Rumunia

Dla wielu Rumunia to kraj wciąż trochę tajemniczy, trochę niebezpieczny, mający nie najlepszą reputację wśród większości Polaków. Wystarczy spędzić tam kilka dni, żeby na własnej skórze przekonać się, że rzeczywistość w kraju, który w roku 2007 ma być członkiem Unii Europejskiej jest zupełnie inna niż mity krążące wśród naszych rodaków.

Rumunia ma wiele do zaoferowania turystom poczynając od wspaniałych Karpat i regionu Transylwanii z mrocznymi (i trochę niestety zaniedbanymi) zamkami przez deltę Dunaju, Mołdawię, wybrzeże Morza Czarnego po tętniący życiem Bukareszt.

My wyruszamy w piątkowy wieczór w stronę Ukraińskiej dzielnicy do Przemyśla, skąd autobus PKS zabiera nas na granicę ukraińsko- polską. I tam (uwaga!!!) przymusowy 5 godzinny postój. Celnicy akurat mieli chyba jakiś interes w jak najdłuższym przetrzymywaniu autobusów na granicy. Musieliśmy zmienić plany i zrezygnować z usługi PKS za którą zapłaciliśmy 20zł i przesiąść się do ukraińskiego autobusu. Kierowca ochoczo zaprasza nas do swojego autobusu kasując po 40zł za bilet do Czerniowców, miasta przy granicy z Rumunią.

Dojeżdżamy wieczorem około 21.00 i rezygnujemy z dalszej przeprawy do rumuńskiej Suczawy. Taksówką za 22 hrywny dojeżdżamy do hotelu Turist, gdzie nocujemy za 47,5 hrywien w pokojach dwuosobowych. Popijając piwo (3,5 hr) w hotelowej restauracji planujemy jutrzejszy dzień.

Pobudka o 6 rano. Z hotelu próbujemy przedostać się na dworzec autobusowy, ale niestety trolejbusy zawiodły. Chyba za wczesna pora… Zabieramy się więc taksówką. za 5 hr. Nie wiele przepłacamy, aczkolwiek zawsze to trochę drożej. Bilet na trolejbus kosztuje 0,5 hr. Do rumuńskiej Suczawy jest kilka połączeń. Płacimy 30hr za bilet i opuszczamy Ukrainę. Na miejsce docieramy koło 10.00

Tam napotkany „przewodnik” wiezie nas na dworzec kolejowy, kupuje nam bilety i odprowadza do pociągu. Dziękujemy, dziękujemy. Należy się 10USD, powiedział nasz „guide”. No cóż, płacimy. Trzeba było od razu podziękować za pomoc. Pociąg do Brasova kosztuje nas 1 420 000 leji za osobę. Piwo na dworcu kosztuje 22 000 leji. W Rumuni przeprowadzają teraz denominację i w obiegu są stare i nowe banknoty. 100 USD to około 3 000 000 leji starych lub 300 leji nowych.

Nasz pociąg dociera do Braszowa około 20.00 i tak jak mówi nasz przewodnik i moja znajoma Alina wychodzi po nas pani Maria oferując pokoje w swoim mieszkaniu po 10 euro za osobę. Dostajemy dwa pokoje w mieszkaniu z kuchnią i łazienką. Trzeci pokój jest pusty, mamy więc całe mieszkanie do dyspozycji. Pani Maria to miła kobieta, koło 50-tki. Tłumaczy nam wszystkie logistyczne sprawy, jak się dostać to tu to tam…

Idziemy wieczorem do Terasa Ceasu Rau, knajpki oddalonej od centrum o jakieś 15 minut pieszo. Piwo kosztuje nas 3 leje. Braszów wieczorem robi na nas dobre wrażenie. Wiele budynków jest ładnie oświetlonych, a restauracje na głównym placu Piata Sfatului tętnią życiem.

Rano idziemy na spotkanie z Aliną, koleżanką poznaną podczas mojej podróży po Ameryce Południowej. Alina urodziła się i wychowała w Braszowie, a teraz mieszka i pracuje w Bukareszcie. Mówi, że w Braszowie nic się nie dzieje, że to senne miasto. Na nas robi trochę inne wrażenie. Niektórzy porównują to miasto do Krakowa. Tak daleko nie posunąłbym się w osądach, ale w rzeczywistości to bardzo miłe miasto.

Idziemy na spacer. Na wzgórze Tampa (955 m n.p.m.) nad miastem wjeżdża kolejka linowa. W poniedziałek czynna jest od 12.00 i kosztuje 6 nowych leji. Z góry rozciąga się wspaniała panorama miasta. Alina zaprasza nas na obiad do jednej z lokalnych restauracji podających rumuńskie specjały. Gołąbki z mamałygą – 10 leji, zupa ciorba de burta (coś na kształt naszych flaczków ze śmietaną) – 6 leji, piwo – 3 leje.

Udajemy się do dzielnicy Schei, mającej szczególną atmosferę. Jest nieco zaniedbana i rzadziej odwiedzana przez turystów. Najważniejszym zabytkiem jest cerkiew świętego Mikołaja oraz budynek najstarszej rumuńskiej szkoły.

We wtorek wstajemy wcześnie i pociągiem jedziemy do Sighishoary. Bilet kosztuje 22 leje i pociąg jedzie 1 godzinę 40 minut. To wysoka cena, bo jest to pociąg pospieszny. W drodze powrotnej płacimy tylko 8,2 leji. W mieście korzystamy z dość wolnego internetu, kosztuje 1,5 leja za godzinę. W Sighishoarze znajduje się Średniowieczne Wzgórze Zamkowe (Dealul Cetatii), które wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Otoczona murami starówka z wieżą Zegarową (Turnul Cuceas) bywa nazywana Perłą Transylwanii albo rumuńskim Carcassonne. Trochę sądy te są na wyrost, w rzeczywistości miasto jest ładne, ale czasy świetności chyba dawno już minęły. Wszystko jest zaniedbane i domaga się gruntownej restauracji. Warto tu się wybrać jedno/dwudniową wyciieczkę.

W środę minibusem jedziemy do Sinaia. Minibusy odjeżdżają z dworca kolejowego, kursują mniej więcej co pół godziny i kosztują 6 leji. Obsługują trasę Braszów – Bukareszt i często kierowcy są niechętni turystom wysiadającym gdzieś na trasie i płacącym mniej niż cały bilet do Bukaresztu. Sinaia słynie z zamku Peles położonego na pokrytych lasem wzgórzach i wzniesionego przez Karola I Hohenzollerna, pierwszego rumuńskiego monarchę. W pałacu znajduję się muzeum, które można zwiedzać z przewodnikiem. Naprzeciw pałacu wznosi się mniejszy pałac Pelisor, zbudowany kilka lat później dla książęcej pary Ferdynanda i Marii.

Udaje się nam jeszcze zobaczyć monastyr Sinaia. Wstęp 2 leje dla studentów i 4 dla pozostałych osób.

Wieczorem odjeżdża nasz autobus do Kiszyniowa (22 leje + 2,5 leja za bagaż). Żegnamy więc Rumunię ogarniętą powodzią. Trasa kolejowa do Suczawy jest już zamknięta. Nam udaję się ominąć zalane tereny i nocą docieramy do granicy z Mołdawią.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *