Brazylia

Do Brazylii chciałem pojechać od dawna. Zawsze coś wypadało, zawsze nie było po drodze. To za duży kraj aby zobaczyć go w ciągu jednego wyjazdu, w ciągu dwóch czy trzech tygodni. Tym razem czasu za dużo też nie było, ale po drodze Brazylia była. Musieliśmy przedostać się z Surinamu przez Gujanę Francuską i właśnie Brazylię do Wenezueli. Z Surinamu dróg do Brazylii nie ma, a z Gujany ukończono całkiem niedawno drogę z Cayenne do granicznego miasta z Brazylią. Przed wyjazdem każdy ma różne skojarzenia odnośnie tego ogromnego jak kontynent, samowystarczalnego kraju jakim jest Brazylia. Piękne plaże, karnawał i Rio de Janeiro to pierwsze co przychodzi na myśl. My zobaczyliśmy Brazylię trochę inną, dziką, trochę niebezpieczną, odizolowaną. Przejechaliśmy amazońską część terytorium tego kraju.

Po kolei więc. Pierwsze miasteczko przy granicy gujańskiej to Oyapoque. Mało ciekawe miasto, pełne handlarzy, różnej maści przemytników i innych typków. Trochę odiizolowane to miejsce, bo wydostać się można tylko drogim samolotem, latającym do Macapy kilka razy w tygodniu i autobusem jadącym kilkanaście godzin przez dżunglę. To tańsza wersja, więc skorzystaliśmy. Policjant na komisariacie doradził nam abyśmy pojechali za dnia, bo nocami bywa różnie, szczególnie przez pierwsze kilkaset kilometrów.

Nasz autobus firmy Garra, poleconej przez owego policjanta, spóźnił się tak, że jechaliśmy przez całą noc. Na szczęście nic, oprócz wybuchu opony, się nie stało i nad ranem byliśmy w Macapie. Przez kilkaset kilometrów nie było ani jednego miasta, tylko dżungla i wycięty kawałek lasu, tak aby zmieściło się auto. Amazonia i to prawdziwa.

Macapa to duże brazylijskie miasto, będące stolicą stanu Amapa. Macapa zamieszkana jest przez około 340 tysięcy ludzi i leży na równiku przy ujściu Amazonki. Przez większą część roku jest tu bardzo gorąco i wilgotno. Ciekawych obiektów za wiele nie ma, ale można miło spędzić dzień czy dwa spacerując przy rzece. Warta odwiedzenia jest forteca wybudowana przez Portugalczyków i muzeum. Z mola wychodzącego z nabrzeża rozpościera się ładny widok na fortecę.

Chcemy dostać się do Belem. Okazuje się, że cena biletu na statek jest równa cenie biletu na samolot. Długo się nie zastanawiamy. W biurze płacimy za bilety i jedziemy na lotnisko. Samolot przelatuje na Ilha de Marajo, wyspą wielkości Szwajacarii, położoną w ujściu Amazonki i zamieszkaną przez ćwierć miliona ludzi.

Belem to półtoramilionowa stolica stanu Para. Okazuje się, że duże brazylijskie miasto nie musi być takie złe. Centrum jest nawet przyjemne. Ciekawy są uliczki wypełnione straganami i targ. Tu na pewno warto zajrzeć. Sprzedają tam naprawdę wszystko.

Godna polecenia jest tez forteca Forte do Castelo położona w centrum nad rzeką. Wewnątrz znajduję się małe muzeum. Szkoda tylko, że opisy eksponatów są tylko po portugalsku… Zresztą jak wszędzie. Brazylijczycy niestety nie czują potrzeby uczenia się jakichkolwiek obcych języków. A szkoda, bo można byłoby poznać więcej ludzi…

Z Belem odlatujemy, z braku czasu, do Manaus. Samolot ma międzylądowanie w Santarem. Widoki na Amazonkę są niezapomniane. Ogromna to rzeka. Alternatywą dla samolotu jest statek. Wadą jest jednak to, że płynie aż pięć dni. Tyle czasu niestety nie mamy. Poza tym nie jest to łatwa i przyjemna podróż. Najczęściej śpi się w hamaku. Tłok jest dość duży a jedzenie marne. Ale przygoda jest…

Manaus to duże miasto, stolica stanu Amazonas. Może nie jest piękne, ale ma kilka atrakcji. Większość turystów przyjeżdża tu tylko po to by zakupić wycieczkę na kilka dni do dżungli. My postanawiamy jednak zwiedzić samo miasto bardziej szczegółowo. W samym centrum znajduje się słynna opera Teatro Amazonas. Mamy szczęście, bo wieczorem jest przedstawienie, na które wpuszczają gości za darmo.

Następnego dnia jedziemy autobusem 120 na plażę. W zielonej dzielnicy Ponta Negra nad Amazonką jest mała plaża odwiedzana przez mieszkańców głównie na weekend. Wzdłuż ciągną się bary z jedzeniem i piwem. Smażona ryba pirarucu to przysmak, który naprawdę warto spróbować.

Nasz czas w Brazylii niestety dobiega końca i musimy wracać do Wenezueli. Z Manaus mamy autobus do Boa Vista i dalej połączenie do granicy. I tu wskazówka dla udających się tym szlakiem. Nie ma już codziennie bezpośredniego autobusu z Manaus do Wenezueli. Do samej granicy dojeżdżamy taksówką i po otrzymaniu pieczątek kontynuujemy trasę do Santa Elena de Uairen.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *