USA

USA czyli jak się dostać się do raju?

Są dwie drogi, legalna i mniej legalna, czy jak kto woli nielegalna. Pierwsza nie jest tajemnica i każdy bez większych problemów może z niej skorzystać. Druga zaś znana jest tylko nielicznym i nieliczni z niej korzystają. Robert S. z Białegostoku przyjechał do Chicago inaczej niż tysiące osób. Lot do Frankfurtu z Warszawy, z Frankfurtu do Mexico City, stamtąd autobusem do jednego z przygranicznych miast. Tam po zebraniu się kilkunastoosobowej grupki o pochodzeniu iście międzynarodowym wyruszają pieszo przez strefę przygraniczna do Arizony. Kilka przygód ze strażą graniczna USA i w końcu amerykański autobus z Nogales do Los Angeles. Stamtąd lot do Chicago. Takie wczasy to jedynie $8500. Ktoś zapyta o biuro turystyczne. Niestety to pytanie zostaje bez odpowiedzi. Można tylko dodać, ze to biuro ma nieźle przychody i duża klientele. Jak dowiedziałem się z nieoficjalnych źródeł, obywatele Indii musza płacić za podobna przeprawę około 30tys dolarów. To jednak nie koniec ciemnej strefy oszukiwania służb imigracyjnych USA. Kiedy Robert S. wylądował już znaleźć Chicago musiał znaleźć upragnione źródło dochodu – prace. Chcąc w miarę normalnie egzystować w USA posiadać tutejsze Prawo Jazdy i dokument ID oraz numer ubezpieczenia społecznego tzw. Social Security Number.

To swoisty paradoks, ale turyści odwiedzający Chicago mogli te dokumenty do czasu ataków terrorystycznych 11 września uzyskać bez większych problemów. Niestety osoby takie Robert S. nie są tu legalnymi turystami i musza za te dokumenty na mniej lub bardziej czarnym rynku zapłacić około 2500 dolarów. Jeżeli podliczymy wydatki Roberta S. to otrzymamy sumę 11 tysięcy dolarów. Chętnych jest jednak wielu. Biorąc pod uwagę fakt, ze jeżeli znajdziemy prace na miejscu w Chicago, z którą nie było większych problemów do tej pory, to inwestycja zwraca się maksymalnie w okresie roku. Nie da się ukryć, ze to kusząca propozycja dla tysięcy bezrobotnych w Polsce i na świecie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *