Armenia

Notatka z trasy (..................)

Do Armenii dotarliśmy pieszo. Ze śpiącym Dawidem w wózku, w czterdziestostopniowym upale maszerowaliśmy z gruzińskiego posterunku granicznego gdzie nasze plecaki zostały prześwietlone skanerem i gdzie zrobiono nam zdjęcia. Budynek armeńskich służb granicznych wydawał się być dużo mniejszy i skromniejszy niż gruziński odpowiednik. Celnik siedział w klimatyzowanej budce podczas gdy my wraz z rzeszą innych osób czekaliśmy na zewnątrz aż wkleją nam wizy i ostemplują paszporty.

Po około pół godziny byliśmy gotowi do drogi. Niestety nie zastaliśmy kolejki taksówkarzy i kierowców marszrutek chcących zawieść nas do Dilijanu. W Gruzji nie mogliśmy się czasami opędzić od nadmiaru propozycji, a tutaj? Cisza. Znalazł się jednak po chwili jakiś starszy kierowca, który za dość wysoką sumę zaoferował przejazd do wybranej przez nas miejscowości. Niestety z braku konkurencji nie wiedzieliśmy czy płacimy dużo czy mało. Dawid smacznie spał więc nie chcąc marnować czasu ruszyliśmy w drogę.