Portoryko

Tym razem wybraliśmy się na Karaiby. Polecieliśmy do Republiki Dominikany, skąd przepłynęliśmy na Portoryko. Wylatywaliśmy z Brukseli, więc była okazja, żeby zwiedzić siedzibę unijnych władz. Wracając przez Holandię zatrzymaliśmy się na dwa dni w Amsterdamie. Zobaczcie kilka zdjęć.

Krzysztof Kolumb w 1493 roku odkrył tą karaibską wyspę i od tej pory należała ona do Hiszpanii. Po 405 latach i przegranej wojnie z Amerykanami Hiszpania zmuszona była oddać wyspę Ameryce. W 1917 roku amerykański kongres dał wszystkim mieszkańcom wyspy obywatelstwo USA. Dzisiaj Portoryko pozostaje pod zwierzchnictwem Stanów Zjednoczonych, ale ma duży zakres autonomii dokładnie sprecyzowany w przyjętej 1952 roku konstytucji. Mieszkańcy Portoryko, pomimo że są obywatelami USA, nie głosują w wyborach do Kongresu i w wyborach prezydenckich, chociaż biorą udział w prawyborach prezydenckich. Portorykańczycy nie płacą też podatków federalnych od dochodów wytworzonych na wyspie. Przyszłość polityczna wyspy jest jeszcze otwarta, niektórzy mieszkańcy wyspy domagają się pełnej suwerenności, inni z kolei chcą pełnej integracji ze Stanami Zjednoczonymi i przekształcenia wyspy w kolejny stan USA.
Jedynym regularnym środkiem transportu na Portoryko poza samolotem jest prom linii Ferries del Caribe. Statek wypływa trzy razy w tygodniu z Santo Domingo, w niedzielę, wtorek i czwartek o godzinie 20.00 i płynie około 12 godzin. Lepiej do portu przyjechać kilka godzin wcześniej, bo kolejki są bardzo długie i odprawa trwa w nieskończoność. Prom dopływa do portorykańskiego portu w Mayaguez rano, pasażerowie wysiadają, prom czeka cały dzień, by wieczorem zabrać płynących na Dominikanę. Z Portoryko można odpłynąć w poniedziałek, środę i piątek o ósmej wieczorem. Cena biletu powrotnego w lipcu 2008 wynosiła 243USD za osobę. Jest to miejsce w fotelu lotniczym na pokładzie, ceny kajut są wyższe. Jest to miejsce w fotelu lotniczym na pokładzie, ceny kajut są wyższe. Dodatkowo w Santo Domingo trzeba zapłacić 20 USD opłaty tytułem podatku wyjazdowego. Za 6,25 USD można zjeść dobre śniadanie na promie, serwowane w postaci bufetu.

Po zejściu na ląd doznaliśmy małego szoku, wywołanego cenami. W porównaniu do względnie taniej Dominikany, jej wschodni sąsiad ma bardzo wysokie ceny. Minibusy jadące do San Juan mają niższe ceny niż taksówki, ale 30USD za osobę nie wydawało nam się jakąś specjalną okazją.
W jednym z lokalnych barów widnieje napis: Poprosiłem Boga, żeby mi dał wszystko abym mógł korzystać z życia. I dał mi życie, żebym mógł korzystać ze wszystkiego.
W samej stolicy podróżnicy z plecakami także nie będą się czuli zbyt komfortowo. San Juan to drogie miasto i cechuje je całkowity brak taniego zakwaterowania. W starej, zabytkowej części miasta udało nam się znaleźć jeden hotelik Guest House Old San Juan za 42USD za pokój dwuosobowy. Zatrzymaliśmy się tutaj na kilka dni, gdyż lokalizacja była genialna, w samym centrum starego miasta, skąd było blisko do wszystkich atrakcji, a pomocny właściciel poświęcił nam dużo czasu na wytłumaczenie trochę zawiłego systemu transportowego wyspy.
San Juan wygląda jak miasto z pocztówki. Codziennie rano, zanim słońce zacznie prażyć niemiłosiernie, po ulicach jeżdżą śmieciarki. Jest naprawdę czysto.
Museo de las Americas jest urządzone profesjonalnie. Wstęp do wszystkich części jest bezpłatny oprócz sali poświęconej właśnie Amerykom. Płaci się 2 USD. Eksponaty reprezentujące różne grupy etniczne południowej części kontynentu są podświetlone i ciekawie opisane.
Castillo del Morro. Wstęp 3 USD. Przepięknie usytuowana forteca położona na krańcu cypla wychodzącego w morze. Znajduje się na większości pocztówek z San Juan. Warto tu zjawić się rankiem, kiedy nie ma jeszcze tłumów turystów.
Kamienice San Juan są niczym z kolorowej bajki dla dzieci. Pomalowane na wszystkie możliwe kolory, od pastelowych do mocnych barw nadają miastu żywego klimatu. Dzisiaj w czasie amerykańskiej recesji duża ich część jest wystawiona przez właścicieli na sprzedaż.
Wybraliśmy się na małe zakupy spożywcze: 13 usd za 2 wody 1,5l, 4 banany, plastikowe łyżeczki, szampon, 4 jogurty. Jedzenie w McDonaldzie też nie jest tanie, Big Mac kosztuje 6,5 USD. Można żywić się na ulicy, chyba to najtańsza opcja: hot-dog – 1,25USD, duży sok z lodem – 2USD.
Transport publiczny na wyspie praktycznie nie istnieje. Poza kilkoma prywatnymi firmami oferującymi przejazdy międzymiastowe małymi busami, zwykłemu podróżnikowi zostają tylko drogie taksówki. Owe busy kursują na zasadach afrykańskich. Odjeżdżają, gdy nazbierają odpowiednią liczbę pasażerów. Przykładowo, za przejazd z San Juan (dzielnica Rio Piedras) do Fajardo, skąd odpływają promy na wyspę Culebra lub Vieques, trzeba zapłacić 4 USD, ale można czekać nawet pół dnia. Po negocjacji z kierowcą zgodził się pojechać z 2 osobami z 30USD.
Kilka razy dziennie odpływają promy na tzw. Hiszpańskie Wyspy Dziewicze. Cena promu na wyspę Culebra albo Vieques wynosi 2 USD. W trakcie wakacji trzeba się zjawić na przystani dużo wcześniej.
Do skąpego systemu publicznej komunikacji dołączyć można jeszcze finansowane przez miasto autobusy. Kilka linii łączy oddalone od siebie dzielnice dużej stolicy. Bilet na linię B40 łączącą San Juan Viejo z Rio Piedras albo A5 San Juan Viejo – Isla Verde kosztuje 0,75USD.
Jedna z ładniejszych publicznych plaż w San Juan znajduje się w dzielnicy Isla Verde. Wzdłuż białego piasku rozlokowały się wysokie budynki ekskluzywnych hoteli. Wypożyczają turystom leżaki i parasole, ale z plaży korzystać można bezpłatnie.
Prom z nabrzeża w starej dzielnicy miasta do przeciwległego brzegu, dzielnicy o nazwie Catano kursuje co 30 minut i kosztuje pół dolara. Znajduje się tam fabryka rumu Bacardi. Warto obejrzeć to miejsce. Z przystani promowej jest jeszcze kilka kilometrów, więc można pojechać autobusem linii C-147 za 0,75usd lub taksówką za 12 dolarów. Samą fabrykę zwiedza się za darmo, a goście częstowani są przy wyjściu drinkami z różnego rodzaju rumu.
Fabryka Bacardi była załóżona przez hiszpańskiego emigranta Don Facundo Bacardi Masso na Kubie, ale później została przeniesiona właśnie tutaj na Portoryko.
Mieszkańcy Portoryko żyją jak Amerykanie. Szerokie, kilkupasmowe autostrady łączą miasta położone głównie na obrzeżach wyspy. Prawie każdy posiada swoje auto, dlatego praktycznie nie istnieje transport publiczny. Dla turystów i niezamożnych obywateli wyspy kursują takie jak widzicie poniżej taksówki.
Zbliżał się wieczór i nasz prom szykował się do opuszczenia portu w Mayaguez. Najtańszy bilet nie gwarantował żadnej kabiny ani nawet miejsca na fotelach. Na trzecim pokładzie była mała sala kinowa dla pasażerów. Czasami wyświetlali tam filmy. Dzisiaj na to się nie zanosiło i sala wyglądała jak opuszczona. Rozłożyliśmy karimaty i śpiwory i poszliśmy spać. Rano po wyjściu na pokład widać było zarysy Hispanioli. Bienvenidos a Dominicana!

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *