Azerbejdżan

Spędziliśmy w Azerbejdżanie tydzień i wbrew ostrzeżeniom o niemiłych policjantach, ogromnej biurokracji i generalnie nieprzychylnie nastawionych mieszkańcach mamy odmienne zdanie dzisiaj. To kraj nieprzystosowany jeszcze na przyjmowanie turystów o chudych portfelach, więc podróżowanie wymaga odrobinę przygotowania i wysiłku, ale gdy zdobędziemy się na to, Azerbejdżan odkryje przed nami naprawdę ciekawe i interesujące miejsca, niezmienione jeszcze przez masową turystykę. Ludzie zaś są mili i serdeczni, szczególnie ci mieszkający poza stolicą.

Rozpoczęliśmy naszą wizytę od kosmopolitycznego Baku, skąd pojechaliśmy na południe do miejscowości Qubustan, aby zobaczyć przedziwne wulkany błotne. Po powrocie do stolicy wsiedliśmy do nocnego pociągu jadącego do Gruzji, aby wysiąść w pięknie położonej, górskiej miejscowości Seki. Kilka dni spędzonych tutaj i w okolicznych wioskach pozwoliło nam podpatrzeć jak żyją Azerowie w tym kaukaskim regionie.
Wszystko rozpoczęło się od biegania i zwiedzania lotniska w Warszawie i Rydze. Dawid nie usiadł ani na moment. Bardzo interesowały go wszystkie przedmioty znajdujące się w halach odlotów. Wszystko to wyszło jednak na dobre, bo gdy lądowaliśmy w środku nocy na lotnisku ojca narodu azerskiego Heydara Aliyeva to Dawid już mocno spał. My zaś rozpoczęliśmy zagmatwane procedury wizowe, które pozwoliły nam na szybkie rozstanie się ze sporą ilością gotówki z naszych portfeli. Wizy za to mieliśmy pięknie wklejone na całą stronę w paszporcie i kraj stał przed nami otworem. Właścicielka naszego mieszkania w centrum miasta czekała już ze swoim synem, aby zabrać nas swoją starą ładą do stolicy. Było zupełnie ciemno gdy przejeżdżaliśmy przez długi most łączący lotnisko z podmiejskimi dzielnicami, ale już widać było, że Baku to ogromne miasto. Na miejsce dotarliśmy około drugiej w nocy.
Rano wyruszyliśmy na zwiedzanie Baku. Wiele czytałem o stolicy Azerbejdżanu i jakieś wyobrażenie miasta tkwiło w głowie, ale lepiej jest oglądać coś w rzeczywistości niż tylko wyobrażać sobie. Mieszaliśmy w samym centrum przy ruchliwej ulicy Raszida Behbudova skąd mieliśmy kilka minut spaceru do nadmorskiego bulwaru. Nasze mieszkanie przypominało polskie M3 żywcem skopiowane z socjalistycznych osiedli blokowych, ale nie przeszkadzało to nam, a wręcz sentymentalnie przypominało o minionych czasach w naszym kraju. Klatka schodowa bez światła i z powybijanymi szybami nie sprawiała dobrego wrażenia na początek, ale samo mieszkanie zarówno nam jak i Dawidowi przypadło do gustu.
Podczas gdy Dawid przeżywał pierwsze spotkania z kotami, my delektowaliśmy się azerską herbatą, która z dodatkiem cytryny wspaniale zaspokaja pragnienie gdy słupek rtęci sięga 40 kresek.

Azerowie to tureckojęzyczny naród zamieszkujący głównie Azerbejdżan oraz północno-zachodni Iran, a także – w znacznie mniejszych skupiskach – Rosję, Gruzję, Armenię oraz kilka państw Bliskiego Wschodu W sumie ok. 35 mln osób. Uważa się, iż Azerowie są potomkami Albanczyków kaukaskich i Medów zmieszanych z ludnością irańską. W rzeczywistości są potomkami przybyłych tam plemion turkijskich które zmieszały się z ludnością indoeuropejską, kaukaską i semicką.

Azerowie posługują się językiem azerskim, który jest blisko spokrewniony z tureckim;

Wyznają oni islam szyicki (85%) i sunnicki (15%).
Iczeri Szeher czyli miasto wewnętrzne albo stare miasto jest naprawdę pięknie zachowane i warto tutaj spędzić kilka godzin spacerując wąskimi uliczkami podziwiając odrestaurowane budowle.
W sporej większości XV wieczny Pałac Szyrwanszachów, dziś pięknie odnowiony, był siedzibą panującej w tamtych czasach dynastii.

Dorn Soviet czyli siedziba azerskiego rządu sprawia wrażenie kolosalnej budowli usytuowanej przy placu Azadliq, tuż obok Primorskiego bulwaru.

Baku to także miejsce o „największym zagęszczeniu luksusowych limuzyn”. Nie widziałem na świecie miasta gdzie przepych i bogactwo jest tak wyeksponowane i podkreślone przez ogromną liczbę drogich aut. Oczywiście pomiędzy tymi krążownikami szos przemyka także ogromna ilość znajomych nam ład i wołg.
Zniszczony przez Sowietów w 1934 roku meczet Bibi Heybet przez wieki był najświętszym miejscem tego regionu. Oryginalnie powstał w XIII wieku, ale to co dzisiaj oglądamy to budowla z 1998 roku. Z placu za meczetem rozpościera się piękny widok na Baku i port.
Palcik Vulkanlar – tak miejscowi nazywają wulkany błotne leżące 10 kilometrów od Qubustanu. Warto tą nazwę zapamiętać, gdyż niewiele osób zna angielski, a drogę do tego miejsca nie łatwo znaleźć. My dotarliśmy tutaj po godzinie błądzenia po szutrowych szlakach.

6000 tysięcy malowideł skalnych datowanych na 12 tysięcy lat wstecz można oglądać w Qubustan Petroglyph Reserve, który znajduje się na wzgórzach górujących nad suchym i zapylonym miastem Qubustan.

Dotarliśmy tutaj zaraz przed zachodem słońca, gdy strażnicy oficjalnie zamknęli już park. Udało się ich jednak przekonać, aby zaczekali na nas blisko godzinę, podczas gdy my mogliśmy się z bliska przyjrzeć naskalnym motywom zwierząt i pospacerować po wytyczonych między głazami dróżkach.

Warto tutaj zajrzeć.

Samo Seki jest jednym z najbardziej turystycznych miast Azerbejdżanu, ale nawet tutaj ciężko spotkać przybyszów z innych krajów. Azerowie szczycą się tym, że to jedno z najpiękniejszych miast ich kraju i chyba mają do tego powody. Wzgórza otaczające miasto, porośnięte głównie liściastymi drzewami tworzą coś na kształt zielonego dywanu. Jest tutaj bardzo spokojnie, ze względu na niewielką liczbę aut i fakt, że miasteczko rozłożone jest na stosunkowo dużym terenie.

Ukończony w 1762 roku Pałac Chanów jest chyba najciekawszym miejscem w Seki. Wszystkie ściany sal, tego niewielkiego pałacu pokryte są przepięknymi, kolorowymi malowidłami.

Pyszne wiejskie śniadania serwowane w Pensjonacie Sahil zatrzymały nas w Seki o dzień dłużej niż planowaliśmy.

Poniżej widać śnieg pokrywający szczyty wokół miasta. Był to początek lipca.

Wracając spacerem z wioski Kis, gdzie znajduje się pięknie odnowiony Albański Kościół (na zdjęci poniżej) podziwialiśmy górskie widoki i wyschnięte koryta rzek.

Chcąc dostać się do granicy z Gruzją musieliśmy się nieźle natrudzić aby znaleźć chętnego kierowcę. Niewiele osób decyduje się na tak dalekie wyprawy z Seki. Regularnych połączeń autobusowych jest niewiele, a podróż marszrutką z przesiadkami Dawidowi nie przypadłaby do gustu. Ostatecznie znaleźliśmy śmiałka który ruszył z nami w kilkugodzinną podróż. Zatrzymując się w wioskach i pytając o drogę dotarliśmy do granicy azersko-gruzińskiej. Na wycieczkę po Gruzji zapraszamy na osobną stronę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *