Gwatemala

Stolica: Guatemala
Obszar: 108 890 km2
Ludność: 12 335 580
Języki: hiszpański 60%, języki indiańskie 40% (23 języki w tym quiche, cakchiquel, kekchi)
Religia: katolicy, protestanci, tradycyjna religia Majów
Waluta: 1 quetzal (Q) = 100 centavos

Niesamowite ruiny Majów, trzydzieści wulkanów, dziesiątki jaskiń, wspaniałe miejsca do nurkowania, górskich wędrówek oraz spływów pontonowych to tylko niektóre z atrakcji przyciągających coraz większe rzesze turystów do Gwatemali. Na szczęście są to wciąż relatywnie niewielkie liczby. Nieliczne biura turystyczne (przynajmniej w Polsce) oferują wyjazdy do Gwatemali po przystępnych cenach. To już niestety tylko kwestia czasu, kiedy tysiące amerykańskich i europejskich turystów z kieszeniami wypełnionymi pieniędzmi „zaleją” i nieodwracalnie zmienią ten piękny i osobliwy kraj.

Dzisiaj będąc w Gwatemali możemy obserwować przebieg procesu pokojowego i coś w rodzaju powolnego powrotu do normalności. Całkiem niedawno, bo w 1996 roku w kraju zakończyła się 36-letnia wojna domowa, która pochłonęła około 200 tysięcy ofiar, miliony ludzi zostawiła bez dachu nad głową oraz tysiące ludzi zaginęło bez śladu.

Gwatemalczycy muszą sobie jednak jakoś radzić z ciężarem historii i błędami własnych polityków. Starają się zapomnieć o krzywdach i cieszyć się życiem.

Nasza wędrówka po tym wspaniałym skrawku Ameryki Środkowej zaczyna się w stolicy kraju – mieście Gwatemala. Stąd po dosłownie kilkunastu minutach zabiera nas lokalny autobus do Antigua. Nie jest to jednak normalny, znany nam wszystkim środek transportu. W Gwatemali większość autobusów to stare amerykańskie school bus`y pomalowane w przeróżne wzory. Do autobusu wsiada około 70 pasażerów zamiast dozwolonych 40, wewnątrz panuje niezwykle wesoła atmosfera. Kierowca słucha muzyki ludowej tak głośno, że nie sposób rozmawiać – nie sposób nam, bo miejscowi po prostu do siebie krzyczą i są do tego przyzwyczajeni. Autobus zatrzymuje się dosłownie co 50 metrów zabierając kolejnych pasażerów. Kiedy jest już tak pełny, że nikt, nigdzie się nie zmieści, sprzedawca biletów zaczyna swoją wędrówkę polegającą na przepychaniu się do tylnej części autobusu. Po godzinie docieramy do celu.

Przybywają tu rzesze podróżników pragnących nauczyć się języka hiszpańskiego i skosztować gwatemalskiego klimatu i stylu życia. Kilka wulkanów leżących w niedużej odległości od miasta czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Na jeden z nich, wciąż czynny, udaje się nam wejść. Wulkan Pacaya to drzemiąca bomba, która może w każdej chwili eksplodować. Zdaniem miejscowych nie ma takiego zagrożenia. Jednak w zeszłym roku miała miejsce niegroźna erupcja.

Z Antigua udajemy się z powrotem do stolicy aby złapać autobus do Flores w prowincji El Peten, największego dystryktu w Gwatemali. Podróż to istna rosyjska ruletka, kierowca ceni sobie dobrą zabawę za kierownicą bardziej niż życie swoje i 45 pasażerów, których ma dowieźć do celu. Po drodze jesteśmy świadkami kilku wypadków, jeden z nich śmiertelny. Drogi w Gwatemali są w bardzo złym stanie, pojazdy – w jeszcze gorszym. Kierowcy nie przestrzegają żadnych przepisów, stąd duża wypadkowość i śmiertelność na drogach to rzecz normalna.

W końcu cali i zdrowi wysiadamy we Flores – małym miasteczku nad jeziorem Lago de Peten Itza. Naszym celem jest dotarcie do kompleksu ruin Majów – Tikal oddalonego o ponad godzinę drogi na północ od jeziora Peten Itza.

Kolejnego dnia o 5 rano wyruszamy z naszym przewodnikiem do Tikal w samym środku lasu tropikalnego. Jest dużo moskitów, dlatego repelent na owady jest tu niezastąpiony. Temperatura powietrza około 7.00 przekracza już 25 stopni, a wilgotność 95%.

80% całego miasta Tikal jest wciąż pod ziemią, pokryte mchem, trawą i porośnięte drzewami. Rząd Gwatemali nie ma funduszy na restauracje kompleksu, to co możemy zobaczyć zostało odkopane i odnowione z pomocą organizacji amerykańskich.

Nasz przewodnik to 35-letni Gwatemalczyk, który dobrze pamięta czasy wojny domowej i prześladowań opowiada mi swoje losy. Piętnaście lat temu opuścił kraj z całą rodziną w obawie przed represjami. Dziesięć lat tułał się po Belize, Meksyku i USA. Tam nauczył się angielskiego i kiedy wrócił do Gwatemali został przewodnikiem po ruinach Tikal i okolicznych lasach. Tu się urodził, zna ten region jak własną kieszeń, zna każde drzewo, każdą roślinę i każde zwierze. Zna także oblicze wojny domowej, o której nie chce zbyt wiele mówić. Ma tylko nadzieje, że teraz jego kraj wybierz lepszą drogę.

Jednak nie jest to do końca pewne w jakim kierunku rozwinie się sytuacja w Gwatemali. Skorumpowani politycy wciąż są przy władzy. Prezydent Portillo obiecuje świetlaną przyszłość, ale niektóre fakty mogą niepokoić. Nie dawno wysłał swoją rodzinę poza granice kraju, a sam podejmuje budzące wątpliwości decyzje polityczne, podczas gdy większość zwykłych obywateli żyje nadal w nędzy.

Z Flores udajemy się do stolicy. Miasto Gwatemala nie jest szczególnie piękne. Wszechobecny hałas, kłęby spalin wydobywające się z chaotycznie poruszających się pojazdów i stare zaniedbane budowle to chyba najbardziej rzucające się w oczy przybysza cechy tego miasta.

Po dwóch dniach spędzonych w stolicy kierujemy się na południe kraju, do granicy z El Salwadorem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *