black widow that catches the living and healthy by surprise and brings down a darkness that blots out the light of day. Suddenly, from nowhere, a female mosquito scores a direct hit that festers slowly and prostrates her victims, who are left defenceless, without a will of their own. In most of Africa and the tropics, malaria brings its victims to their knees, but in Sao Tome and Principe, it kills as it does nowhere else. It attacks the brain, devours cells and, in a few days, without any antidote to restrain its insidious progress, it takes the life of those who a few days before were vigorous and hearty.”

Benin

Viceroy of Ouidah (Wicekról Ouidah) – Bruce Chatwin

Legendarna książka dotycząca Beninu. To fantastyczna opowieść o kulturze Dahomeju i Brazylii, a także haniebnym handlu niewolnikami, które to stanowią tło dla wydarzeń z życia Francisco Manoela da Silvy. Brazylijczyka, którego los rzucił do Dahomeju, gdzie mianował się wicekrólem, nawiązując bliską przyjaźń z okrytnym lokalnym władcą. Sądzę, że to obowiązkowa lektura przed wyjazdem do Beninu.

Instruments of Darkness. Robert Wilson.

Zasadniczo nie lubię fikcji. Nie lubię książek typu „James Bond w Afryce”. A właśnie trochę taka jest. Dlaczego więc sięgnąłem po debiutancką pozycję Roberta Wilsona? Dlatego, że jadąc do Beninu uważałem, że to konieczne przeczytać cokolwiek wpadnie mi w rękę o dotyczy rejonu zwanego Grobem Białego Człowieka. Faktycznie akcja książki dzieje się na wybrzeżu Beninu w porcie Cotonou i można wychwycić atmosferę i realia tego, jakże ciekawego i różnego od Polski, kraju. Mnie jednak nie zachwyciła i z trudem brnąłem przez kolejne strony. Może Wam się spodoba.

Show Me the Magic. Annie Caulfield.

Nie ukrywam, że książka ta była dla mnie jednym z najcenniejszych źródeł informacji dotyczących Beninu. Festiwal Gani w Nikki na północnym wschodzie kraju czy wizyta u króla w miasteczku Allada na południu to tylko niektóre z ciekawszych wydarzeń i podróżniczych rewelacji, o których próżno szukać dokładniejszych informacji w typowych przewodnikach. Autorka, w dość prosty, przystępny i zabawny sposób opisuje swoje przygody w trakcie „objazdowej wycieczki” po Beninie z wynajętym „taksówkarzem-przewodnikiem” Izydorem.

Togo

The village of waiting – George Packer

Ciekawe przygody i opisy woluntariusza amerykańskiej organizacji Peace Corps, który trafił do wioski Lavie w zachodniej części Togo w rejonie Kpalime. George pracuje jako nauczyciel języka angielskiego w lokalnej szkole i przedstawia realia życia w świecie zupełnie odmiennym od tego, w którym został wychowany po drugiej stronie Atlantyku. Jest tu wiele cierpienia mieszkańców Togo, właściwie znajomych samego autora, ale i wiele śmiechu i radości. Ciężko się żyje w tak biednym kraju, na skraju nędzy, ale Packer ukazuje sposoby radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Do they hear you when you cry. Fauziya Kassindja.

Napisana dość prostym, niewyszukanym językiem angielskim książka opowiadająca o dramatycznych losach nastoletniej dziewczyny z Togo usiłującej uzyskać azyl w USA jest, moim zdaniem, cennym źródłem informacji na temat kultury i zwyczajów panujących w togijskich plemionach Tchamba i Koussountu. Język jest prosty, gdyż autorka, wychowana w francuskojęzycznym Togo angielski traktowała jako drugi język obok rodzimych języków plemiennych. Mimo, że tylko około stu pierwszych stron z pięćsetstronicowej pracy opowiada o życiu młodej Fauziyi w tradycyjnej, muzułmańskiej rodzinie mieszkającej w Kpalime na zachodzie Togo, to warto doczytać książkę do ostatnich stron, która jak amerykańskie opowieści zwieńczona jest „happy endem”. Bohaterka, która ucieka z Togo przed drastycznym, zagrażającym życiu zabiegiem klitoridektomii, który jest powszechnie stosowany w kulturze jej plemienia, trafia przez Niemcy do amerykańskiego więzienia. Kpalime odwiedziłem w pierwszych dniach roku 2016, kiedy pojechałem tam oglądać motyle w górach Togo przy granicy z Ghaną. Region, z którego pochodzi Fauziya Kassindja i jej, dość zamożna za życia jej ojca, rodzina uchodzi za jeden z naładniejszych i najbardziej zielonych części Togo. Statystyki podają, że około 5% kobiet w Togo jest poddawanych zabiegowi obrzezania. Jednak plemiona Tchamba i Koussontou pochodzące z północy kraju stosują tą praktykę od wieków na większości swoich kobiet. Tylko edukacja i dość mocna pozycja społeczno-ekonomiczna niektórych członków plemienia, jak chociażby ojca autorki, potrafi przeciwstawi się temu zwyczajowi. Niestety ojciec Fauziyi zmarł i wtedy zaczęła się walka młodej dziewczyny o uniknięcie drastycznej operacji.

Demokratyczna Republika Konga (DRC)

Leśni Ludzie – C.M. Turnbull

Niewiele książek w języku polskim opisuje Pigmejów. „Leśni Ludzie” to opis doświadczeń jakie zdobył autor podczas wielomiesięcznego pobytu wraz grupą Pigmejów, którzy nazywani tutaj Bambuti, zamieszkują las Ituri środkowej Afryki na terenach dawnego Konga Belgijskiego. Dowiemy się wiele o różniących się zwyczajach i rytuałach Pigmejów od zwykłych Murzynów (chociaż to słowo ma dzisiaj trochę pejoratywne zabarwienie, takiego właśnie określenia używa autor na zwkłych mieszkańców wsi kongijskich, nie będących Pigmejami). Dowiemy się także o zależnościach jakie panują między tymi dwiema grupami oraz niemalże usłyszymy dżunglę, w której przyszło Pigmejom żyć i umierać.

Duch Króla Leopolda. Adam Hochschild. 

Moim zdaniem ta książka to absolutna rewelacja. Sam podtytuł „Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce” streszcza idealnie zawartość książki. Poza samą okrutną i ekscentryczną postacią króla Belgów mamy tutaj także wgląd w historię odkrywania Afryki i znanych podróżników oraz eksploratorów takich jak de Brazza, Stanley czy Livingstone. Autor przedstawił niesamowity, fortel czy majstersztyk jakiego dopuścił się król Leopold układając sobie konferencję w Berlinie na swoją modłę i osiągając zamierzony cel. Kongo stało się jego prywatną posiadłością.

Trąd – Graham Greene 

Za każdym razem, kiedy sięgam po jakąkolwiek książkę o Kongo-Kinshasie spodziewam się dowiedzieć rzeczy mrocznych, strasznych i raczej okrutnych. Trochę tak też było i tym razem. Nie jest to jednak książka oparta na faktach dotyczących Afryki, ale bardziej relacja o wewnętrznych problemach jednostki, jaką jest tutaj Querry, architekt uciekający od problemów, sławy; szukający innej rzeczywistości bohater. W tle mamy jednak Afrykę i to z jej ciemnymi stronami – akcja toczy się w leprosorium w małym miasteczku/wiosce w Kongo, które prowadzone jest przez ateistycznego lekarza i zakonników. To dobra książka.

Rzeka Krwi. Tim Butcher.

Wartościowa to książka opisująca zmagania autora-korespondenta gazety wysłanego do Afryki w celu odtworzenia słynnej wyprawy Stanleya z XIX wieku. Opisywane przygody i przeciwności losu, które spotykają pana Butchera w Kongu rysują niebezpieczny, skorumpowany obraz dawnej belgijskiej kolonii. Nie jest to chyba obraz przekolorowany, tylko codzienność tego afrykańskiego „jądra ciemności” jakże niedostępnego i niegościnnego dla zwykłego turysty. Mimo, że nie była to pierwsza i jedyna tego typu wyprawa, wymieniając chociażby tą opisaną w Canoeing the Congo, jest to cenne źródło informacji dla pasjonatów DRC i samej rzeki Kongo. Autor rozpoczyna podróż w mieście Kalemia nad Jeziorem Tanganika, a kończy w Bomie, już za Kinszasą i Matadi, skąd do Atlantyku pozostało tylko kilkadziesiąt kilometrów.

A BEND in the RIVER. V.S. Naipaul. 

To znana książka znanego autora. Zasadniczo nie czytam fikcji, ale autor i tematyka skłoniła mnie do lektury. Nie wiemy dokładnie gdzie rozgrywa się akcja i o ustroju i realiach politycznych jakiego kraju pisze autor. Może to Rwanda albo DRC… (raczej to Kisangani w DRC). Nie to jest jednak najważnejsze. Dowiadujemy się wiele, na kanwie historii życiowej młodego Hindusa, o sytuacji afrykańskich krajów zaraz po okresie kolonizacji, gdy obywatele afrykańscy nie mają za bardzo pomysłu na zagospodarowanie swojego życia w niepodległym państwie. Jedynie bezideowe rewolty mogą mieć tu miejsce prowadząc raczej do większego chaosu aniżeli uporządkowania.

Jądro ciemności. Joseph Conrad.

Recenzja Jądra Ciemności wydaje się zbędna. Prawie każdy miał tą książkę w ręce albo przynajmniej o niej słyszał. Pierwszy raz w formie książkowej pojawiła się w 1902 roku i jest uważana za jedno z najważniejszych dzieł w dorobku Josepha Conrada. W skrócie można powiedzieć, że książka ukazuje tragedię Wolnego Państwa Kongo, prywatnej własności belgijskiego króla Leopolda II w latach 1885-1908. Powieść jest częściowo oparta na osobistych doświadczeniach i obserwacjach autora, który mając 31 lat w 1980 roku pływał po rzece Kongo na belgijskim parowcu podpatrując makabryczne warunki życia w jakich przyszło funkcjonować afrykańczykom pod panowaniem okrutnych, niesprawiedliwych i skorumpowanych Belgów. To ostatecznie rozwiało wszystkie iluzje na temat kolonializmu.

Biblia Jadowitego Drzewa. Barbara Kingsolver.

Przebrnięcie przez pierwsze dwieście stron tej ponad pięćsetstronicowej powieści było trudne. Myślałem, że będzie to jedyna książka o Afryce, którą zwyczajnie odłożę na półkę nie skończywszy czytania. Teraz, kiedy ukończyłem lekturę mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek dotycząca DRC i całego czarnego kontynentu. To majstersztyk. Samo stworzenie takiej fabuły, gdzie cztery córki wraz z matką są narratorami całej powieści mówiącej o, jakby nie patrzeć, dramatycznej i dość tragicznej rzeczywistości Konga (dzisiaj Demokratycznej Republiki Konga), w której przyszło im żyć przez jakiś czas. A było to za sprawą fanatycznego ojca – kaznodziei, głoszącego za wszelką cenę Pismo Święte, który postanowił przeprowadzić się z całą rodziną z USA do samego serca Afryki nad rzekę Kwilu. Nie zdradzając całej historii, powiem tylko, że cała afrykańska przygoda rodziny Price`ów kończy się źle albo bardzo źle, zależy jak kto na to patrzy. Jednak poza niesamowitymi losami bohaterów, które śledzimy z zapartym tchem, przenosimy się do prawdziwego Konga. Barbara Kingsolver zadbała o wszystkie szczegóły (no może poza jednym – w pałacach królewskich w Abomey w Beninie ze ścian nie wystają ludzkie kości. Przynajmniej ja ich nie widziałem.) dotyczące rzeczywistości kongijskiej. Język kikongo, nazwy zwierząt i roślin, fakty historyczne dotyczące niepodległości i prezydentów kraju oraz mnóstwo innych detali. To świetna książka. Cytaty:

„Jeżeli Bogu sprawiało przyjemność wymyślanie kwiatów polnych, to przy afrykańskich pasożytach musiał mieć zabawę nie z tej ziemi”.

„Wyglądałam przez okno i zastanawiałam się, kto zdrowy na umyśle nie wyjechałby w trzy i pół sekundy z Konga, gdyby miał taką szansę”.

„Mamy takie francuskie powiedzenie, jeśli twój bliźni chce ukraść ci kurę, zachowaj twarz i daj mu ją pierwszy”.

„Piętnaście lat po niepodległości, w 1975 roku, grupa senatorów zwana komisją Churcha postanowiła przyjrzeć się tajnym operacjom, które przeprowadzono w Kongu. Komisja Churcha znalazła protokoły tajnych zebrań Rady Bezpieczeństwa Narodowego z prezydentem Eisenhowerem. Za zakmniętymi drzwiami ludzie ci uzgodnili, że Patrice Lumumba jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa świata”.

„Ryż i soja, jeśli uda nam się je dostać, pomagają nam uzupełnić aminokwasy i uniknąć pocesu samozjadania się tkanki mięśniowej, zwanego malowniczo kwashiorkor. Pamiętam, iż zaraz po przyjeździe do Kilangi sądziłam, że tamtejsze dzieci muszą dużo jeść, skoro mają takie wydęte brzuchy. Teraz wiem, że ich mięśnie były zbyt słabe, aby utrzymać wątrobę i jelita na miejscu”.

„Szmugiel minerałów za granicę kwitnie tak bujnie, że Kongo Francuskie, nasz sąsiad, który nie ma w swych granicach ani jednej kopalni diamentów, jest na piątym miejscu na świecie, jeśli chodzi o eksport tych kamieni”.

„W tej chwili jedyną uczciwą pracą dla państwa jest dążenie do obalenia rządu”.

„Jak tutaj powiadają, zgniłe mięso trzeba dobrze wygotować, żeby nadawało sie do jedzenia”.

Tanzania

Dom żółwia. Zanzibar. Małgorzata Szajnert.

Zanzibar to ważne miejsce na mapie Afryki. Stąd wyruszali wielcy, europejscy odkrywcy tego kontynentu jak Livingstone czy Burton. To tutaj zlokalizowane były największe targi niewolników, na których prym w handlu wiedli Arabowie z Orientu. Pani Szajnert ukazuje historię i odrobinę współczesności tej wyspy w sposób przystępny i bardzo ciekawy. Książkę czyta się „jednym tchem”. Polecam.

Kamerun

Man no be God. Bushdoctor in Cameroon. Dieter Lemke.

To opowieść o kanadyjskim doktorze, który spędził dużą część życia w zachodnim Kamerunie próbując wypełnić swoją życiową misję leczenia ludzi. Nie zawsze udaje się to jednak, gdy AIDS zbiera obfite żniwo usuwając cennych, interesujących i pełnych energii ludzi z powierzchni ziemi. Ukazuje to trochę bezsilność jaka w Afryce panuje wobec niektórych chorób. Książka jest w wersji angielskiej.

Bafut Beagles. Gerald Durrell.

Gerald Durrell, niegdyś mój ulubiony brytyjski pisarz, zoolog i konserwator przyrody już jako dwudziestodwulatek zorganizował, sfinansował i poprowadził ekspedycję do Kamerunu. Ponadto potrafił  swoje bogate wspomnienia z zoologicznych wypraw opisać w niesłychanie zabawny sposób. Będąc jeszcze studentem natrafiłem na jedną z jego książek – Bafut Beagles. Na język polski została przetłumaczona pod tytułem Ogary z Bafut. Całe studia marzyłem o odwiedzeniu kiedyś wioski Bafut i ujrzeniu na własne oczy wszystkich węży i innych afrykańskich stworzeń, które łapał dla brytyjskiego ogrodu zoologicznego. Na wiele lat zapomniałem o Geraldzie Durrellu i o jego dzikich bestiach, ale kiedy w roku 2013, studiując mapę Kamerunu, rzuciła mi się w oczy nazwa miasteczka Bafut od razu wiedziałem, że muszę tam pojechać. Nigdy nie sądziłem, że będę miał okazję odwiedzić pałac Fona czyli lokalnego władcy Achirimbi II, którego opisywał Durrell, ale bardziej poruszała moją wyobraźnię możliwość ujrzenia Petera Shu, Króla Węży – The King of The Snakes, którego można spotkać w Bafut wraz z dziesiątkami gadów, które trzyma w swojej małej chatce z gliny przy głównej drodze wiodącej z Bamendy do Wum. Gerald Durrell znał Petera Shu. Peter Shu żyje, Durrell już nie.

Niewinny Antropolog. Nigel Barley.

Nigel Barley jest brytyjskim antropologiem, który postanowił zgłębić swoją wiedzę przeprowadzając badania w terenie. Książka jest ciekawa i okraszona miejscami angielskim humorem, który ma duże pole do popisu w zetknięciu się z kameruńską rzeczywistością. Autor udał się na prawie półtora roku do środkowego Kamerunu, aby obserwować życie plemienia Dowayów. Poznajemy zwyczaje, tradycje plemienne i ważne momenty w kulturze tej mało znanej społeczności Afryki Zachodniej, takie jak obrzezanie, święto żniw czy obrzędy pogrzebowe. Mimo, że książka ukazała się w 1983 roku to będzie nadal cennym źródłem informacji dla dzisiejszych podróżników zmierzających do Kamerunu, który na wielu obszarach niewiele się zmienił przez ponad trzy dekady. Powiem szczerze, że z chęcią sięgnę po kolejny tytuł tego autora – „Plaga Gąsienic”, będący niejako kontynuacją „Niewinnego Antropologa” i dalszym opisem plemienia Dowayów i przygód pana Barleya w kameruńskich górach.  Cytaty:

„Misje rujnują tradycję kulturową i poczucie godności, sprowadzając ludzi na całym globie do stanu bezradnych, zbitych z tropu kretynów, żyjących z dobroczynności pod ekonomicznym i kulturalnym jarzmem Zachodu. Największa nieuczciowość polega wszakże na eksportowaniu do Trzeciego Świata systemów myślenia, które Zachód sam już w większości odrzucił”

„Wedle tutejszych standardów samochód, w którym siedzi sześć osób, jest pusty”

„Podczas tej właśnie podróży dostałem ataku malarii po raz pierwszy. Początkowe objawy, gdy wyjeżdżałem z miasta, miały postać lekkich zawrotów głowy. Zbliżając się do Poli, widziałem podwójnie i prawie nie dostrzegałem zarysu drogi. Wysokiej gorączce towarzyszyły napady dreszczy i rżnięcie w żołądku.”

„Natomiast kontakt z dziewczyną podczas menstruacji zagraża mężczyźnie imbecylizmem.”

„Pazurami mrówkojada można zabić człowieka, jeśli wbije się je w owoc baobabu i wypowie się imię ofiary. Kiedy owoc spadnie, ofiara umrze.”

Plaga Gąsienic. Nigel Barley.

Książka ta, będąca niejako kontynuuacją „Niewinnego Antropologa” opisuje drugą wizytę autora u górskiego plemienia Dowayów w północnym Kamerunie. Barley wybrał się tam po raz drugi aby w końcu być świadkiem najważniejszej ceremonii Dowayów czyli obrzezania chłopców, której nie udało mu się zobaczyć podczas pierszej wizyty. Wszystko wskazywało na to, że tym razem uda się. Jednak w ostatnim momencie coś stanęło na przeszkodzie w organizacji obrzędu. Ogromne, czarne i żarłoczne gąsienice zjadły większość plonów skutecznie blokując całe przygotowania do najważniejszego święta u kameruńskich górali. Obserwując życie Dowayów, Barley dociera także do sąsiedniego plemienia Ninga, w którym rzekomo mężczyźni pozbawiają się sutków na piersiach. Niestety to nie element ozdoby, ale genetyczna wada, jak się później okazało. Wszystko to opisane z humorem tworzy ciekawą lekturę, jednak jeżeli mam być szczery to pierwsza książka „Niewinny Antropolog” była moim zdaniem lepsza. Cytaty:

„Prawdziwego podróżnika poznasz po tym, że wie, co powinien przywieźć w prezencie.”

„Zaledwie jedna na dwa tysiące osób nie jest atrakcyjna dla moskitów”

„Zdumiewające, ale teoretycznie można przewędrować z prawie każdego miejsca na ziemi do prawie każdego miejsca na ziemi i jedynie strach nas przed tym powstrzymuje.”

„Rozsądna zasada oparta na doświadczeniu mówi, że jeżeli obca kultura, którą badasz, zaczyna wydawać ci się normalna, czas wracać do domu. ”

„Fakt, że ludzie tak często wracają do pozbawionych wygód i czasami niebezpiecznych części świata jest wymownym dowodem na dwa zjawiska: na to, że pamięć ludzka jest krótka, i na to, że zdrowy rozsądek jest słabszy od czystej ciekawości.”

Gwinea

Nowa przygoda: Gwinea. Arkady Fidler

Autora, którego tym razem los rzucił do zachodnioafrykańskiej Gwinei, rok po uzyskaniu przez nią niepodległości, przedstawiać chyba nie trzeba. Obok pozycji o Madagaskarze, jest to następna książka dająca fascynujący obraz jednego z krajów Czarnego Lądu. Miłośnik przyrody, którego szczególnymi ulubieńcami są motyle, barwnie opisuje swoje przygody pokazując jak bardzo różna jest Gwinea lat 60-tych od ówczesnej Europy czy Ameryki. Ważne miejsce zajmują także mieszkańcy, którzy z jednej stony chciwi i pazerni próbują oskubać go z ostatniego grosza, ale jednocześnie pełni werwy, humoru i chęci pomocy. Plemienna, stara, wolna od kontaktu z białymi Afryka przemija już i Fidler to widzi i zręcznie opisuje.

Gwinea w ukrywanej kamerze. Michał Jacenty Sznajder.

Książka ta, napisana przez profesora Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wydaje się być momentami, ustrukturyzowaną pracą naukową, która wyląduje zapewne na półkach uczelni nie będąc czytana przez nikogo poza zmuszonymi do tego studentami. Jednak nie jest to bezwartościowa pozycja, zważając na fakt praktycznie całkowitego braku literatury odnośnie Gwinei. Pomimo tego, że czasami język jest dość monotonny, znajdziemy tutaj kilka ciekawostek odnośnie tego muzułmańskiego kraju Afryki Zachodniej, których nie wyczytamy w wikipedii. Autor wybiera się w trzytygodniową wycieczkę do Konakry i Fouta Dżalon w porze deszczowej. Pojechał na zaproszenie i niemalże w obstawie swojego znajomego Gwinejczyka, Ousmana, którego jest promotorem na poznańskiej uczelni. Ousman, asystując profesorowi przez część drogi wprowadza go w tajniki życia rodzinnego i społecznego Gwinei ukazując mu oblicze kraju niedostępne dla zwykłego turysty. Cytaty:

„Niewolnictwo w Afryce istniało od zawsze. Było to niewolnictwo socjalne albo niewolnictwo wynikające z wojen”.

„Conakry to świat islamu. Według jednych statystyk 85% społeczeństwa to muzułmanie, 5% to chrześcijanie, a 10% wyznaje tradycyjne religie etniczne”.

„Prezydenci afrykańscy na ogół boją się zamachów wojskowych. Nie dowierzają do końca nawet swoim najbliższym. Dlatego cały okres swojej prezydentury spędzają w koszarach wśród najwierniejszych. W Cokakry w centrum Tumbo już od wielu lat wznoszony jest pałac prezydencki. Nikt tak naprawdę nie jest zainteresowany, aby mieszkać w tym pałacu. Mieszkanie poza bazą wojskową to dla polityka strzał samobójczy. Chętnych do rebelii i do przejęcia władzy jest wielu”.

„Podobno przed ustanowieniem Francuskiej Afryki Zachodniej aż 50% mieszkańców tej ziemi stanowili niewolnicy”.

Maroko

Mazagan. Miasto które przepłynęło Atlantyk. Laurent Vidal.

Właściwie to można by powiedzieć, że historia napisała scenariusz do filmu. To co wymyślili Portugalczycy nie za bardzo mieści się w ludzkich głowach. Postanawiając „przenieść” całe miasto z jednego kontynentu na drugi, uciekając przed naporem Maurów, zafundowali ponad dwóm tysiącom mieszkańców marokańskiego Mazaganu niewiarygodną odeseję przez ocean atlantycki. Wszyscy mieszkańcy wraz z cennym wyposażeniem zostali załadowani na statki płynące przez Lizbonę do Belem w portugalskiej Amazonii, gdzie tworzono właśnie Nowy Świat. Francuski historyk Laurent Vidal opisuje tą operację w niesamowicie dokładny i skrupulatny sposób podając, nawet tabelkach, najmniejsze szczegóły i fakty historyczne.

Mozambik

Comedia infantil. Henning Mankell.

Tym razem nie jest to kolejny kryminał w wydaniu szwedzkiego autora. To wyjątek w jego twórczości dotyczący interesującego go kontynentu afrykańskiego. Akcja książki „Comedia infantil” rozgrywa się w mozambickiej stolicy Maputo, na dachu jednej z piekarń zlokalizowanej w pobliżu teatru prowadzonego przez Mankella, gdzie trafia postrzelony dziesięcioletni chłopiec Nelio. To na podstawie jego opowieści odmalowuje się przed naszymi oczami obraz poranionego kraju, zwaśnionych plemion i okrutnych niehumanitarnych czynów dokonywanych przez jego starszych rodaków. To w takich realiach dorasta młode pokolonie Mozambiku, które będzie tworzyło jego przyszłość. Raczej mroczną, jak czytamy. Nelio umiera.

Uganda

Nocni Wędrowcy. Wojciech Jagielski.

„Nocnych wędrowców” uważam za jedną z najlepszych książek pana Wojciecha Jagielskiego. Ale to tylko moje zdanie i zaznaczam, że może to wynikać tylko z faktu, że traktuje ona o Afryce. I to o Afryce bardzo mrocznej; o północnych częściach Ugandy opanowanej przez Bożą Armię Oporu dowodzoną przez Josepha Kony`ego, który jak sam twierdzi, został opanowany przez duchy. Porwane przez niego dzieci, którym udało się ucieć od otaczającego ich koszmaru próbują wrócić do normalności w ośrodku w mieście Gulu, po którym podróżuje autor wraz ze swoim przewodnikiem. Jagielski rysuje dość straszny i makabryczny obraz realiów jakże aktualnych i udowadniających nam jak mało jeszcze rozumiemy skomplikowaną rzeczywistość afrykańską.

Ostatni król Szkocji. Giles Foden. 

Przedstawiona we wciągający i pochłaniający sposób sylwetka dyktatora Ugandy Idi Amina stanowi temat przewodni tej książki. Autorowi, który sam w Afryce spędził dużo czasu, mogę zarzucić jedną tylko rzecz – pomieszał fikcję z faktami. Pomimo tego, jest to bestseller, który doczekał się ekranizacji i świetnie oddaje atmosferę lat 70-tych, kiedy psychopatyczny dyktator, pochodzący z małego plemienia Kakwa, z północno-zachodniej części kraju terroryzuje całe państwo i morduje kilkaset tysięcy rodaków. Wszystkich szczegółów z życia Amina dowiadujemy się z relacji jego osobistego lekarza – Szkota będącego na praktyce w Ugandzie – Nicholasa Garrigana, główego bohatera książki. Warto sięgnąć po tą pozycję, nawet jak ktoś (tak jak ja) fikcji nie lubi, chociażby po to aby przeżyć atmosferę Ugandy z czasów Miltona Obote i Idiego Amina Dady. Cytaty:

„Amin oświadczył w przemówieniu, że we śnie nawiedził go pomysł Wojny Ekonomicznej.”

„Jeśli Szkoci zechcą, abym został ich królem, zostanę nim.”

„… woda zawsze spada w doliny, nigdy zaś nie płynie pod górę, na szczyty.”

„Kadzidło nie pomoże, jak coś gnije.”

„W kilku słowach chcę zapewnić, że pana kocham i gdyby pan był kobietą, poważnie bym się zastanawiał nad ożenkiem, chociaż pańska głowa pełna jest siwych włosów. Ale ponieważ jest pan mężczyną, możliwość taka nie zachodzi.”

„Jak cię swędzi tyłek, to nie przestanie cię swędzieć, jeśli pójdziesz gdzieś indziej.”

„Miodowód to mały ptaszek. Podskakuje sobie, wiodąc miodożera do ula, do którego sam nie może się dostać, bo ul jest zbyt solidnie zbudowany. Miodożer rozbija go przednimi łapami, je do syta, a i tak zostaje dość dla ptaszka. Już wcześniej słyszałem coś podobnego – zaskoczyło mnie jednak to, w jaki sposób miodożer broni się przed pszczelimi żądłami: najpierw wydrapuje niewielką dziurę w ulu, potem odwraca się, napina i odurza je cuchnącym gazem z tyłka.”

Kroniki Abisyńskie. Moses Isegawa. 

Przez pierwsze sto czy dwieście stron myślałem, że trochę tracę czas przewracając kolejne kartki. Potem jednak dotarło do mnie, że czytam książkę nie byle jaką. Ta obszerna, ponad pięćsetstronicowa autobiografia, ukazuje realia życia Ugandy lat 60., 70. i 80. To czasy, w których głównemu bohaterowi Mugeziemu, przyszło żyć. Trudne czasy dyktatorów Obote i Amina, czasy wojen domowych, zamieszek, mordów, ucieczek, gwałtów i głodu. Czytając ten barwny opis ugandyjskiego życia, nie odnosi się wrażenia, że to piekło na ziemi. Autor, często z humorem, przedstawia swoją drogę praktycznie od narodzin w małej wiosce, przez edukację w seminarium i dorosłe życie w Kampali i ostatecznie w chłodnej, europejskiej Holandii. Dowiemy się jak wyglądają relacje rodzinne w przeciętnej ugandyjskiej rodzinie i z jakimi przeciwnościami losu mieszkańcy musieli się zmierzyć, aby dorosnąć i samemu brnąć przez życie. Dobra lektura. Cytaty:

„W nocy 25 stycznia 1971 roku generał Idi Amin, wspierany przez brytyjskich i izraelskich przyjaciół, sięgnął po władzę podczas wojskowego puczu. Doprowadził tym do upadku swojego byłego obrońcę, premiera Miltona Obote, który uczynił kraj niezależnym, a potem zniósł konsytucję. Generał Amin przedstawił osiemnaście powodów tego zamachu,…”

„Jak zarobić dosyć pieniędzy, żeby dać swoim dzieciom najlepsze wykształcenie i zachować jeszcze coś dla siebie?”

„Zamki budowane z piasku nigdy nie przetrwają sztormu.”

„Szacowano, że w Trójkącie zginęło od dwustu do czterystu tysięcy ludzi. Wolałem, żeby ci zmarli sami siebie pochowali.

„… z kurzego gówna nie można zrobić rosołu.”

„Możnowładcy, którzy podzielili między siebie kontynent afrykański na konfeencji berlińskiej w 1884 roku, uczynili to, nawet nie postawiwszy na nim stopy.”

Madagaskar

Madagaskar. Gorąca wieś Ambinanitelo. Arkady Fidler.

To ważna pozycja w polskiej literaturze dotyczącej Madagaskaru. Jedna z najlepszych. Autor opisuje swoje przygody w świecie Malgaszów, gdzie został wysłany jako niezależny ekspert do zbadania możliwości kolonizacji wysypy przez Polskę. Fotografuje, co widzimy na nietuzinkowych czarno-białych zdjęciach, i przede wszystkich opisuje przyrodę, której jest wielkim pasjonatem oraz ludzi. Motyle, lemury i piękne Malgaszki. Swoje badania skoncentrował w Zatoce Antongil na północno-wschodnim krańcu wyspy, gdzie mieszkał przez dłuższy czas w wiosce Ambinanitelo.

Madagaskar. Tomek na Czerwonej Wyspie. Tomasz Owsiany.

Elegancko wydana przez „Poznaj Świat” pana Cejrowskiego książka młodego debiutanta Tomasza Owsianego to kolejna obowiązkowa, moim zdaniem, pozycja dla podróżników wybierających się na Madagaskar. Autor leci na wyspę z misją uczenia francuskiego w małej wiosce Mampikony na północy kraju. Jest tutaj dużo o codziennym życiu mieszkańców, trochę historii i odrobinę relacji z podróży na rajskie wysepki w okolicach Nosy Be. Książka okraszona jest ładnymi, kolorowymi zdjęciami.

Przez Madagaskar na rowerach… Paweł Opaska. Magdalena Opaska.

Zakupiłem książkę autorstwa pary amatorów podróży na dwóch kółkach po świecie, gdyż sam planuję wyprawę na Madagaskar i to właśnie na rowerze. Zdjęcia załączone w ksiące faktycznie zachęcają do spakowania sakw tudzież podpięcia przyczepki z bagażem do roweru i wysłania do Antananariwo, aby rozpocząć przejażdżkę po czerwonej wyspie. Zdjęcia to jednak nie wszystko. Książka jest źle zszyta, wszystkie strony wyleciały po przeczytaniu, a tekst pozostawia wiele do życzenia. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że nie są to zawodowi pisarze, książkę polecam osobom wybierającym się do Afryki rowerem jako cenne  źródło wiedzy logistycznej i technicznej przy planowaniu tego typu eskapad.

Madagaskar Okrutny Czarodziej. Arkady Fidler.

To zbiór notatek z drugiej podroży autora na tą fascynującą wyspę z lat 60-tych. Pierwszą wyprawę Fidler odbył jeszcze przed II wojną światową, w latach trzydziestych, kiedy Francuzi władali Madagaskarem. Jest tutaj trochę porównań i wniosków. Miasta się powiększyły i zaludniły, ale wsie pozostały praktycznie niezmienione. Malgasze kultywowali nadal swoje zabobonne, czasami barbarzyńskie tradycje, i żyli dzięki prymitywnemu rolnictwu. Język autora jest, moim zdaniem, majstersztykiem którego próżno szukać w dzisiejszej literaturze. Ilość anegdot i ciekawostek, które Fidler przestawia wzbudza podziw. Szacunek należy się podróżnikowi, który w czasach bez internetu i telefonu komórkowego tak sprawnie porusza się po odległych zakątkach Czarnego Lądu.

Wyspa kochających lemurów. Arkady Fidler. 

To już trzecia książka Fidlera o Madagaskarze. Powstała ona, jak sam autor podaje, z nastrojów i wspomnień po jego pierwszej wyprawie na wyspę, zaraz przed drugą wojną światową, kiedy jeszcze rzeki i sadzawki Madagaskaru roiły się od krokodyli, a Francuzi uważali ten kawałek lądu za przedłużenie swoich terytoriów. Z treści wyłania się obraz przyjaznego kraju, tak odmiennego od reszty afrykańskiego kontynentu, że właściwie zupełnie nie pasującego do niego. Mieszanka plemion Howów, Tsimehetów, Antandrojów czy Sakalawów, posiadających przeróżne fadi (wierzenia, zakazy, zabobony) oraz tradycje i rysy twarzy wskazuje raczej na malajsko-polinezyjskie pochodzenie niż pokrewieństwo z ludami Bantu. Fiedler w trakcie swojego pobytu, w towarzystwie początkowo jednego, a potem dwóch lemurów, przemierza Madagaskar spotykając ciekawych ludzi w tym naszych rodaków, którzy zadomowili się na wyspie. Wyjaśnia zwyczaje ludzi i w ciekawy sposób opisuje sytuacje rolnictwa malgaskiego w tym uprawę osławionej kawy arabica, którą tak trudno wyhodować na laterytowych ziemiach. Tłumacząc osobowość i podejście do życia mieszkańców przedstawia powolne, niespieszne nastawienie Malgaszów do codziennych obowiązków, z którym kolonizatorzy próbują zaciekle walczyć. Mipetraka (odpoczynek, leniuchowanie) zwycięża jednak nad poukładanym, pracowitym i pragmatycznym podejściem europejskim. Cytaty:

„Madagaskar leży na Oceanie Indyjskim. Stało się to jego fatum.”

„A pragnął dzieci Malgasz tak gorąco nie tylko dla tkliwego ku dziatkom uczucia, lecz przede wszystkim po to, by opłakiwały jego śmierć i pielęgnowały jego grób, tak jak on sam najtroskliwszą opieką otaczał grób swych przodków.”

„Strach kazał im tysiącami zabijać noworodki. Przy każdym porodzie najważniejsze było stwierdzenie, czy niemowlę przyniesie rodzicom szczęście czy nieszczęście. Jeżeli nieszczęście, skazywano je na śmierć. Więc ginąć musiały wszystkie dzieci, urodzone w dni feralne. Takich dni było wiele – dwa lub trzy w tygodniu. Na przykład u Tsimihetów ponosiły śmierć wszytkie dzieci wtorkowe. Nad zatoką Antongil – urodzone w środy, soboty i niedziele, na wyspie Ste-Marie – we wtorki, czwartki i soboty. ”

„Skazywane noworodki przeważnie zakopywano żywcem w ziemi lub porzycano na gnieździe termitów. Czasem, w wypadkach wątpliwych, pędzono nad nimi stłoczone stado bydła. Gdy dziecko wychodziło z tego jakimś cudem nietknięte, co rzadko się zdarzało, mogło żyć, lecz dla pewności ucinano mu jeden palec. Takim dzieckiem z uciętym palcem był późniejszy premier rządu malgaskiego, Rainilaiarivony, kolejny mąż trzech malgaskich królowych, uporczywy, choć niefortunny, obrońca ojczyzny.”

„Roku pańskiego 1937 Salomon Dyk, polski obywatel i inżynier agronom, zdobył na laterycie inne doświadczenie. Przybył na Madagaskar jako członek niesamowitej komisji oficjalnej, wysłanej z Polski dla stwierdzenia, czy wyspa ta nadaje się jako teren kolonizacyjny dla żydowskich chłopów.”

„Wzdłuż wschodniego wybrzeża o kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów od morza ciągnie się, niby kręgosłup wyspy, pas gór. Jest on tak wysoki, że grzywą swą powstrzymuje wiatry morskie i wypycha je w górę. Więc w tym pasie przez cały rok padają obfite deszcze, rośnie tropikalna puszcza, a rzeki, spływające z gór ku niedalekiemu morzu, choć krótkie, toczą się głęboko i szeroko, nabrzmiałe wburzonym nurtem.”

„Francuzi twierdzili, że lemury i zwierzęta na Madagaskarze miały wspólną cechę – łatwo przyjaźniły się ze wszystkimi.”

„Ameryka wzbogaciła się na Afryce. U progu niebywałego rozkwitu Nowego Świata były dwa afrykańskie dary. Ameryka Północna dostała czarnego niewolnika do uprawy tytoniu i bawełny, Południowa otrzymała kawę. Kawa dopiero zrobiła z Brazylii to, czym się stała. A wszelka kawa, także brazylijska, pochodzi z Afryki.”

„(Holendrzy) … Ocknęli się nareszcie i bardzo głodni, a czujni, zamierzali się bogacić. Podstępnie wykradli z Jemenu drzewka kawy i przewieźli je na swoją Jawę. Zapobiegliwi byli i wytrwali. Jawa wnet porosła plantacjami, a kawa wdarła sie do Europy, ku nieznanej dotąd sławie, po nową zdobycz.”

„W ogóle produkty kolonialne miały w owe czasy złą sławę. Co rok marynarze przywozili zza morza jakieś nowe zioła, czarcie nasienia, podejrzane owoce. Oto piękna markiza Coellogon dostała od kuzyna z Afryki cenną paczkę kakao, przywiezioną przez specjalnego posłańca, młodego Murzyna. Nieostrożna markiza piła ciemny napój tak namiętnie, że po roku urodziła brązowe Mulaciątko, i konsylium najsławniejszych lekarzy orzekło jednogośnie, że kakao spaliło dziecko.”

Mój Madagaskar. Jarosław Kret.

Nie spodziewałem się wiele patrząc na kolorową okładkę książki telewizyjnego prezentera pogody. Myślałem, że znowu kupię książkę, gdzie polski celebryta będzie fundował nam serię swoich wrażeń z afrykańskiego kontynetu. Trochę tak jest, ale nie do końca bezwartościowa to pozycja. Autor opisuje swoje przygody i napotkanych ludzi podczas kilku wypraw na Madagaskar. Dużo tutaj informacji rodem z wikipedii, ale są też prawdziwe ciekawostki jak chociażby opisany obrzęd famadihany, kiedy to Malgasze wykopują zmarłych i przenoszą ich na inne miejsce. Mnie osobiście zainteresowała jedna z wypraw pana Kreta do Parku Narodowego Mantadia albo w okolice Maroantsetry, gdzie sam wybieram się najbliższej jesieni. Cytaty:

„Podział na plemiona nie jest wynikiem rożnic etnicznych. Powstał raczej w wyniku podziałów terytorialnych. Najliczniejszymi plemionami są: Merina i Betsileo w centrum wyspy, Bara i Antandroy na południu, Betsimisaraka na wschodzie i Sakalawa na zachodzie”.

„Sakalawa – `ludzie z dolin`. Zamieszkują zachodnią część wyspy. Zachowali bardzo charakterystyczne negroidalne rysy  z dość wyraźnymi wpływami polinezyjskimi. Czyli typowi Afrykanie, choć można doszukać się też cech ludności z dalekich wysp Pacyfiku. Młode Sakalawki nakłądają sobie na twarz maseczki wybielające ze zmielonego kamienia z korą i ziołami. Chcą w ten sposób upodobnić się do bielszych i cieszących się wyższym statusem społecznym dziewcząt z plemienia Merina”.

„Nasz słynny hrabia Maurycy Beniowski, gdy podawał się za króla Madagaskaru, był najprawdopodobniej obrany jednym z lokalnych kacyków tego plemienia. Wśród Betsimisaraków mieszkał też Arkady Fiedler, co zaowocowało książką Gorąca Wieś Ambinanitelo”.

„Trzeba też bardzo uważać na dzieci, ponieważ są bardzo podatne na obłożenie klątwą. W sobotę łatwo z nich przenieść złe czary na dorosłych. Trzeba uważać, by tego dnia dzieci nie bawiły się jedzeniem”.

„Fady na przykład nakazuje, że dzieci składa się do grobu ojca. Matka jest chowana ze swoim ojcem”.

„Kiedyś od pięknej Sakalawki, którą fotografowałem w wiosce niedaleko Morondavy, dowiedziałem się, że kobieta nieposiadająca potomka nie ma prawa leżeć w grobie rodzinnym. Chyba, że adoptuje dziecko lub wychowuje dzieci swoich braci albo sióstr”.

Tunezja

Uliczki starego Tunisu. Hasan Nasr.

Obraz nieco koszmarnego dzieciństwa w starej dzielnicy Tunisu rysuje autor Hasan Nasr, były nauczyciel i dziennikarz. Despotyczny ojciec okrutnie traktujący swojego syna w dzielnicy Dar al-Basza i nie zawsze łatwe realia życia w stolicy Tunezji tworzą całość książki. Uważam jednak, że jest to niezła pozycja dotycząca tego północnoafrykańskiego, jakże często do tej pory odwiedzanego kraju. Pisana jest takim językiem, że można z łatwością przenieść się w myślach do Tunisu i spacerując jego uliczkami pełnymi sklepów z orzechami, przyprawami i owocami smakować atmosferę Maghrebu.

Botswana

Kalahari. Wojciech Albiński.

Kalahari to zbiór opowiadań autora dotyczący realiów życia w RPA i Botswanie, w których to realiach Wojciech Albiński sam uczestniczy. Sześćdziesięciokilkuletni pisarz był geodetą w Botswanie pracując dla tamtejszego rządu jeżdżąc po buszu i wytyczając grunty pod drogi czy kopalnie. Takie opowieści z pierwszej ręki są dobre i wciągające. Albiński kontrastuje w tej książce Afrykę dziką, trochę groźną z buszem i zwierzętami z Afryką nowoczesną, której przedstawicielem jest zmodernizowany Johannesburg pełen nowoczesnych wieżowców i rozwiązań rodem z apartheidu.

Nasz człowiek w Botswanie. Bartosz Marzec.

To historia niezwykłych życiowych losów Wojciecha Albińskiego, który trafił do Gaborone przez Paryż i Genewę napisana przez pana Bartosza Marca. W Botswanie Albiński, autor słynnego „Kalahari” obserwuje koniec kolonialnego panowania Brytyjczyków, a w RPA rysuje nam portret plemienia Xhoza, z którego pochodzi Nelson Mandela. Albiński to poeta, prozaik i podróżnik, którego perypetie i przygody w życiorysie nie należą do tuzinkowych.

Namibia

Zaginione białe plemiona. Riccardo Orizio.

Pomimo, że tylko rozdział na stronie 215 zatytułowany „Ziemia obiecana Basterów” dotyczy Namibii, to warto sięgnąć po tą książkę. W całości traktuje o ginących na świecie miejscach i ginących wspólnotach i dlatego też Basterowie, potomkowie holenderskich i francuskich osadników oraz rdzennych afrykańskich kobiet, znaleźli tutaj swoje miejsce. Zmniejszająca się populacja, szacowana dzisiaj na 20-40 tysiecy osób, żyła i żyje jeszcze w okolicach miasta Rehoboth w środkowej Namibii. Niestety dzisiaj kraju tym rządzonym w zdecydowanej większości przez lud Owambo Basterowie usuwani są w cień i być może niedługo znikną na zawsze.

Namibia. 9000 km Afrykańskiej Przygody. Anna Olej-Kobus i Krzysztof Kobus. 

Namibia to niesamowicie piękny i interesujący kraj. To kraj idealny dla początkująccego podróżnika, chcącego odkrywać tajniki afrykańskiego lądu. To także kraj idealny na wyprawę z dziećmi na Czarny Ląd. I autorzy tak też Namibię opisują załączając dziesiątki naprawdę fantastycznych zdjęć. Tekstu nie jest za wiele, ale ten który wpleciony jest w fotografie z północy i południa kraju wystarczy, żeby zachęcić nie doświadczonego jeszcze globtrotera do eskapady do tej byłej niemieckiej kolonii.

Etiopia

Cesarz. Ryszard Kapuściński. 

Cesarza chyba nie trzeba przedstawiać. Opracowując tą Biblioteczkę zastanawiałem się jakie książki o Etiopii trafiły w moje ręce. Myślałem, że niewiele i zapomniałem o, jakby nie patrzeć, obowiązkowej lekturze każdego Polaka wybierającego się do Etiopii. Kapuściński, na podstawie funkcjonowania dworu cesarskiego Hajle Selassiego I, opisuje model reżimu totalitarnego i panujących tam niejasnych i nieczytelnych zasad. To rodzaj satyry na podobne na świecie systemy autorytarne. To nie do końca jest reportaż, ale raczej świtnie napisana fikacja literacka ukazująca niezmiernie ciekawe szczegóły z życia dworu cesarskiego rasa Tafariego z czasów monarchii konstytucyjnej oraz w momencie samej rewolucji.

Słońce na ambach. Wacław Korabiewicz.

Książkę dostałem na 39 urodziny od mojej żony. Jak spojrzałem na okładkę to bez namysłu stwierdziłem, że to kolejna kolorowa pozycja z księgarni z cyklu „Byłem dwa razy w Etiopii i juz mogę napisać książkę; dołączę kilka zdjęć i będzie bestseller”. Krótko mówiąc, chciałem ją odłożyć na półkę bez zbędnej lektury. To był jednak błąd. Pan Korabiewicz, właściwie Pan Doktor Korabiewicz, wyszukanym i ciekawym językiem opisuje swoje przygody podczas dwóch wyjazdów do Etiopii; pierwszy był w charakterze lekarza na kontrakcie rządu etipskiego w mieście Gore na zachodzie kraju, drugi wyjazd, opisany niestety za krótko pan doktor odbył jako kolekcjoner etiopskich krzyży. Historia Etiopii przeplata się z przygodami lekarza w biednym afrykańskim kraju, po którym ciężko sie podróżuje i do którego ciężko dotrzeć. Mimo, że opisywana rzeczywistość to lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku to wiele rzeczy wygląda i funkcjonuje dzisiaj podobnie. Chociażby autobusowy transport w górach. Cytaty:

„- Więc te dzieci to towar na sprzedaż do haremów dla szejków?                                                  – Oczywiście. Grube pieniądze za to się płaci. To właśnie kapitał na pokrycie kosztów pielgrzymki, to są dewizy tych ludzi.”

En busca de las Flores del Paraiso. Kevin Rushby.

Książka ta, wydana w języku hiszpańskim, jest bardzo ciekawym opisem podróży autora przez Jemen, gdzie kiedyś pracował jako nauczyciel angielskiego, i Etiopię. Dowiadujemy się wielu faktów odnośnie rośliny kat (khat), niezwykle ważnej dla tego regionu Rogu Afryki, bez której wielu mieszkańców Etiopii nie wyobraża sobie życia.

Sudan

Arabowie z Dar Hamid. Maciej Ząbek.

Prace naukowe wydawane na uczelniach nie kojarzą się nam z reguły z klasyczną, wartościową i ciekawą literaturą dotyczącą afrykańskiego kontynentu. W ogóle prace uniwersyteckie łączy się raczej z nudnym statystycznym zestawianiem faktów poprzedzielanym tabelkami i wykresami z Excella udawdniającymi jakąś tezę stawianą przez autora. W książce tej opisującej plemiona regionu Dar Hamid w Sudanie nie uwolnimy się także i ode tego typu przedstawiania faktów na temat sahelijskich plemion sudańskich. Dowiemy się, na przykład, jaki jest koszt pracy sześciu robotników zatrudnionych przez dwa dni przy zbiorze sorga w funtach sudańskich albo jak wygląda dokładny podział pracy pomiędzy członków rodzin. Nie dyskredytowałbym jednak tej książki zupełnie; to cenna kopalnia wiedzy o Sudanie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zobaczymy jak funkcjonują strukutry społeczne regionu Kordofanu na południowy zachód od Chartumu, z jakimi problemami się borykają, z czego żyją i jak rysuje się ich przyszłość.  Cytaty:

„Ktoś, kto jest starszy od ciebie o jeden dzień, jest z tego powodu mądrzejszy od ciebie o cały rok” (Sadik Mahmud – Tayba);

„Wysłuchaj rady starszego, nawet jeżeli jest głupszy” (Sajid Jusif Zubeir – Umm Keredim).

„Nawet jeżeli kobieta ma siekierę, to nie potrafi zrobić z niej użytku” (Muhayer Muhammad – Tayba).

Sudan Południowy

Wojna Emmy. Deborah Scroggins.

Książka to wybitna i fascynująca. Opowiada historię młodej Brytyjki, Emmy McCune pracującej w jednej z organizacji humanitarnych działających w Sudanie Południowym (wtedy w Sudanie przed podziałem). Emma zakochuje się nie tylko w Afryce, ale także w lokalnym watażce, który z czasem staje się, już po śmierci Emmy, czołowym politykiem kraju – wiceprezydentem Sudanu Południowego. Piękna dziewczyna, bo natura obdarzyła ją nietuzinkową urodą, wychodzi za mąż za Rieka Machara i chcąc, nie chcąc uczestniczy w wojnie domowej dążąc do przejęcia wraz z nowym mężem kontroli nad całym ruchem powstańczym na południu Sudanu. Równolegle do opisu życia Emmy autorka przedstawia realia i okropności wojny domowej, mechanizmy funkcjonowania pomocy humanitarnej i historię Sudanu wraz z czołowymi jej postaciami takimi jak Mahdi czy Gordon. Dawno nie czytałem tak dobrej książki. Cytaty:

„Jedyną słabością, na zaspokajanie której Mahdi pozwalał sobie i swoim ludziom, było obcowanie z pięknymi kobietami; za picie alkoholu lub palenie tytoniu w obozach wymierzał srogie kary. Zapewniał, że w tym, jak i we wszystkim innym wiernie naśladuje proroka Mohameta.”

„Gdyby Bóg ukarał człowieka za jego grzechy ani jedno stworzenie nie pozostałoby przy życiu.”    Koran

„W czasach głodu rodzina oddaje dziecko w zastaw innej, bogatszej rodzinie. Bogatsza rodzina płaci za dziecko, a ono wykonuje u niej różne prace domowe i otrzymuje posiłki. Kiedy sytuacja się poprawia, rodzice mogą odkupić dziecko… Pewnie wydaje ci się to dziwne, ale kiedy ludzie są głodni, zrobią wszystko, żeby ocalić siebie i swoich najbliższych.”

„Jak powiadają Nuerowie: `Więcej ludzi zostało zabitych z powodu sporu o krowę niż z jakiejkolwiek innej przyczyny`”.

„… gdybyś należał do ludzi, którzy zapinają pasy, w ogóle nie zamieszkałbyś w Afryce.”

„W południowym Sudanie zmarłych jest wielu, a żywych mało.”

Rwanda

Strategia Antylop. Jean Hatzfeld.

„La stratégie des antilopes” jest trzecią książką tego reportera i pisarza dotyczącą ludobójstwa w Rwandzie w roku 1994. Dwie wcześniejsze to Nagość Życia i Sezon Maczet. W Strategii Antylop Hatzefeld ukazuje tragedie i konsekwencje mordów dokonywanych przez Hutu głównie z punktu widzenia uciekających na wzgórzach i bagnach Nyamaty Tutsi. W treści znajdziemy dziesiątki wypowiedzi Tutsi, którym jakimś cudem, bo tak to można określić, udało się uniknąć ścięcia maczetą. Przedstawiają oni dzisiejsze konsekwencje całej tragedii i opisują jaki to miało wpływ na teraźniejsze życie i nadchodzącą przyszłość. Jest tutaj także wiele wypowiedzi Hutu, którzy różnie traktując narzuconą przez rząd strategię pojednania mniej lub bardziej ukrywają dokonane przez siebie bestialstwa, zmniejszają ich znaczenie, zatajają fakty, zniekształcając cały obraz i minimalizując jak mogą destrukcyjne skutki całej akcji. Książka jest dobra. Na końcu, oprócz małego słowniczka terminów pochodzących głównie z języka kinyarwanda, znajduje się kalendarz ukazujący chronologię zdarzeń związanych z ludobójstwem 1994 roku.

Cytaty:

„To nie biali rozniecili rzezie, żaden biały nie podniósł maczety w Nyamacie i nie zmusił do tego ani jednego Hutu. To zazdrość i strach przed biedą. Życzliwość i złość to wrodzone cechy Afrykanów.”

„Biały człowiek odczuwa atawistyczne, gorączkowe i namiętne pragnienie zmiany. Ledwie siądzie za kierownicą nowego peugeota 307, a już zerka przez szybę na nowy model 308… Afrykanin przeciwnie, niechętnie zmienia ekipę, nawet jeśli ta przegra.”

Pancrace Hakizamungili: „W więzieniu wielu zabójców nie może się pogodzić, że ich pokonano i że nie mogli dokończyć ludobójstwa. Słynni planiści tęsknią za utraconą pozycją w pięknych dzielnicach Nairobi czy Paryża. Nic im nie doskwiera, jedynie nostalgia, i liczą na chaos, żeby wrócić do kraju. Ci wszystkiemu zaprzeczają.

Pancrace Hakizamungili: „Prawda nigdy nie kłamie, gdy się jej nie przekręca.”

„Powiedziałem panu w Rilimie: ten zabójca, który zawinił i przelał krew, to ja, ale jego okrucieństwo jest mi całkiem obce. Przyznaję się do winy, ale nie rozumiem wściekłości tego, który na moich nogach biegał po bagnach z wyciągnietą maczetą. Jednak, żeby nie kluczyć i nie kłamać, wiem, że to naprawdę byłem ja.

Sierra Leone

było minęło. Ishmael Beah.

Sam podtytuł  – „Wspomnienia dziecka-żołnierza” – mówi już na tyle dużo, że zdołamy się domyślić, że książka nie będzie o pięknych plażach Afryki, a w szczególności Sierra Leone, gdzie akcja toczy się. Dzisiaj można już we względnym spokoju spojrzeć na biały piasek i błękitną wodę atlantyckiego wybrzeża w tym mały kraju Afryki Zachodniej, ale w czasie kiedy główny bohater i jednocześnie autor książki, Ishmael Beah dorastał nie było to możliwe. W latach 1991 – 2002 rozpętała się w Sierra Leone okrutna wojna domowa podsycana przez Charlesa Taylora z sąsiedniej Liberii. Zjednoczony Front Rewolucyjny zbuntował się przeciwko rządowi i rozpoczęły się mroczne czasy dla zwykłych obywateli, bez względu na wiek i płeć. Ishmael urodzony na wsi szybko traci rodzinę, przyjaciół i musi uciekać, wiele razy będąc bliski śmierci. Zdradzę tylko, że książka będąca swego rodzaju autobiografią kończy się dobrze. Podobnie jak losy tego małego kraju, będącego dzisiaj jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Wspomnienia z wojny jednak zostają. To dobra książka. Cytat:

„Gdy byłem mały, mój ojciec mawiał: `Skoro człowiek żyje, to znaczy, że jest nadzieja na lepsze jutro i na to, że coś dobrego się jeszcze wydarzy. Jeżeli człowiekowi nie jest przeznaczone już nic dobrego – umiera`”

The Devil that Danced on the Water. Aminatta Forna.

Aminatta Forna, szkocka pisarka, wychowana w Sierra Leone opowiada historię swojego dzieciństwa spędzonego w tym małym kraju Afryki Zachodniej. Równolegle, obok afrykańskiej rzeczywistości lat 60-tych i 70-tych dowiadujemy się o losach jej ojca Mohameda Forna, który będąc lekarzem zaangażował się w lokalną, a potem krajową politykę. Porzucił zawód lekarza, porzucił także rodzinę, aby stać się jedną z ważniejszych postaci w polityce Sierra Leone. Niestety cała przygoda źle się skończyła. Mohamed Forna został oskarżony o zdradę stanu przez panującego prezydenta Siaka Stevensa, więziony i powieszony w 1975 roku. Aminatta Forna, która dzisiaj mieszka w Londynie ukazuje realia życia w Sierra Leone w trudnych czasach, kiedy kraj uzyskał niepodległość od Wielkiej Brytanii i próbuje sam zorganizować swoją przyszłość. Nie jest to jednak łatwe. Cytaty:

„In Sierra Leone the rains begin on 1 May every year. From then on it rains at eleven o`clock every night, gradually moving forward in the day until the rain falls almost continuously. As the season advances, so the rain recedes at exactly the same pace. Next the sun shines for seven months until the clouds come back again. On 2 May, if for some reason it did not rain the night before, people in the marketplace might remark, `The rains are late this year, not so?` This in Sierra Leone, is what passes for a conversation about the weather”.

„Much later I learned that the only two species who wage war against their own kind are ants and men”.

„Valentine Strasser, a handsome, a twenty-seven-year-old captain, took to the public airwaves and declared himself Sierra Leone`s new leader. None of the members of the new National Provisional Ruling Council was more than thirty years old, and none had any experience of government… Strasser was chosen as a leader for the sole reason that he alone spoke English sufficiently well to broadcast their communique to the world”.

„At the end of 1995 Strasser was overthrown by his own vice-chairman, left the country and enrolled as a law student at a university in England”.

„On 6 January 1999 the RUF invaded Freetown for the second time. They called their onslaught `Operation No Living Thing`: they sacked the city , killed and maimed hundreds, possibly thousands, of people, forced civilians to march ahead of the advancing troops as a human shield. Those who hesitated or refused were burned alive”.

„A diminutive figure led the parade, wearing a wooden mask that fitted entirely over the head, carved braids of hair around a finely featured face; cascades of black-dyed raffia fell around her shoulders. It was the Bundu Devil, mascot of the women`s secret society”.

„When the rebels invaded Makeni they had sliced off the ends of his feet. Salamatu, his young wife, to whom he had been married for only a few months, was seized and carried off. She did not return home for more than a year. When she did come back both her feet had been hacked off above the ankle as punishment for trying to escape”.

Gambia

Roots. Alex Haley. 

Ciekawość Alexa Haleya doprowadziła do stworzenia tego wielkiego dzieła, bo tak nazwać można by tą opowieść, sagę czy rodzaj drzewa genealogicznego autora. Śledzimy tutaj losy przodka Haleya, od słynnego Kunta Kinte z plemienia Mandinka w Gambii, który został przywieziony wraz z innymi Murzynami do USA i sprzedany do pracy jako niewolnik do roku 1976, kiedy to książka została wydana. To bezcenne źródło wiedzy o handlu niewolniczym, o cierpieniach rdzennych mieszkańców Afryki Zachodniej i ich roli w tworzeniu dobrobytu Ameryki.

Algieria

Tefedest. L. Carl i J. Petit

Tefedest to opis francuskiej wyprawy w góry Hoggar na południu Algierii. Mimo, że książka została napisana ponad sześćdziesiąt lat temu nie straciła wiele na wartości informacyjnej. Sahara nie zmienia się tak szybko jak niektóre regiony Afryki i wiele szczegółów opisywanych tutaj ma dziś wartość jak najbardziej aktualną. Francuscy badacze wyruszają z Algieru na południe do Tamanrasset ciężarówką, a następnie całą karawaną z wynajętymi wielbłądami, przewodnikami i pomocnikami w kierunku trudno dostępnego masywu Tefedest, gdzie w jaskiniach i załomach skalnych poszukują prehistorycznych malowideł dokumentując swoje znaleziska i opisując swoje przygody często w sposób nie pozbawiony humoru. Mimo, że niektóre fragmenty dłużyły mi się nieco, to czytając tą lekturę otrzymamy bardzo interesujący obraz życia Tuaregów na terenie dzisiejszego Parku Narodowego Ahaggar. Cytat:

„1 stycznia. Składamy sobie tradycyjne życzenia. Seddikh w zaskakującym skrócie konkretnie określa szczęście, jakiego nam życzy: – Wracasz do domu, do Francji. Podróż odbywasz szczęśliwie. Śpisz ze swoją żoną, a potem masz dużo dzieci…”

Nigeria

Czcigodny kacyk Nanga. Chinua Achebe.

Chyba pierwszy raz czytałem książkę autorstwa afrykańskiego pisarza. I zawiedziony nie jestem. Trochę sama konstrukcja i zamysł fabuły nie przemawiały do mnie – to wymyślona akcja rozgrywająca się w wymyślonym afrykańskim kraju. Jakże jednak wiernie oddaje ona realia życia w postkolonialnej Nigerii skąd pochodzi autor. Wiejski nauczyciel Odili Samalu rywalizuje o miejsce w parlamencie z bardzo skorumpowanym, jak prawie wszyscy politycy w Nigerii, ministrem kultury Nangą. To tylko jednak pretekst dla autora, aby nakreślić obraz realiów życia i problemów społecznych w tym najludniejszym kraju Czarnego Lądu. Widać tutaj codzienną przemoc w trakcie wyborów, chciwość władzy i przekupność obywateli. Nigeria. Cytaty:

„Postępuj słusznie i wzdrygaj się przed szatanem”.

„Po uzyskaniu niepodległości w naszym kraju się mówiło, że nieważne jest, co człowiek wie, ważne jest, kogo zna. I proszę mi wierzyć – to nie były czcze słowa”.

„Przesiadywanie długo w noc zwykle nie sprawia mi różnicy, ale wstawanie zbyt wczesne sprawia mi różnicę ogromną”.

Jagua Nana. Cyprian Ekwensi.

Cyprian Ekwensi, pochodzący z nigeryjskiego plemienia Ibo (Igbo), były dyrektor Ministerstwa Informacji w pierwszych latach niepodległości, największy sukces pisarski odniósł wydając właśnie książkę Jagua Nana. Opowiada o kobiecie, która opuszczając męża przenosi się do Lagos i zostaje luksusową prostytutką. Życie w wielkim nigeryjskim mieście jest pełne niespodzianek, okazji do szybkiego wzbogacenia się, ale także do upadku na samo dno. Autor przedstawiając przygody głównej bohaterki – Jagui – rysuje skomplikowany, skorumpowany i czasami pełen niebezpieczeństw obraz współczesnej Nigerii. Przekupni politycy korzystający z usług płatnej „miłości”, bezpardonowa walka w kampanii wyborczej często kończąca się śmiercią niektórych kandydatów, wyścig o wpływy i pieniądze, bujne nocne życie, a także podziw dla byłego kolonizatora – Wielkiej Brytanii – to tylko niektóre z elementów tworzących całość najludniejszego kraju Afryki. Cytaty:

„Moc białego człowieka następna po boskiej”

Urlop w Nigerii. Stanisław Strumph-Wojtkiewicz.

Książka została napisana w roku 1969 i wydana rok później, w czasach „głębokiego” PRL-u, kiedy cenzura panowała niepodzielnie i wpływała na zawartość i charakter tesktu. Nie zmienia to jednak faktu, że książka to dobra, a nawet rzekłbym bardzo dobra, moim zdaniem. Autor rysuje obraz Nigerii, do której dotarł poskim statkiem w czasach zaraz po uzyskaniu niepodległości od Wielkiej Brytanii. Znajdziemy tutaj wiele ciekawych informacji na temat grup etnicznych zamieszkujących Nigerię takich jak Ibo, Joruba czy Hausa oraz przeczytamy o wojnie biafrańskiej i prasie nigeryjskiej. „Urlop w Nigerii” powinienem był przeczytać przed książkami Cypriana Ekwensiego i Chinuy Echebe, o których zresztą Wojtkiewicz wspomina w tej książce. Miałbym najpierw ogólny zarys największego afrykańskiego kraju wraz z jego historią, a potem przeszedłym do analizy życia politycznego i codziennego ukazanego oczami samych nigeryjskich pisarzy. Naprawę polecam. Cytaty:

„Poza tym Francuzi, nie separując się od społeczności tubylczej, dzielą razem z nią szkoły i uczelnie, środki komunikacji, szpitale, teatry, kina i parki, nie mając brytyjskiej skłonności do zamykania się w klubach.”

„Na przykład do Sierra LeoneLondyn z reguły zsyłał oficerów-pederastów.”

Król plemienia Egbo o białych:

„Biali ludzie stoją przede mną w trzech postaciach – misjonarzy, żołnierzy i kupców. Misjonarze to ludzie dobrzy, bo nauczają z księgi oraz odstręczają ludzi od niewolnictwa i składania ofiar, zalecając życie w pokoju i spokoju, bez mieszania się do spraw sąsiadów. Żołnierze to także ludzie dobrzy; choć ich zajęciem jest walka, ale walczą oni na rozkaz, a nie dla zaspokojenia swoich żądz, nikogo nie krzywdzą, są bohaterami, są wielcy. Ale co do kupców, to zjawiają się oni po to, żeby zdobyć, co tylko się da, przychodzą po pieniądze, a handlują z kim się da, nawet z wrogiem; w rzeczywistości są łgarzami, hultajami i łupieżcami…”

„Tak więc na każdego obywatela Wysp Brytyjskich pracowało w Afryce zachodniej po kilku murzynów, a trwał ten proceder przez całe stulecie.”

„Odpowiadało to emirom, bo islam w ogóle uświęcał niewolnictwo.”

Nigeryjski pisarz Wole Soyinka w sztuce „The Road”:

„Samson: `Czasami rozmyślam, co bym zrobił z tymi wszystkimi pieniędzmi, gdybym został milionerem`. Salubi: `Ja najpierw wziąłbym sobie dziesięć żon`. Samson: `Dlaczego dziesięć?`Salubi: `Nie potrafię liczyć dalej`. Samson:`To znaczy, że chcesz marnować pieniądze na kobiety`. Salubi: `Czemu nie? Cóż innego ma robić mężczyzna z milionem funtów?`”

„Dodać tu trzeba, że czerpiąc z tych ziem i z pracy murzyńskiej ogromne zyski, kolonizatorzy do końca twierdzili i nadal często powtarzają, że Murzyn nie jest w pełni człowiekiem, że nie posiada niezbędnych cech dojrzałości, że jeszcze nie dorósł do rządzenia własnym losem, musi być więc rządzony i kierowany przez białych. Ale analogicznie od 150 lat Prusacy motywowali swój stosunek do narodu polskiego…”

„Jorubów cechują wysokie ambicje i zdolności artystyczne, często są także i w życiu jakby fantastami i marzycielami. Nie garną się do służby domowej. Hausa i Fulani – to ludzie o sztywnej tradycji; można na nich polegać, są prości, rzetelni w przyjaźni i gościnni. Są dobrymi żołnierzami. Nad tymi plemionami (a i nad setką innych, pomniejszych) górują sprytem, zmysłem handlowym, zdolnością przystosowania się do warunków oraz przejmowania form życia europejskiego – ludzie z plemienia Ibo.”

„W październiku Ojukwu wysiedla z Regionu Wschodniego Hausów i Jorubów. Parę tysięcy wysiedleńców (cały pociąg z pasażerami) ginie w drodze, w odwet Hausowie zabijają wielu Ibów na swoim terenie.”

Gabon

Samolot i perły. Jean-Claude Brouillet.

Nie wiem dlaczego, ale z dość sceptycznym nastawieniem sięgałem po tą książkę. Jakże się myliłem, kiedy zauważyłem że w trakcie czytania nie mogę się od niej oderwać planując samemu nauczenie się pilotażu małej cessny i wyruszenie drogą powietrzną do Afryki. To w jaki sposób pan Brouillet spędził swoje życie zasługuje na podziw. Trochę przypomina mi to niewiarygodne przygody innej postaci o rodowodzie, przynajmniej częściowo francuskim, Cizii Zyke`go. Z tą różnicą, że Jean-Claude gdziekolwiek by nie był, gdziekolwiek by nie prowadził swoje, jakże udane interesy, starał się nie wchodzić z nikim w konflikt w odróżnieniu od Zyke`go. Skupiając się jednak na pierwszej części książki doczyczącej Gabonu (druga traktuje o Polinezji Francuskiej), można zarysować sobie fantastyczny obraz kraju niedotkniętego jeszcze dzisiejszą rabunkową cywilizacją wycinania lasów i ogólnie rozumianą globalizacją. Brouillet przedstawia portret Gabonu w czasach kolonialnych i zaraz na początku niepodległości, kiedy budował swoje pierwsze linie lotnicze tego kraju. Gabon będący teraz drugą ojczyzną autora, jawi się jako zielona, pokryta dżunglą kraina w Afryce równikowej. Książkę napisaną przez lotnika, czy pilota latającego nad buszem, jak kto woli, czyta się naprawdę przyjemnie, a jego przygody czy to w Gabonie czy później na środku Południowego Pacyfiku wydają się momentami wyrwane z niewiarygodnego snu. To jednak wszystko prawda. Jean-Claude Brouillet to prawdziwa postać.

Egipt

Na prastarej ziemi. Amitav Ghosh. 

Jeżeli sięgniecie po tą książkę z nadzieją znalezienia kopalni wiedzy o Egipcie i to jeszcze starożytnym, jak może sugerować tutył i okładka, to będziecie rozczarowani. To raczej obraz współczesnego Egiptu – głównie lat dziewiećdziesiątych ubiegłego stulecia – kiedy młody hinduski doktorant Amitav Gosh odbył kilka podroży do wiosek w delcie Nilu w okolicach miasta Damanhur. Opisuje realia życia na egipskiej prowincji z dala od metropolii takich jak Kair czy Aleksandria. Realia w których panują stare zasady w relacjach rodzinnych, gdzie starsze pokolenie decyduje o zamążpójściu młodych, a niemal wszyscy wieżą w duchy doprawiając to silną muzułmańską postawą religijną. Wątkiem głównym książki, który przewija się w treści całej książki, jest poszukiwanie anonimowego niewolnika, o którym informacje Gosh wydobył z dokumentów składu przylegającego do kairskiej synagogi. Nie porwała mnie ta książka, zwłaszcza kiedy odkryłem, że cały jeden, obszerny rozdział dotyczy Indii, a nie Egiptu. Napisana jest jednak językiem wciągającym i ciekawym, więc jeżeli wybieracie się właśnie na egipską wieś albo studiujecie antropolgię kulturową krajów islamu to może Was to zaciekawić.

Egipt: Haram Halal. Piotr Ibrahim Kalwas. 

Nie wiedziałem czego spodziewać się po pierwszej mojej książce Piotra Ibrahima Kalwasa, scenarzysty „Świata według Kiepskich”. Teraz już wiem i zamawiam jego następną powieść dotyczącą Erytrei. Tymczasem „Egipt: Haram Halal” to wnikliwie i bardzo interesująco przedstawiony wizerunek Egiptu i Egipcjan z wszystkimi ich wadami, z których autor trochę się naśmiewa. Jednak naśmiewa się z szacunkiem, krytykując bezsens, zacofanie i brak logiki w codziennym działaniu spowodowany nie tyle średniowiecznymi zasadami islamu, ale jeszcze starszą tradycją egipską. Dowiemy się dlaczego blisko 90% dziewczynek jest obrzezanych, dlaczego w Egipcie trudno być samotnym i dlaczego ludzie w Aleksandrii przechodzą przez ruchliwą promenadę nadmorską i wpadają pod pędzące auta zamiast bezpiecznie przedostać się przejściem podziemnym. Przeniesiemy się na ruchliwe i pełne życia (i smrodu w trakcie Święta Ofiarowania) aleksandryjskie uliczki, gdzie można w małej kafejce usiąść i kontemplować zmieniające się otoczenie jednego z piękniejszych i ciekawszych miast Afryki Północnej. To dobra książka. Cytaty:

„Kiedyś jeden szajch powiedział mi jakie wersety z Koranu są na biegunkę, a jakie na zaparcie”.

„(Szajch Asad al-Islam) Ostatnio, kiedy przyszła do niego grupa studentów, powiedział im, żeby wracali do domów, bo zamyka meczet, bowiem Bóg właśnie umarł”.

„Kara śmierci za ateizm i apostazję obowiązuje w ośmiu krajach na świecie. Wszystkie są muzułmańskie: Afganistan, Arabia Saudyjska, Iran, Malediwy, Mauretania, Pakistan, Sudan i Brunei”.

„Zapytałem go (Gamala – salafitę) o prawa mniejszości seksualnych, czy raczy im również je przyznać. Spojrzał na mnie uważniej i zapytał, czy mam żonę. Twierdząca odpowiedź wyraźnie go uspokoiła, po czym oświadczył enigmatycznie, że dla mniejszości seksualnych `jest miejsce w przyszłym świecie`”.

Czad

Czad. W poszukiwaniu straconego. Arun Milcarz. 

Chyba za dużo spodziewałem się po tej książce. Liczyłem na jakiś niesamowity opis wyprawy do Czadu, kraju mało znanego, rzadko odwiedzanego przez podróżników czy turystów. Spodziewałem się dużej porcji, jakże trudno dostępnych informacji o byłej francuskiej kolonii, zlokalizowanej niemalże w centrum Sahary. Nic z tego. Poza kilkoma nazwami miast i pustynnych osad oraz zdawkowymi, krótkimi informacjami o historii kraju czy ludności zamieszkującej Czad nie znalazłem tutaj właściwie nic interesującego poza filozoficznymi wywodami autora na temat naszej nudnej europejskiej rzeczywistości i jego osobistych problemów z żoną. Jednym słowem zawiodłem się. Miałem nadzieję, że może pod koniec autor narysuje obraz ciekawej Sahary w okolicach majestatycznych gór Tibesti zlokalizowanych na północy Czadu, przy granicy z Libią. Zwłaszcza, że mógł to zrobić korzystając ze szczęśliwej dla podróżnika okazji znalezienia się w tak interesującym miejscu. Niestety do ostatniej strony były tylko mało liczące się, przynajmniej dla mnie, opisy spędzania długich godzin w areszcie w Zuarke (Zuar, Zoar). Odniosłem nieodparte wrażenie, być może mylne, że autor chciał jedynie ucieć do Afryki przed szarą rzeczywistością Starego Kontynenetu, a zamiar poznania ciekawego kraju jakim jest Czad raczej mu nie przyświecał. Cytaty:

„Biały ma, więc biały da, bo biały ma zawsze wypchane nadmiarem kieszenie i żołądek, ma rozdymane ego i rozpalone do białości żądze.”

„Widziałem to w Ndżamenie, widziałem też w Abeche, widzę to dzisiaj. Aby podkreślić ważkość tematu rozmowy bądź skalę przyjaźni, mężczyźni trzymają się za ręce. Widziałem, ale nie rozumiem, nie lubię, nie akceptuję.”

Zimbabwe

Naszaafryka.com. Maciej Malicki. 

Nieco zdziwiłem się, gdy książka dotarła do mnie. Niestandardowy format, niestandardowy układ tekstu poprzeplatanego zdjęciami i niestandardowy styl pisania. Na dodatek, gdy przeczytałem pierwszych kilka stron zacząłem dochodzić do wniosku, że to była strata pieniędzy, ale jednak coś przeważyło i zachęciło mnie do przebrnięcia do końca. I było warto. Może autor, werbista mieszkający od lat w Bulawayo w Zimbabwe, nie ma stylu równego Fidlerowi czy Kapuścińskiemu, ale nie o to chyba tutaj chodzi. Dostajemy garść informacji z pierwszej ręki; i to ręki mieszkającej „u źródła”. Na temat Zimbabwe nie znajdziemy wielu pozycji w języku polskim na naszym rynku, więc jeżeli ktoś wybiera się tam i ten język mu odpowiada, to może warto sięgnąć po tą książkę-album. Ksiądz Maciej Malicki rysuje obraz zrujnowanego kraju sprzed około 10 lat (książka była wydana w 2008 roku), gdzie inflacja zaczyna szaleć, a bieda dotyka większość populacji. Choroby i śmierć są na porządku dziennym. Ale śmiech i radość także. Dowiemy się jak wyglądają procedury administracyjne i codzienne życie w kraju starzejącego się już (na szczęście) Roberta Mugabe. Oprócz osobistego portretu samego Zimbabwe autor zabiera nas na krótkie wycieczki do okolicznych krajów takich jak Kenia czy Tanzania. Cytaty:

„Jedna znajoma postanowiła się bronić. Kupiła pistolet. Rejestracja, instrukcja obsługi. Potraktowała sprawę poważnie. Oczywiście, najpierw wizyta na komisariacie. Pouczenie policjanta: `Jak strzelasz, to zabij. Ranny wyzdrowiej i się zemści. Nie wolno strzelać, kiedy napastnik jest w ogrodzie. Poczekaj, aż wejdzie do domu, i wtedy strzelaj z bliska. A jak ci się zdarzy zabić kogoś w ogródku, to zaciągnij ciało do domu, zanim zadzwonisz po policję. To wszystko. A teraz muszę iść podziękować pewnej kobiecie, która zabiła złodzieja. Długo go szukaliśmy.`”

„Rozmawiamy sobie po Mszy w niedzielę. Pytam jedną parafiankę: – Jak mąż się miewa? – A nie wiem. W środę pojechał do kolejki po benzynę. Wczoraj dzwonił, mówił, że może jutro przywiozą.”

„Ktoś opowiedział mi niezły numer z lekarstwami: tabletki, zanim do aptek, to do mielenia sie oddaje. Do tego tabletkowego proszku dosypuje się jakiejś mąki i lepi tabletki jeszcze raz. I po tym prostym zabiegu do aptek trafia dwa razy więcej tabletek.”

Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe. Peter Godwin. 

Muszę przyznać, że książka ta zmieniła nieco moje postrzeganie Zimbabwe. Brutalność reżimu Roberta Mugabe, najstarszego afrykańskiego dykatatora przekracza wszelkie możliwe wyobrażenia. Kiedy w 2008 roku przegrał wybory rozpętał kampanię terroru wobec swoich przeciwników politycznych na nieporónywalną skalę (może oprócz tej w Matabelelandzie). Peter Godwin, który z urodzenia jest Zimbabweńczykiem, rozmawia z ofiarami tortur, nagonek i aresztowań. Opisy doświadczeń baohaterów jak i prawie cała książka jest przeznaczona raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Momentami czytelnik może mieć już dość opisów podpaleń, ucieczek, wymuszania zeznań i podobnych drastycznych ptaktyk, które stosują ludzie partii ZANU-PF przeciwko sąsiadom z MDC. To jednak prawda od której nie uciekniemy. Książka to ponadprzeciętna dająca obraz kraju rządzonego przez wykształconego psychopatę, który nie zamierza oddać władzy przed śmiercią swoją i niestety tysięcy własnych obywateli. Cytaty:

„Kiedy Sally (pierwsza żona Mugabego – przypis autora) umierała na niewydolność nerek, Mugabe wysłał męża Grace, oficera lotnictwa, Stanleya Gorerazę, do Chin, a następnie spłodził z Grace dwójkę dzieci”.

„Czy jeżeli ludożerca je nożem i widelcem – to postęp?” – Stanisław Lec

„Poźniej schwytali go (Stompiego Moeketsiego – przypis autora) ochroniarze Winnie, żony Nelsona Mandeli, która coraz bardziej błądziła, i od tamtej pory go nie widziano. Kilka tygodni później znaleziono ciało Stompiego. Potem wyszło na jaw, że zamordowali go ochroniarze Winnie. (która o wszystkim wiedziała i być może zleciła to zabójstwo – przypis autora)”.

„Mugabe ma demencję. On naprawdę wierzy, że jesteśmy marionetkami, naprawdę wierzy, że toczy szlachetną walkę przeciwko imperialistom, a kraj potrzebuje go jak nigdy dotąd. Wszystko to jest odbiciem jego szaleństwa, świadczy o utracie kontaktu z rzeczywistością”.

„… jak poznać, czy misjonarz `wtopił się w miejscowych`. Test nosi nazwę muchy w herbacie. Świeżo przybyły do Afryki misjonarz, kiedy do herbaty wpanie mu mucha, wydobywa ją. Po spędzeniu tutaj dłuższego czasu wypija herbatę z muchą, a `wtopiwszy się w miejscowych`, chwyta przelatującą muchę, wrzuca do herbaty i wypija”.

„W razie suszy antylopa impala potrafi wchłonąć własny płód w pierwszych trzech miesiącach od zapłodnienia lub przedłużyć ciążę od sześciu i pół do dziewięciu miesięcy”.

„Drzewo próby, oppositifolia, pod którym drzemią trzy płowe lwy, jest mocno toksyczne. Plemię San używa go do zatruwania grotów strzał. W dawnych czasach, kiedy oskarżono kogoś o czary, kazano mu wypić wywar z tego drzewa. Jeśli człowiek umarł, był niewinny”.

Stare powiedzenie ludu Szona:

„Co to za uprzejmość, żeby hiena czuwała przy zmarłym człowieku?”.

Seszele

Birds of Seychelles. Malcolm Penny. 

Nie opisywałbym tutaj tej książki, gdyby był to zwyczajny przewodnik o ptakach jak chociażby The Birds of Sao Tome e Principe, gdzie znajdują się wyłącznie zdjęcia i opisy awifauny danego kraju. Tutaj autor poświęcił pierwsze blisko pięćdziesiąt stron na przedstawienie krótkiej historii naturalnej Seszeli podając kilka bardzo ciekawych faktów. Można, na przykład, dowiedzieć się dlaczego ubarwienie ptaków żyjących na wyspach jest dużo mniej kolorowe od tych żyjących na kontynencie afrykańskim albo tego, które ptaki wyginęły i dlaczego miało to miejsce. Cytaty:

„Morne Seychellois on Mahe, bears a unique cloud-forest: here, as well as in the forestsof Silhouette, there are endemic populations of tree-frogs and chameleons, with snails and bettles which are found nowhere else.”

„The first permanent settlement in the Seychelles was in 1770, consisting of twenty-seven people on Ste Anne Island. Four years later there were over 1000 residents, mostly slaves, there and on Mahe, collecting coconuts as well as supplying tortoises and timber to passing ships and digging out the small stocks of guano.During the clearing of forests to establish the plantations, fires were a common occurrence, so that more land was cleared than was needed to grow the crops; the destruction of the islands had started.”

„The number of different invading species which an island group can collect is determined largely by its distance from continents and its size. Seychelles, being small even in the old days when more land was exposed than now, and isolated by more than 600 miles from Madagascar, has a rather small avifauna – though botanically it is richer than would be expected, and this is not readily explained.”

„The suggestion is that if the breeding dress of the male is drab, and not too different from his off-season dress, he will be more easily able to invade the territory of another male to make use of its resources. Thus if a tree is fruiting abundantly in the territory of a breeding pair, drabber males will have a better chance of invading the territory to feed on the tree without provoking aggression from the territory`s owner. Any reduction in aggression is advantageous to the individuals concerned, whether the attacker or attacked, because it reduces their chances of getting hurt or killed in a fight.”

Republika Środkowoafrykańska

Bosonoga Księżniczka. Evelyn Durieux. 

Nie jest to dzieło porywające, ani światowej klasy best-seller, ale być może warto po tą książkę sięgnąć jeżeli wybieramy się do Republiki Środkowoafrykańskiej albo interesuje nas życie prywatne Jeana-Bedela Bokassy i jego syna. Bo właśnie to tym jest ta opowieść. Dziewiętnastoletnia Francuzka, Evelyn Durieux, wychodzi za mąż za Georgesa Bokassę – syna cesarza tego przedziwnego, biednego afrykańskiego kraju. Syn dyktatora, w wielu aspektach przypomina swojego despotycznego ojca, co niedługo po ślubie, zamienia życie młodej Evelyn w koszmar. Gdy pojawiają się na świecie ich dzieci, młoda Francuzka nie myśli już o niczym innym jak tylko o ucieczce i rozwodzie. Ostatecznie, po dziesięciu latach udaje się jej to osiągnąć. Książka ukazuje sylwektę psychopatycznego, niezrównoważonego cesarza żyjącego w niewyobrażalnym luksusie na tle zrujnowanego kraju. Cytaty:

„Jean-Bedel Bokassa miał – poza kobietami – również inne pasje. Wśród nich na pierwszym miejscu niewątpliwie należy wymienić upodobanie do wojskowych orderów, które dumnie nosił przy każdej nadarzającej się okazji. Oprócz tego uwielbiał robić zdjęcia; posiadał nieprawdopodobną liczbę aparatów fotograficznych najwyższej klasy. Swoją broń – strzelby i pistolety – traktował zwykle lepiej niż ludzi; troszczył się o nią niemal z czułością. Kochał najstarsze roczniki whisky Chivas i z wielkim upodobaniem oglądał filmy pornograficzne”.

„Kiedy (Bokassa – przypis autora) dowiedział się o oddziałach kobiecych swego `brata` Kadafiego, uparł się, że musi mieć u siebie w kraju to samo. Znalazł nawet metodę na `zwerbowanie` kobiet – każdą prostytutkę w Bangi, którą złapano na gorącym uczynku, przymusowo wcielano do wojska”.

Erytrea

Czas. Piotr Ibrahim Kalwas. 

Kiedy skończyłem czytać książkę pana Kalwasa pt. `Egipt: Haram Halal` i dowiedziałem się, że wcześniej napisał `Czas` traktujący o Erytrei nie zastanawiałem się długo nad kupnem. Niestety trochę się rozczarowałem. Chyba zadziałała tutaj zasada nabierania doświadczenia z wiekiem dotycząca także pisarzy. `Czas` był napisany w 2003 roku czyli kilknaście lat przed książką o Egipcie i jest być może dlatego dużo słabszy. Niewiele znajdziemy tutaj informacji dotyczących tego mało znanego kraju w Rogu Afryki, który uwolnił się spod panowania Etiopii. Dowiemy się za to wielu szczegółów z dziecięcego i młodzieńczego życia autora takich jak na przykład to, że popijał piwo na ławce w parku czy to, że mieszkał w bloku w Warszawie. Osobiście bardziej ciekawy byłem obrazu i odbioru czy oceny, nawet subiektywnej, Erytrei do której planuję się wybrać w najbliżych latach. Nie oznacza to jednak, że książkę trzeba całkiem przekreślić. Po Erytrei będziemy podróżować z autorem śladami jego marzeń mających swoje korzenie w książce czeskiego pisarza Mirko Paska – Poławiacze Pereł (Lovci Perel). Odwiedzimy więc Asmarę, Keren, jeden z klasztorów w górach przy granicy z Etiopią, Massawę i na końcu dotrzemy na wyspę Dahlak Kebir w archipelagu Dahlak na Morzu Czerwonym. Cytaty:

„Bardzo dużo było punktów naprawy rowerów, tutaj wielu ludzi jeździ na rowerach, to zwyczaj upowszechniony w Erytrei przez Włochów, tak jak skutery. Te rowery, to była niezwykła kompilacja blach, kabli, zardzewiałych łańcuchów i kawałków drewna, służących za pedały. To były prawdziwe dzieła sztuki. Sztuki, która wynikała nie z potrzeb artystycznych, tylko ze zwykłej biedy”.

„Jarały się kominy w koncentrakach (obozach koncentracyjnych – przypis autora) jak ta lala, a papież palcem nie kiwnął i chianti z Mussolinim w Wiecznym Mieście popijał. Tak było…. Papież z Polski za to przeprosił. Czy za to można przeprosić”.

„W średniowieczu, w muzułmańskiej Hiszpanii były trzy dni wolne od pracy: piątek dla muzułmanów, sobota dla żydów, niedziela dla chrześcijan. Judaizm był wyznaniem chronionym. W kalifacie istniała tolerancja nieznana pogrążonej w mrokach średniowiecza Europie”.

„Jak pisze biznatyjski historyk kościoła – Rufinus, chrześcijaństwo dotarło tutaj (do Erytrei – przypis autora) przez przypadek: powracający z Indii chrześcijanie syryjscy rozbili okręt o rafy Wysp Dahlackich i już na zawsze pozostali na tej ziemi”.

„Sufizm to taka muzułmańska teozofia i mistycyzm. Islamski chasydyzm. Indywidualna droga do Boga, omijająca tradycję i praktyki religijne. Często okraszona różnymi popychaczami, w postaci wina, katu, czy haszyszu. To najstarsza herezja islamu, obficie korzystająca z doświadczeń wczesnochrześcijańskich gnostyków, kabalistów żydowskich, azjatyckich i afrykańskich szamanów, a także hinduskich joginów”.

Somalia

Dryland. Konrad Piskała. 

Opisanie losów życiowych Abdulkadira Gabeire Faraha, Somalijczyka mieszkającego w Polsce wprowadza nas w realia życia kraju ogarniętego wojną. Pan Piskała ukazuje trudne dzieciństwo i następnie usiane problemami i przeróżnymi przeszkodami życie dorosłego już bohatera książki. Pan Farah mieszkając w naszym kraju sprawuje przez jakiś czas funkcję prezesa Fundacji dla Somalii. Myśli o byciu politykiem w rodzinnym kraju. O tym nie przeczytamy już w książce, ale w roku 2015 ginie w wyniku wybuchu samochodu pułapki w dzielnicy rządowej Mogadiszu. Osoba pana Farafa stanowi niejako tło i wyjaśnienie niełatwych realiów funkcjonowania Somalii, do której i sam autor w końcu decyduje się polecieć. Najpierw odwiedza Hergejsę i kilka innych miejsc w Somalilandzie, aby następnie polecieć starym, zdezelowanym, rosyjskim samolotem do Mogadiszu. Dowiemy się jak funkcjonuje to klanowe społeczeństwo, gdzie wydawałoby się na pierwszy rzut oka, nie da się normalnie żyć. Zobaczymy jak wyglądały kiedyś piękne plaże w stolicy i jak zwykli obywatele radzą sobie z wojną. To już druga książka tego autora, którą przeczytałem, i mogę ją podsumować jednym słowem – dobra. Cytaty:

„Tylko pies, który jest martwy, nie chce kości…”.

„Potem radio daje krótki rys historyczny: Ogaden, który na mocy porozumienia brytyjsko-etiopskiego wchodzi w 1897 roku w skład Cesarstwa Etiopskiego, pięćdziesiąt siedem lat później, w roku 1954, zostaje włączony do Etiopii. To początek konfliktu i moment zawiązania separatystycznej partyzantki somalijskiej. 23 lipca 1977 roku wojska wysłane z Mogadiszu najeżdżają sąsiednie państwo, by przejąć kontrolę nad sporną prowincją”.

„… Zjednoczone Emiraty Arabskie uchodźców nie przyjmują. Jak to nie przyjmują? Oni i my jesteśmy muzułmanami, więc chyba powinni nam pomóc – złościli się. Tylko, że świata arabskiego w tamtym czasie bracia Somalijczycy nie obchodzili. Fahmi Houejdi, egipski dziennikarz, gorzko podsumował w kairskim dzienniku ‚Al Ahram’ efekt zbiórki na głodujących Somalijczyków, która po dziesięciomiesięcznej kweście w Egipcie wyniosła zaledwie dwadzieścia pięć funtów”.

„Robert Kaplan przypomina, że każda władza, choćby brutalna, jest lepsza niż brak władzy. Nawet demokratyczna, która w rzeczywistości nie kontroluje sytuacji w kraju, może być z punktu widzenia praw człowieka gorsza od dyktatury kontrolujacej sytuację. Dla przeciętnego obywatela Somalii rzeczywistość bez Siada Barrego okazała się dużo potworniejsza niż życie w cieniu reżimu”.

„Nigdy wcześniej w historii Somalii nie zdażały się tak okrutne zabójstwa. Sąsiedzi porywali sąsiadów. Porwanych stawiali na wagę i żądali tysiąca dolarów za kilogram ciała. Jeśli nie otrzymali odpowiednich pieniędzy, to oddawali ciało pomniejszone o niedopłacony okup. Bez ręki, nogi”.

„Wyrok zgodnie z zasadą krew za krew wykonywany jest na mordercy lub na którymś z członków jego rodziny. Powstał absurdalny cykl zemsty. Szczególnej somalijskiej wendety, która potrafi trwać w nieskończoność. W dodatku trzeba zabić osobę o wyższej lub przynajmniej równej ofierze pozycji społecznej. W wojnach klanowych ginęła więc przede wszystkim somalijska inteligencja. Cennik: sprzedawca w sklepie – prawnik, kierowca – nauczyciel”.

„Kobiety z bogatych rodzin albo te, które się dobrze wydały, to rodzaj somalijskiej arystokracji. Są nieskalane pracą i obowiązkami”.

„Przez setki lat Somalijczycy mogli przetrwać tylko dlatego, że tworzyli ogromną rodzinę. Poza klanem w Somalii jest się nikim”.

„Wojna w Somalii toczona jest przede wszystkim w sandałach i japonkach”.

Liberia

Przez noc wielkich drzew. Gérard Périot. 

Można by rzec, bez zbytniej przesady, że opowieść ta to „absolute stunner” jak mawiają Brytyjczycy. Może nie sama książka, ale historia przygód młodego autora, który wybrał się z własnej woli, pchany tylko ciekawością, do wnętrza Liberii na przełomie roku 1951 i 1952. Przemierzył tam blisko 1500 mil w lasach południowo-wschodniej części tego mało znanego wówczas kraju Afryki Zachodniej wędrując z Monrovi, a dokładniej z plantacji kauczukowej firmy Firestone (miasteczko Harbel) do granicy z Wybrzeżem Kości Słoniowej. To, że uszedł z życiem po aresztowaniu w hrabstwie Tchien było niemalże cudem. Pan Periot maszerując przez Liberię, robił skrupulatne notatki i zdjęcia dokumentując swoje przygody i życie napotkanych plemion takich jak na przykład Sarpoe. Dowiemy się co nieco o tajnych stowarzyszeniach i towarzyszących im rytuałach oraz fetyszach. To naprawdę fascynujący świat do którego niewielu miało i ma nawet dziś dostęp. Wracając jednak do samej konstrukcji książki to jest prawie rewelacyjna jak same przygody autora. Piszę prawie dlatego, że jedyną rzeczą jakiej zabrakło mi tutaj to trochę większej ilości informacji historycznych, geograficznych i etnograficznych na temat samej Liberii. Autor tylko prześlizguje się po tych tematach opisując w większości swoje, jakby nie było, niewiarygodne perypetie w liberyjskich lasach. Tak czy inaczej uważam, że to jedna z lepszych książek dotyczących Afryki i na pewno obowiazkowa lektura dla osób planujących wyprawę do Liberii. Czyli na przykład dla mnie :-) Cytaty:

„Dlatego właśnie nowojorski National City Bank, działający w imieniu potężnego towarzystwa kauczukowego Firestone z Akron (Ohio), zaproponował Liberii, że pożyczy jej pięć milionów dolarów w zamian za koncesję o powierzchni miliona akrów na zapleczu przylądka Mesurado. Nie mogąc związać końca z końcem Liberia przyjęła w grudniu 1926 roku propozycję National City Bank; natychmiast też rozpoczęły się prace kauczukowe”.

„Harvey Firestone, którego żona miała na imię Bella, połączył pierwsze sylaby swojego imienia i imienia żony i w ten sposób zrodziła się nazwa ‚Harbel Plantation’. Umiejscowienie tak olbrzymiego przedsiębiorstwa w kraju tak słabo rozwiniętym jak Liberia doprowadziło zresztą do gwałtownej krytyki poczynań Firestone’a. Ale to już inna historia”.

„Liberyjczykami są jedynie potomkowie amerykańskich niewolników, którzy począwszy od 1821 roku lądowali na Wybrzeżu Pieprzowym. Ci wyzwoleni niewolnicy – ci ‚Liberyjczycy’ – przybywając tutaj zastali afrykańskich tubylców. Nazywali ich natives. W gruncie rzeczy natives nie byli dla nich niczym więcej jak tylko dzikimi, z którymi musieli ostro brać się za bary, żeby obronić osady, jakie zdałali założyć wzdłuż wybrzeża. Oni sami natomiast byli dla miejscowych po prostu najeźdźcami”.

„…krabowana blacha stanowi w Liberii kryterium cywilizacji”.

„Bo czyż nie mówiono w nim (artykule prasowym – przypis autora), że poczynania Prezydenta Republiki Liberyjskiej wobec partii opozycyjnych przypominają działanie tłuczka do mięsa, którym się ‚zmiękcza’ zbyt żylasty befsztyk?”.

„Wielu elegantów nosiło również po kilka kapeluszy – jeden na drugim. Był to widomy dowód zasobności”.

„-Niech pan tylko spojrzy na tamtą staruchę z nocnikiem – wskazałem mojemu gospodarzowi kobietę, która właśnie to naczynie niosła przewieszone przez ramię. Jean-Pierre wybuchnął śmiechem: – To nie nocnik! To naczynie do picia wódki z trzciny cukrowej. Napełnia się je po brzegi i wychyla jednym haustem”.

„Umyłem ręce, nie bez zakonotowania sobie, że gdy Liberyjczycy używają ręczników, to nigdy ich nie piorą: tak są sztywne i śmierdzące, że trudno to sobie wyobrazić. Wychodzi sie z zasady, że skoro ręczniki służą do wycierania umytych części ciała, wobec tego nie ma powodów, by mogły stać się brudne. W rezultacie są równie miękkie jak pilnik do drzewa”.

„Mówi się, że pijacy nigdy nie mają kataru”.

„Ta poligamia, właściwia wszystkim środowiskom warstwy rządzącej, w najmniejszej mierze nie przeszkadza Liberyjczykom w ich zupełnie niebywałej religijności. Religią państwową jest w Liberii anglikanizm episkopalny i bodaj nikt, kto nie należy do tego wyznania, nie ma szans na otrzymanie jakiegokolwiek zajęcia w urzędach państwowych”.

„A przecież tak łatwo zostać pastorem! No bo niech pan sam powie, panie Periot. Poprowadzą mnie przed jury i zapytają, czy wierzę w Boga. Skrzyżuję ręce na piersiach i powiem po prostu: ‚Wierzę!’ A potem? No, a potem już nic, tylko do kasy!”.

„…tajemnica polega na tym, że w ogóle nie ma tajemnicy”.

„Dla większości ludów czarnej Afryki dzieci w chwili przyjścia na świat nie są ani chłopcami, ani dziewczynkami. Mają w sobie pierwiastki obydwu odmiennych płci i -teoretycznie – przynależą równie dobrze do jednej, jak i do drugiej: ich płeć jest jeszcze niezróżnicowana. Dopiero stopniowo, w miarę dorastania, płeć sie ustala”.

Kochanie. Russel Banks. 

Jednak można w ciekawy sposób połączyć fikcję literacką z rzeczywistością. A zawsze myślałem, że z takiego melanżu nic dobrego nie wyjdzie i raczej unikałem takich powieści. Jednak w obliczu braku literatury dotyczącej Liberii sięgnąłem po tą książkę i przekonałem się do niej. Hannah Musgrave, fikcyjna postać, pełniąca rolę narratora to dzisiaj blisko sześćdziesięcioletnia Amerykanka, która bedąc młodą kobietą wyszła za Woodrowa Sundiatę, Liberyjczyka będącego ministrem w rządzie najpierw przy prezydencie Tolbercie, a następnie przy Samuelu Doe. Hannah urodziła Woodrowowi trójkę chłopców, których w pewnym momencie życia musiała, na życzenie prezydenta Doe, zostawić w Liberii i wyjechać do USA. Będąc tam pomogła Charlsowi Taylorowi uciec z więzienia i powrócić do Afryki. Kiedy podążyła za nim na czarny kontynent, do swoich synów i męża, w Liberii rozpętało się piekło wojny. Życie i przygody głównej bohaterki kończą się beznadziejnie w tym małym afrykańskim kraju. Mąż zostaje zabity na zlecenie prezydenta Doe, a synowie także gdzieś przepadają w wojennej zawierusze. Wszystkie te losy rodziny Sundiata to na szczęście fikcja, ale niestety liberyjska wojna i jej ofiary oraz brutalni politycy i podporządkowani im młodociani żołnierze to jednak prawda. Prawdziwe są także wszystkie historyczne wydarzenia opisane tutaj dotyczące prezydentów Liberii, dat konfliktów i udziału USA w całym tym zamieszaniu. Książka ta, pomimo że nie lubię fikcji, godna jest przeczytania. Cytaty:

„Liberia, w kształcie grubej jaszczurki, jest maleńkim krajem, nie większym niż stan Tennessee; przez wiele pokoleń nie była godna uwagi dla nikogo, kto tam nie mieszkał”.

„Rozważni biali, a także niektórzy czarni Amerykanie zadali sobie pytanie: dlaczego by nie odesłać wyzwolonych niewolników z powrotem do Afryki?”

„Miejsce wybrali idealnie. Pierwsi amerykańscy osadnicy – kilkuset chrześcijańskich wolnych mężczyzn i kobiet oraz świeżo wyzwolonych niewolników – dobili do brzegu w 1825 roku. Położonej na półwyspie wiosce handlowej nadali nazwę Monrowia, na cześć Jamesa Monroego, piątego amerykańskiego prezydenta, jednego z wczesnych zwolenników idei powrotu. W szybkim czasie założono pierwszą kolonię Stanów Zjednoczonych”.

„Już w latach czterdziestych dziewiętnastego wieku Amerykanie, w odróżnieniu od europejskich kuzynów, zainstalowali w Afryce Zachodniej odnawialną klasę domorosłych nadzorców – lojalną klasę panującą złożoną z kilkudziesięciu tysięcy wyzwolonych lub zbiegłych niewolników siejących postrach w Filadelfii, Nowym Jorku i Bostonie oraz z niemal podobnej liczby wyzwolonych niewolników, prawie wyłącznie z Południa, którzy zgodzili się zamienić niewolę na wygnanie. Układ ten przez długi czas, nawet do dziś, wosicie opłacił się inwetorow”.

„Świat się zmienia, ale zasady wyzysku pozostają takie same”.

„Społeczności dla dziewcząt i kobiet nazywały się Sande, wyjaśnił Woodrow, a bractwa mężczyzn nosiły nazwę Poro”.

„Znany diabeł jest lepszy niż nieznany. Amerykę znamy. Znamy też Anglię i całą resztę. Za to Chin i Rosji nie znamy. Żyjemy więc z takim systemem, jaki mamy. Zresztą socjalizm, niezależnie od tego, jak bardzo mogą mi się podobać pewne pomysły, nie jest dobry dla nikogo. Kapitalizm jest przynajmniej dobry dla niektórych z nas. Prawda?”

——————————————–