Armenia

Do Armenii dotarliśmy pieszo. Ze śpiącym Dawidem w wózku, w czterdziestostopniowym upale maszerowaliśmy z gruzińskiego posterunku granicznego gdzie nasze plecaki zostały prześwietlone skanerem i gdzie zrobiono nam zdjęcia. Budynek armeńskich służb granicznych wydawał się być dużo mniejszy i skromniejszy niż gruziński odpowiednik. Celnik siedział w klimatyzowanej budce podczas gdy my wraz z rzeszą innych osób czekaliśmy na zewnątrz aż wkleją nam wizy i ostemplują paszporty.

Po około pół godziny byliśmy gotowi do drogi. Niestety nie zastaliśmy kolejki taksówkarzy i kierowców marszrutek chcących zawieść nas do Dilijanu. W Gruzji nie mogliśmy się czasami opędzić od nadmiaru propozycji, a tutaj? Cisza. Znalazł się jednak po chwili jakiś starszy kierowca, który za dość wysoką sumę zaoferował przejazd do wybranej przez nas miejscowości. Niestety z braku konkurencji nie wiedzieliśmy czy płacimy dużo czy mało. Dawid smacznie spał więc nie chcąc marnować czasu ruszyliśmy w drogę.
Dilijan na pierwszy rzut oka nie wydawał sie zachęcającym miastem. Trafiliśmy jednak do bardzo miłych gospodarzy przy ulicy Myasnikan Poghots, gdzie Nina i jej mąż gościli nas w swoim skromnym domku z ogrodem. Sprzed bramy wjazdowej rozciągał się piękny widok na okolicę. (Na zdjęciu powyżej). Pani Nina gotowała pyszne jedzenie, a wieczorem do kolacji podawała domowej roboty wino albo wódkę robioną z owoców.
Wielkie niebieskie oko Armenii. Tak mówią na mieniące się odcieniami błękitu, położone na wysokości 1900 m n.p.m. Jezioro Sevan. Oddalone jest od Dilijanu o godzinę drogi, więc całodniowa wycieczka okazała się być dobrym pomysłem.
Temperatura nad jeziorem jest dużo niższa niż w samej stolicy, a zimna woda, pozwala na ochłodzenie się w miesiącach wakacyjnych upałów.
Na półwyspie wcinającym się w jezioro usytuowanych jest kilka ważnych budowli – klasztor Sevan (Sevanavank), wakacyjna rezydencja prezydenta i seminarium Armeńskiego Apostolskiego Kościoła.
Erewań to najspokojniejsza z trzech odwiedzonych przez nas stolic. Życie płynie tutaj powoli, ludzie siedzą w kawiarniach i restauracjach delektując się ormiańską kuchnią i trunkami. Pomimo, że to ponadmilionowa metropolia nie czuć tutaj tak charakterystycznego dla wielkich miast pośpiechu.
Katedra Surp Grigor Lusavorich została wybudowana na rocznicę 1700-lecia chrześcijaństwa w Armenii w 2001 roku.
Galust i Anna Tormasyan są naszymi gospodarzami w Erewaniu przy ulicy Burnazyan Poghots. Z małego tarasu na pierwszym piętrze widać w oddali górę Ararat.
Tsitsernakaberd – tak nazywa się Muzeum Ludobójstwa Ormian. Warto tutaj zajrzeć, aby uzmysłowić sobie skalę morderstwa dokonanego przez Turków. 24 kwietnia Ormianie obchodzą rocznicę rozpoczęcia eksterminacji.
Echmiadzyn. Tutaj mieści się siedziba Katolikosa – głowy Armeńskiego Kościoła Apostolskiego, odpowiednika katolickiego papieża.
Armenia zaskoczyła nas różnorodnością owoców sprzedawanych na bazarach. Brzoskwinie, które jedliśmy tutaj, należą chyba do najsmaczniejszych na świecie. W sklepach jest mnóstwo soków z przeróżnych owoców, których nazw nie byłem w stanie zapamiętać, gdyż w Polsce nie są dostępne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *